Zbiornik Kijowski, środek zimy. Ze dwadzieścia stopni mrozu. Na lodzie kilkaset osób. Jak okiem sięgnąć. Gdzieniegdzie potężne skupiska wędkarzy - pewnie i ryb pod nimi.
 
  WYDANIE SPECJALNE
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 

A. Litoral, dobre łowisko w pierwszych 2, 4 tygodniach po skuciu zbiornika lodem. Okoń, szczupak, niewielka płoć, jazgarz...

B. "Progi" na których ustawiają się drapieżniki - płycej szczupak, głębiej sandacz. Wzdłuż "progów" polują stada okoni.

C. Pierwsza płaskoć, zwana blatem - po pierwszym lodzie stanowiska większej płoci, w późniejszym okresie strefa okoniowa. W sprzyjających warunkach atmosferycznych przez calą zimę odwiedzana przez płocie, krąpie i niewielkie leszcze.

D. Potencjalne zimowisko białej ryby. Na takich blatach można napotkać wielkie stada leszczy i krąpi. Na skrajach płaskoci występują gruntowe płocie i niezłe okonie.

E. Łagodny stok podwodnej górki - podczas ustalonych warunków atmosferycznych strefa zimowego żerowania płoci, leszczy i okoni. Ulubione zbocze jeziornych sandaczy.

F. Podwodna górka - znakomite stanowisko na początku i na końcu zimy. Przez całą można złowić tu grubego okonia.

Ciemniejszym błękitem oznaczyłem miejsca (ostre stoki), gdzie ryby są sporadycznymi gośćmi. Radzę je omijać.
KRĘCENIE DZIUR -
CZYLI GDZIE JEST RYBA
     Pierwszy i ostatni lód to okresy, w których nawet debiutant liczyć może na dobre wyniki. Na początku zimy w zbiornikach z wodą stojącą lub leniwie płynącą drobnica buszuje po płyciznach. wyjadając resztki na letnich żerowiskach. Obumarłe podwodne łąki, rozległe płycizny, wzniesienia dna i łagodne stoki odwiedzane są również przez starsze osobniki ryb spokojnego żeru. W pobliżu ławic rybiego drobiazgu krążą leniwie drapieżniki - stada okoni, nieliczne i nieruchawe szczupaki, gdzieniegdzie - tam gdzie dno jest żwirowate, kamieniste lub gliniaste - na nieco głębszej wodzie czatują gromadki niewielkich sandaczy.

     W wodzie jeszcze dużo tlenu - jesienne wiatry burzyły powierzchnię, duże różnice temperatur powodowały wymianę mas wody. Ryby mają jeszcze apetyt, obfitość tlenu znacznie przyspiesza przemianę materii. Na płyciznach nieco cieplej - dno pamięta jeszcze słoneczną operację, jeszcze nagrzewa się w ciągu dnia. Zanim się wychłodzi, minie kilka tygodni - trzy, czasem nawet cztery.
     Płycizny - od metra do trzech - obfitują wczesną zimą w okonie. Podczas okresów ustalonego ciśnienia chętnie przebywa na nich płoć. Raczej nie należy liczyć na dużą zdobycz, ale z przerębla wyjąć można wówczas wiele wymiarowych rybek. Zarówno okoń, jak i płotka, rzucają się na przynętę dość agresywnie - jak na zimę, rzecz jasna. Płyciznę odwiedzają z rzadka - raczej w cieplejsze i jaśniejsze dni - stadka większych ryb. Wstrzelenie się w rejon żerowania dużych okoni i gruntowych płoci nie należy po pierwszym lodzie do rzadkości.
     Można też na nie polować z założenia. Pierwszy lód nie jest zbyt gruby, można sobie pozwolić na wykucie czy wykręcenie wielu otworów. Właśnie wówczas poznajemy szczegółowo ulubione łowisko. Duża płoć, niekiedy krąp i leszcz, a także gruby okoń, przemieszczają się wczesną zimą wzdłuż "kantów" - niezbyt stromych stoków przyległych do płycizn. Szczególnie podoba im się "schodkowe" ukształtowanie dna - a więc blat płycizny, stok, kolejny blat i następny stok. Do żyznych, obfitych w pokarm wypłyceń niedaleko, blisko też do bezpiecznej ostoi. Właśnie tam, na pograniczu, szukać należy dorodnej zdobyczy.

