Co się dzieje nad wodami, co się stało w ostatnich dniach? Rzeki, jeziora, morza... Ryby, wędkarze i inne zwierzęta... Wygrzebane w internecie, w prasie, podsłuchane w mediach i na łowiskach... Czekamy na donosy Czytelników...
 
  NR 34      31 STYCZNIA
Wydawca: KROKUS ska z o.o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 



Rekin w dowodzie

Bywają fakty dziwniejsze od fikcji. 10 kwietnia 1935 roku u wybrzeży Australii rybacy złapali rekina tygrysiego o długości ponad 4 metrów. Oddali go do akwarium w Coogee Beach, gdzie miał być atrakcją dla zwiedzających. Ale pozbawiony wolności stracił apetyt, nic nie jadł i ospale dryfował w basenie.
Po tygodniu niewoli zaczął się nagle miotać i wymiotować niestrawionym pokarmem. Wśród tych resztek zdumieni pracownicy odkryli dobrze zachowaną ludzką rękę. Mięso rekin trawi w ciągu półtorej doby, ale stres najwyraźniej spowodował u niego zaburzenia przewodu pokarmowego. Ręka została najprawdopodobniej połknięta tuż przed schwytaniem. Należała do muskularnego mężczyzny, ozdobiona była tatuażem i - co najbardziej zaintrygowało policję - nie odgryziona potężną szczęką potwora, lecz ucięta ostrym narzędziem, a w nadgarstku ściśnięta kawałkem liny.
Prócz tej kończyny w żołądku bestii nie znaleziono innych szczątków ludzkich. Odciski linii papilarnych i tatuaże pozwoliły ustalić, iż ręka za życia należała do niejakiego Jamesa Smitha, eksboksera, kryminalisty, notowanego w kartotekach policyjnych. Jego żona zeznała, iż 8 kwietnia wyjechał z kolegą Patrickiem Brady na ryby do wynajętego na wybrzeżu domku. Brady znany był policji od najgorszej strony, jako gangster powiązany ze środowiskiem włamywaczy i handlarzy narkotyków. Aresztowany, zaprzeczył jednak, by miał coś wspólnego ze zniknięciem Smitha. Sugerował natomiast, iż bardzo pomocne w tej sprawie może być przesłuchanie innego ich kompana Reginalda Holmesa.
Holmesa zatrzymano 3 dni później. Miał na twarzy niegroźną ranę postrzałową. Twierdził, iż usiłowano go zabić. W sprawie Smitha złożył zeznanie obciążające Brady'ego. Z braku formalnych podstaw do aresztowania pozostawiono go na wolności. W kilka dni potem został zastrzelony we własnym samochodzie. W trakcie tego zabójstwa siedzący w więzieniu Brady miał bezdyskusyjne alibi. Podejrzany był jednak nadal i przesłuchiwany w sprawie śmierci Smitha. Dopóki Sąd Najwyższy nie nakazał, po interwencji adwokatów Brady'ego, przerwania dochodzenia.
Zdaniem sądu, odnalezienie tylko odciętej ręki zaginionego nie świadczy, iż sam zaginiony nie żyje. Mimo to policja zdecydowała się postawić Brady'ego formalnie w stan oskarżenia o morderstwo. Ława przysięgłych podzieliła jednak pogląd Sądu Najwyższego o braku wystarczających dowodów. Brady został ostatecznie uniewinniony.
Dziennik Polski


Zakazany lód
- Ślizganie na zamarzniętych akwenach jest niedozwolone - przestrzega straż pożarna i policja. Ostatni atak zimy przyniósł ze sobą wielu amatorów łyżew i spacerów po zmrożonych taflach. Od kilku dni Zalew Zemborzycki jest skuty grubą warstwą lodu. Podobnie wyglądają inne zbiorniki wodne (w województwie lubelskim - przyp.red).
- W tej chwili lód na Zalewie Zemborzyckim ma grubość 20-25 centymetrów - mówi Mirosław Augustyniak, właściciel ośrodka Marina. - W zasadzie jest bezpiecznie. W miniony weekend na zalewie ślizgano się całymi rodzinami.
W Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji ''Bystrzyca'' - administratorze Zalewu Zemborzyckiego - odradzono nam jazdę na łyżwach od strony zapory i Zemborzyc. Tam lód jest znacznie cieńszy.(...)
Nawet bardzo niska temperatura nie jest w stanie jednolicie zmrozić tafli wody. Tegoroczna zima zgarnęła na Lubelszczyźnie dwie śmiertelne ofiary, w całym kraju jest ich 14.
Dziennik Wschodni


