Wielu moich przyjaciół, podlodowych tradycjonalistów wiernych spławikowi, narzeka na zimowe rezultaty. A przecież nie sprzeniewierzają się zasadom wędkarskiej sztuki.
 
  WYDANIE SPECJALNE
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 
EKSPERYMENT, CZYLI
TROCHĘ GRUBIEJ SPOD LODU
     Pracowicie kują otwory, by zlokalizować miejsca gromadzenia się białej ryby, nęcą smacznie i wonnie, lecz nie przekarmiają krąpi, leszczy, płotek. Używają najdelikatniejszych żyłek, najdrobniejszych haków, miniaturowych ołowianych pyłków i lilipucich spławiczków.

     Siedzą potem nad swoimi przeręblami i wstydliwie chowają do toreb ledwo podrośnięte leszcze. Wstydzą się do tego stopnia, że gotowi są wprowadzić do ichtiologicznej nomenklatury nowy gatunek - podleszczaka.

*****

     Zimowe ryby rzeczywiście nastawione są raczej na niewielkie kąski, potrafią je przez długie minuty ssać i smakować, cmokać, ciamkać, żuć, ale - na miłość Boską - przyjrzyjmy się mordzie kilogramowego leszcza i porównajmy ją z proponowaną przez wędkarzy podlodowych przynętą.
     Standard jest następujący: cienki hak nr 16-14 i kilka larw ochotki, jeden biały robaczek. Na miano brutali, nieledwie ordynusów - w powszechnej opinii - zasługują wędkarze, którzy używają "dwunastek" Gamakatsu i zakładają na nie dziesięć ochotek czy dwa białe robaczki. Tymczasem nie od dzisiaj obowiązuje w wędkarskim światku teoria opłacalności energetycznej podczas żerowania. Nawet przegłodzony szczupak nie zaatakuje zbyt małej błystki - na atak bowiem zużyłby więcej kalorii, niż zyskał podczas trawienia maleńkiej rybki.

*****

     Nie tylko drapieżniki "przeliczają" pokarm na kalorie. Rzecz dotyczy także białej ryby. Widać to szczególnie w pełni sezonu, kiedy grube leszcze ignorują zbyt małe kąski, a rzucają się agresywnie na duże buły z kaszy mannej. Nawet pazerny krąp nie raczy spojrzeć na pojedynczego gnojaka, na pęczek natomiast reaguje szeroko rozdziawioną gębą. Nie inaczej rzecz ma się zimą, choć oczywiście obowiązuje "miniaturyzacja" zestawu i przynęty.
     Kiedy więc wędkarzowi uda się odnaleźć w zbiorniku zimowisko białej ryby, warto trochę poeksperymentować. Grube leszcze, krąpie, płocie warte są prób i błędów. Więc ogromny jak na zimę hak - nr l0, a nawet 8. Koniecznie cieniutki, o krótkim trzonie. Na nim kilkanaście ochotek, dwa albo i trzy białe robaczki, maleńka dżdżownica kalifornijska przekłuta przez kokonik, z dziesięć larw kornika, z pięć kiełży, jedna larwa ważki czy widelnicy, wyjęty z domku niewielki chruścik.

*****

     Pływa więc w przeręblu nasz spławiczek - co kilka chwil podnosimy go o kilka centymetrów, potrząsamy szczytówką. Zapobiega to wmarzaniu w lód oraz dodatkowo wabi. Można też stosować wabiki.
     Przynętę raczej kładziemy na dnie. Ale jeśli przez długi czas nie ma brań, podnosimy ją o kilka centymetrów nad dno. I częściej poruszamy szczytówką. Na duże kąski biorą większe ryby - robią to najczęściej o wiele bardziej agresywnie, niźli na standardowe drobinki. Spławik albo szybko idzie w grunt, albo klasycznie się wykłada. Zacinamy natychmiast, niezbyt gwałtownie.
     Acha, jeszcze jedno, podczas "grubego" łowienia warto od razu wywiercić tuż obok siebie dwie dziury. W jednej topimy zanętę, w drugiej podajemy zestaw. Jeśli weźmie duża sztuka, wystarczy lekkie uderzenie w lód między otworami. Przez taki przerębel przelezie nawet leszcz na złoty medal.
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdięcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusPozycjonowanie stron WWWMetki i wszywki odzieżoweŻbikowskiBlog o CMSHydroizolacja - Osuszanie bydynków