*****

     Piszę o pograniczu, nie zaś o konkretnym przedziale głębokości. W różnych zbiornikach rzecz przedstawia się rozmaicie. W przepaścistych jeziorach polodowcowych lokuje się ono gdzieś między czwartym a ósmym metrem, w jeziorach o średniej głębokości między trzecim a szóstym. W płytkich zaś lada jaki uskok dna jest przez ryby często odwiedzany. Te ostatnie zbiorniki są dla podlodowego wędkarza atrakcyjne jedynie na początku zimy i na przedwiośniu. W pozostałym okresie ryby niemal nie żerują - z powodu niedostatku tlenu zapadają w letarg.
     Tzw. ostatni lód, zdarzający się niekiedy w środku kalendarzowej zimy, podczas długotrwałych odwilży, to także czas atrakcyjny dla wędkarzy. Szczególnie przedwiośnie darzy rybami -z form przetrwalnikowych odradza się pomału fitoplankton, plankton roślinny, zaczynają kiełkować rośliny, w wolnych od lodu miejscach woda absorbuje tlen. Wytwarzają go także owe wspomniane roślinki.
     Słońce już wyżej, operuje dłużej, woda pod lodem nagrzewa się nieznacznie. Wylęgają się niektóre bezkręgowce, inne wychodzą z odrętwienia. Na kilka tygodni przed zejściem lodów pod wodą eksploduje życie, ryby przerywają głodówkę i odżywiają się całkiem intensywnie. Szukać ich należy wówczas w miejscach, które przynosiły zdobycz w pierwszych dniach po skuciu lodem jezior i stawów.
     W zbiornikach o średniej i dużej głębokości ryby żerują przez cały podlodowy sezon. Ale tylko płoć, okoń, krąp i leszcz bywają pewną zdobyczą. Zdarzają się co prawda okresy ożywienia innych gatunków, ale są one rzadkością; nie odpowiedziano jeszcze na pytania dotyczące tajemniczych napadów głodu karpia, węgorza...
     Typową zimową zdobyczą są oczywiście sieja i miętus, osiągalny dla wędkarzy na ostatnim, marcowym lodzie, ale o łowieniu ich będą traktowały odrębne rozdziały tej książeczki. Tak jak o polowaniu na szczupaki i sandacze, zanim drapieżniki te wejdą w okres ochronny.

*****

     Po kilku tygodniach ożywienia ryby szukają głębszej wody. Na płyciznach - do dwóch, dwóch i pół metra - robi się na zimno. Woda tuż pod lodem ma niewiele więcej ponad zero stopni. Nieco głębiej temperatura mieści się w przedziale od plus jednego do plus czterech stopni. Tę ostatnią wartość osiąga - w zależności od rodzaju zbiornika - poniżej czwartego, piątego metra. I poniżej tej granicy trwa spowolnione, ograniczone życie. Temperatura wody nie ulega wahaniom przez długie miesiące, odpowiada to zarówno rybom, jak i organizmom bezkręgowym. Nawet kiełż (po rosyjsku mormysz, stąd nazwa przynęty), który na początku zimy uwielbia przebywanie tuż pod lodową pokrywą, opada gremialnie na dno.
     W mule bytują stawonogi, niektóre małże, larwy owadów, pierścienice, skorupiaki. Nieliczny zoo i fitoplankton przeżywa zimę gdzieś na głębokości między piątym a dwunastym metrem. Niżej żyją jedynie organizmy rzadko odwiedzające jasno oświetlone warstwy wody. To pokarm siei, i dopiero nią się zajmując, odwiedzimy większe głębokości.
     Granica dwunastego metra jest wynikiem statystycznych obliczeń - w głębokich jeziorach rynnowych zimowe ostoje ryb zdarzają się nawet na I5-16 metrze. Warunkiem jest dość rozlegle wypłaszczenie dna, zwane przez rybaków płaskocią. To właśnie z tych płaskoci zimą wyjmuje się niewodami całe tory leszczy, krąpi, płoci i okoni.
     W płytkich zbiornikach ryby nie gromadzą się w tak ogromne ławice, są bardziej rozproszone. Zajmują każdy dołek, każde wgłębienie dna. Zawodzi się z reguły wędkarz, który szuka w niewielkim zbiorniku najgłębszego miejsca - np. 10 m dziury w jeziorku, którego przeciętna głębokość wynosi 4 m. Takie wyjątkowe głęboczki, nawet zimą, bywają miejscem przyduchy siarkowodorowej lub niemal całkowicie pozbawione są tlenu.
     Rybom nie chodzi wyłącznie o głębokość - ważna jest zawartość tlenu, występowanie pożywienia. Z zasady zimowiska wybierane są w bezpośredniej bliskości podwodnych górek lub przybrzeżnej strefy litoralu. Szczególnie atrakcyjne atrakcyjne wydają się płaskocie przylegające do dość stromych stoków (opadają po nich jadalne kąski z płycizn) z jednej strony i do łagodniejszego z drugiej. Podczas sprzyjających okresów ryby żerują na łagodnym spadzie.