Czy ssaki ssą?
Ssaki nazwane tak zostały ze względu na charakterystyczną dla prawie wszystkich osobników cechę - ssanie matczynego mleka. U kilku gatunków odbywa się to jednak trochę inaczej i nie ma nic wspólnego ze ssaniem. Na przykład u wielorybów i delfinów.
Samice delfina wstrzykują mleko bezpośrednio do otwartego pyska swojego malucha. Sprawa wygląda jeszcze bardziej osobliwie w przypadku ssaków składających jaja - dziobaka i kolczatki. Samica dziobaka wydziela mleko przez gruczoły na skórze. Mleko przedostaje się przez kolczastą sierść na zewnątrz i młode po prostu zlizują jego kropelki.
Także u kolczatek mleko przenika przez miękką skórę na brzuchu matki, zbiera się w fałdach skórnych, skąd młode kolczatki je wylizują. Kolczatki, dziobaki, delfiny czy wieloryby mimo braku najważniejszej ssaczej cechy - są jednak najprawdziwszymi ssakami, ponieważ niezależnie od samej metody, wszystkie maluchy tych zwierząt odżywiają się "po ssaczemu", czyli mlekiem matki.
SuperExpress


Cenne wraki
Norweska policja utworzyła specjalny wydział, który będzie się zajmował pilnowaniem wraków okrętów przed poszukiwaczami skarbów. Wzdłuż wybrzeża Norwegii, na dnie morza leży kilka tysięcy wraków okrętów, które zatonęły w okresie ostatnich 1000 lat. Tak duża liczba statków jest efektem linii brzegowej o ogromnej długości aż 21.465 kilometrów nie licząc wysp.
Żegluga była zawsze podstawa komunikacji i handlu. Około tysiąca zatopionych statków sklasyfikowanych jest jako historyczne. Są to w dużej mierze okręty Wikingów, które tonęły wracając z ładunkami zrabowanych kosztowności. Droga do domu była daleka ponieważ stolica Norwegii było nie było Oslo lecz położone 600 kilometrów na północ Trondheim zwane za czasów Wikingow Nidaros. Tu toczyły się również liczne walki pomiędzy rodami Wikingów podczas christianizacji kraju lecz również podczas ostatnich 1000 lat tonęły tu jednostki zarówno handlowe jak i wojskowe.
Większość zatopionych okrętów została zlokalizowana lecz duża ilość znajduje się w miejscach, o których się przypuszcza na podstawie zapisów historycznych, kronik i sag. Są one jednak czytane również przez poszukiwaczy skarbów z zagranicy, których inwazję przeżywa dzisiejsza Norwegia.
Policja będzie dokładniej pilnować turystów, którzy przyjeżdżają do Norwegii z ekwipunkiem do nurkowania. Prosi również ludność zamieszkującą niegdyś popularnych dla żeglugi okolic o zgłaszanie informacji o obcych nurkujących we fiordach. Również kara za plądrowanie wraków została podwyższona do sześciu lat więzienia.
Głos Szczeciński

Świńskie problemy
Setka świń z fermy w pobliżu Suczawy w południowo- wschodniej Rumunii zapadła w głęboki sen po zjedzeniu odpadków z pobliskiej gorzelni. Świnki miały po posiłku problemy z utrzymaniem się na nogach i legły pokotem. Przybyły na fermę weterynarz nie miał kłopotów z postawieniem diagnozy - zalecił odtrucie pijanych świń i zmianę diety.

Dziennik Polski


Krwiożercze żony
Wśród komarów niesympatyczne są panie. To one bowiem kłują ludzi, a nie ich mężowie, o czym nie wszyscy wiedzą. Gdy komarzyce ukłują, najpierw poprzez swoją trąbkę pompują do skóry ofiary ślinę, która sprawia, że krew pozostaje odpowiednio płynna. Dopiero potem zaczynają wciągać krew przez trąbkę. Komary mogą przy tym wchłonąć tak dużo krwi, że podczas odlotu są dwa razy cięższe niż przed "pobraniem krwi".
SuperExpress

Apetyt na włoską kuchnię
Pewien Włoch został pożarty przez lwa, który należał do jego niewielkiego prywatnego ZOO. Szczątki mężczyzny odkryto w niedzielę - donosi prasa włoska. 56-letni Sergio Montella, adwokat, zrezygnował z praktyki w Neapolu i przeniósł się do Lecce, w Apulii (na południu Włoch), by tam zająć się drapieżnikami, które były jego pasją. W prywatnym ZOO miał cztery tygrysy, panterę, lwa - tego, który go pożarł - i kilkadziesiąt psów.
Tragiczna śmierć wielbiciela drapieżników nastąpiła prawdopodobnie przed tygodniem. Policja przypuszcza, że lew rzucił się na swego pana, ponieważ był głodny. Tygrysy, panterę i psy znaleziono martwe. Padły z głodu. Przeżył tylko lew.
Sąsiedzi, zaniepokojeni faktem, że od kilku dni nie widać było sąsiada, zaalarmowali policję i straż pożarną. Kiedy policjanci weszli na teren posiadłości hodowcy drapieżników, w klatce lwa odkryli tylko ludzkie kości i parę męskich kaloszy.
PAP
Do Lędyczka
Klub Miłośników Gwdy zaprasza 4 marca (sobota) do Lędyczka na pierwsze w tym sezonie zawody muchowe. Zbiórka uczestników o godz. 10.00 na przystanku PKS. po zawodach odbędzie się zebranie członków klubu oraz nabór nowych członków.
Tygodnik Nowy


Jeziorsko za darmo
W ramach opłaty okręgowej pilscy wędkarze mogąwędkować na wszystkich rzekach i jeziorach okręgu: szczecińskiego, koszalińskiego, słupskiego, zielonogórskiego, legnickiego oraz na nizinnych wodach poznańskiego, leszczyńskiego, kaliskiego. (...) W ramach podpisanych porozumień możemy wędkować także na ogólnodostępnych wodach nizinnych okręgu włocławskiego oraz sieradzkiego, w tym na zbiorniku Jeziorsko.
Tygodnik Nowy
.

Dryfujący wędkarze
Rosyjskie służby ratownicze ewakuowały w nocy z sobotę na niedzielę 67 wędkarzy lodowych, którzy przez prawie dziesięć godzin dryfowali na potężnej krze po Zatoce Fińskiej. Pechowych miłośników wędkarstwa lodowego na brzeg przetransportował śmigłowiec ratowniczy, który w ciągu dwóch godzin wykonał w tym celu cztery loty. Akcję, która zakończyła się około 02.00 czasu lokalnego, utrudniał silny wiatr.
Kra oderwała się od brzegu w sobotę około 16.30 w pobliżu miejscowości Krasnaja Gorka. Akcję ratunkową rozpoczęto po kilku godzinach. Pechowi wędkarze czekali tak długo, bo służby ratownicze nie mogły ich zlokalizować.
PAP, SuperExpress


Wódka droższa mięsa
Do warszawskiego zoo trafiła wydra, którą wędkarz łowiący nad Bugiem wykupił od kłusowników za... pół litra wódki.
- Człowiekowi zrobiło się szkoda zwierzęcia i postanowił interweniować. Ratunek przyszedł w ostatniej chwili. Wydra jest bardzo wycieńczona i poturbowana. Kłusownicy musieli się nad nią bardzo znęcać - mówi Andrzej Zieliński, kierownik działu hodowlanego w zoo. - Zwierzątko jest bardzo wystraszone. Ciągle siedzi ukryte w kojcu.
Wydra osiąga 60-85 centymetrów, a jej ogon mierzy do 55 centymetrów. Występuje licznie w Europie i w Azji. Zamieszkuje brzegi rzek i jezior. Wydra prowadzi nocne życie. Jest zręcznym łowcą ryb i raków. Samica rodzi 2-3 młode mniej więcej co dwa lata.
SuperExpress


Czego to ludzie nie zmyślą
O tym, że rybka lubi pływać wiemy wszyscy i z grubsza mamy w tej materii rację. Ale dlaczego, z typowo ludzkim (wcale nie oślim!) uporem, wypowiadamy o zwierzętach opinie, które wcale nie są zgodne z prawdą? Świnie to wbrew pozorom czyste zwierzątka. Koty wolą wodę od mleka, a powiedzenie "zdrów, jak ryba" o niczym nie świadczy, bo ryby też chorują na swoiste, tylko im właściwe przypadłości, o czym wiedzą dobrze ich hodowcy i rybacy. My tylko nie mamy możności obserwowania ryb w złym stanie zdrowia, gdyż - jak każde stworzenie - gdy zachorują, kryją się w zacisznych zakamarkach.
SuperExpress