*****

     Znalezienie zimowiska jest marzeniem każdego podlodowego wędkarza. Wymaga to łutu szczęścia i powtarzania prób w miejscach już przeszukanych. Ryby zimą żerują sporadycznie. Potrafią przez wiele dni wisieć w bezruchu nad dnem. Utrzymują się w stanie przypominającym kosmiczną nieważkość, regulując objętość pęcherza pławnego. Kiedy zapadają w letarg (u leszczy, płoci, krąpi zdarza się to kilkakrotnie w ciągu zimy), nie skusi ich nawet ochotka włożona do pyska.
     Ryby nie żerują, lub żerują bardzo słabo, kiedy występują częste i znaczne zmiany ciśnienia, kiedy wieją wschodnie i północne wiatry, kiedy pada... Całe szczęście, że i wędkarze rzadko wychodzą w takie dni na lód. Wiatr z północy i ze wschodu przynosi zimą trzaskające mrozy, przenika na wskroś, zmiany ciśnienia powodują senność, apatię, złe samopoczucie. Opady - czy to będzie śnieg, czy zimowa plucha - spędza z łowiska najbardziej zagorzałego pasjonata.
     Czas ożywienia pod lodem, to przede wszystkim okresy wyrównanego ciśnienia. Warto więc posiadać w domu barometr i pilnie śledzić prognozy pogody. Gdy przez kilka dni nie drgnie wskazówka barometru, nie poruszy się słupek rtęci, wówczas wstrzelenie się w rybie zimowisko będzie o wiele prostsze. Okaże się też, że nad wieloma ostojami kręciliśmy już dziury, ale ryby po prostu nie żerowały. Jeśli jednak podczas optymalnych warunków - trzy dni stałego ciśnienia, wiatr z zachodu lub południa, lekko zachmurzone niebo, dobre brania w kalendarzu księżycowym - dziury okażą się puste, to miejsce takie należy raz na zawsze wykreślić z mapy wędkarskich nadziei.

*****

     Na koniec kilka rad dla lodowego poszukiwacza stanowisk:
  • Badaj zawsze ukształtowanie dna. Zaczynaj od przybrzeżnej płycizny. Jeśli znajdziesz ryby, przesuwaj się wzdłuż warstwicy (tej samej głębokości).
  • Szukaj łagodnych stoków i płaskoci - właśnie tam znaleźć można duże zgromadzenia ryb.
  • Penetruj podwodne górki, wały, wzniesienia. Podczas sprzyjających dni są często odwiedzane przez duże płocie i okonie.
  • Jeśli twoją przynętę atakują drobne rybki, szukaj na innej głębokości.
  • Po wywierceniu otworu zajrzyj pod lód. Wychłodzona woda jest bardzo przezroczysta. Uważni mogą wypatrzeć ryby nawet na pięciometrowej głębokości.
  • W dni słoneczne obławiaj raczej wypłycenia. W pochmurne szukaj głębiej.
  • Rzeczka, strumień, nawet kanał melioracyjny uchodzące do jeziora są zazwyczaj dobrymi łowiskami.
  • Zatopione drzewa, wraki, kamienne rafy są godne obłowienia. Można tam złowić grubego okonia, miętusa, można trafić na duże stado płoci średniej wielkości.
  • Nawet jeśli wolisz spławik, miej ze sobą podlodową blaszkę. Przed wpuszczeniem zestawu spławikowego błyśnij kilkanaście razy błystką - to wabi wszystkie ryby.
Zimowe łowiska w jeziorze oraz w zbiornikach zaporowych
opis na marginesie
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdięcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusEtykiety samoprzylepneWędkarstwoMetki i wszywki odzieżowemetki tekstylne i żakardoweGetSimple