Spływaj z prądem
Nie tylko ludzie tworzą historię. Na kartach dziejów nie brak też zwierzęcych aktywistów. Choćby pewien elektryczny węgorz, który został członkiem związku zawodowego elektryków amerykańskich. Ciekawe, czy ów węgorz za swoją pracę (jego naładowane elektrycznie ciało posłużyło do włączenia świateł na nowojorskiej Wystawie Światowej w 1939 roku) otrzymał godziwe wynagrodzenie, czy może usłyszał "spływaj z prądem, mały".
SuperExpress


Podlodowe conieco
Co robić, żeby przeziębienie nie dopadło, a co, kiedy już nas dopadnie? Zwolennicy "domowej" medycyny mają swoje sposoby, oparte na wiekowych recepturach. Nie wiadomo, czy są skuteczne, ale ich opisy brzmią efektownie. Na przykład te dr. Leonarda de Verdmona Jacquesa, francuskiego "specjalisty medycyny naturalnej", praktykującego pod koniec XIX wieku. (...) Przewidującym i odważnym francuski lekarz proponuje niezwykle według niego skuteczny środek przeciwprzeziębieniowy: "złap żmiję w maju, włóż do spirytusu i zaczekaj aż ten zżółknie."
Gdy tylko zaatakuje nas choroba, jeden kieliszek nalewki ze żmii mieszamy z czterema kieliszkami wódki. Przed snem zażywamy przez dzień, dwa lub trzy po małym kieliszeczku tej mikstury. Według de Verdmona bywa, że już następnego dnia budzimy się zdrowi. Innym wypróbowanym środkiem francuskiego lekarza jest picie trzy razy dziennie kieliszka wódki sporządzonej w taki oto sposób: wnętrza słonecznikowej kwiatowej tarczy zalać jakąkolwiek wódką i trzymać na słońcu przez kilkanaście dni. Potem przechowywać w chłodzie i bez światła. Ponieważ taka kuracja może okazać się nieco wyczerpująca, również nie należy w tym czasie oddawać się namiętnościom płciowym.
Owijanie rozpalonego ciała mokrym prześcieradłem to znany od setek lat sposób na zbijanie wysokiej gorączki. Trzeba to robić w dobrze nagrzanym pomieszczeniu, a do każdego zabiegu używać trzech sztuk różnych tkanin. Najpierw owijamy się mokrym prześcieradłem z grubo tkanego płótna, następnie prześcieradłem ze zwykłego płótna lub bawełny, a na koniec ciepłym kocem. Efekt zabiegów zwiększą ocet, sól i glina, dodane do wody, w której moczymy prześcieradła.
Nie muszą martwić się przeciwnicy alkoholu i ci, których zapach octu przyprawia o mdłości. Zdaniem de Verdmona, przy przeziębieniu pomagają także herbatki i napary ziołowe.
Najlepsza jest mieszanina z ziela tysiącznika, trójlistnika i rzymskiego rumianku. Zioła należy połączyć w równych częściach. Do szklanki wsypać łyżkę stołową specyfiku i zaparzyć. Dorosłym podaje się po trzy szklanki dziennie, dzieciom w trzech dawkach dziennych o połowę mniej. Ziółka należy popijać przez trzy do dziesięciu dni. Przez ten czas nie należy pić mleka. Innym naturalnym lekarstwem de Verdmona jest napar ze świeżych kwiatów bzu czarnego, stosowany po trzy-cztery szklanki dziennie, przez trzy do pięciu dni.
Na kaszel można sporządzić napar z jagód, liści poziomkowych i kwiatu lipowego, biorąc każdego garść na litr wody i pić w dowolnych ilościach. Jeśli komuś dokucza kaszel suchy, niech sporządzi polewkę z otrąb z miodem i olejkiem ze słodkich migdałów i pije po cztery łyżki co trzy godziny. Pomoże także mikstura z korzenia, ziela i kwiatu ślazowego (sześć łyżek), ziela przetacznika, podbiału i kwiatu maku polnego (po trzy łyżki). Zmieszać, wziąć garść na litr wody i gotować, aż połowa płynu odparuje. Pić szklaneczkę dziennie, po trochu. Przy kaszlu należy wystrzegać się potraw kwaśnych, mocno solonych, sera, orzechów i jaj na twardo.
SuperExpress


Zdrowiej w Gołdapi
W lutym Gołdap otrzyma statut uzdrowiska. Są już chętni do prowadzenia sanatorium. Wcześniej tamtejsze pokłady torfu muszą zostać oficjalnie uznane za lecznicze.
- Za kilka miesięcy Ministerstwo Zdrowia powinno uznać za lecznicze złoża torfu zalegające nad jeziorem Gołdap w Niedrzwicy - uważa Jarosław Słoma, wiceburmistrz Gołdapi. Umożliwić to ma nowelizacja ustawy Prawo Geologiczne i Górnicze.
Na najbliższej lutowej sesji Rady Miasta i Gminy w Gołdapi ma być przyjęty statut uzdrowiska. Zdaniem burmistrza Słomy wykorzystanie zalegających na terenie gminy złóż torfu jako leczniczych borowin jest dla gminy wielką szansą rozwoju. (...) Rolę sanatorium mają pełnić ośrodki wypoczynkowe, do tej pory wykorzystywane tylko w sezonie letnim. Po uruchomieniu uzdrowiska gościłyby kuracjuszy przez cały rok.
Gazeta Warmii i Mazur, dodatek do Gazety Wyborczej


Stępka z Zawiszy?
Badania wykażą, czy 10-metrowa sosnowa stępka, którą morze wyrzuciło na helską plażę, pochodzi z "Zawiszy Czarnego", zatopionego pół wieku temu na wodach Zatoki Gdańskiej.
Ten cenny, ważący ponad 600 kg eksponat morze wyrzuciło na helską plażę w czasie grudniowych sztormów. Wczoraj członkowie Bałtyckiego Bractwa Żeglarzy i pracownicy Centralnego Muzeum Morskiego przewieźli ją do spichlerza Steffen w Gdańsku (siedziby bractwa).
Pracownicy muzeum podejrzewają, że kil może pochodzić z "Zawiszy Czarnego". Ten dębowo-sosnowy żaglowiec zbudowano w 1901 r. w duńskiej stoczni. Po II wojnie światowej przez trzy lata niszczał przy kei gdyńskiego portu, a w 1948 r. został zatopiony w wodach Zatoki Gdańskiej, w okolicy Refu Mew.
Gazeta Morska, dodatek do Gazety Wyborczej


Zalało plaże
Rozszalałe morze pochłonęło wiele kilometrów plaży między Kołobrzegiem a Łebą. W Ustce na odcinku kilometra plaży nie ma w ogóle. Woda podeszła aż pod promenadę. W wielu nadmorskich miejscowościach uszkodzone są zejścia na plażę. Gdy sztorm ucichnie, Inspektorat Ochrony Wybrzeża zajmie się oszacowaniem strat i naprawą uszkodzeń.
Gazeta Morska, dodatek do Gazety Wyborczej


Świnie pod prysznicem
W Danii wrze. Ministrowie uradzili bowiem, że gdy latem doskwierać będą upały, wówczas nierogaciźnie rolnicy muszą zapewnić rzeźwiące kąpiele. Duńscy wieśniacy nic nie mają przeciwko obowiązkowym kąpielom knurów i macior. Domagają się jednak, by przywileje te przysługiwały zwierzakom ważącym więcej niż 30 kilogramów.
- Spocone świnie i wieprzki uwielbiają brać prysznic w letnie upały i zapewnienie im tej przyjemności jest uzasadnione - przekonuje Orla Groen Pedersen z duńskiego Narodowego Komitetu Produkcji Wieprzowiny. - Nie będziemy przecież kąpać warchlaków.
Jednak duński rząd, który przygotował ustawę o świńskich prysznicach, jest nieprzejednany. Chce, by letniej ochłody mogły zażywać wszystkie świniaki ważące więcej niż 20 kilogramów. Latem do chlewów ma wyruszyć armia kontrolerów sprawdzających, czy ten świński przywilej socjalny jest wprowadzany w życie.
Dania to największy światowy eksporter wieprzowiny. W tym niewielkim skandynawskim kraju mieszka niewiele ponad 6 milionów ludzi i aż 12 milionów świń.
SuperExpress


Bytów w dorzeczu
Gmina Bytów przystąpiła do stowarzyszenia Związek Miast i Gmin Dorzecza Rzek Słupi i Łupawy.
Kurier Bytowski


To nie samobójstwa
Przez wiele lat ludzie próbowali rozwiązać zagadkę niezrozumiałych zbiorowych samobójstw lemingów, małych gryzoni zamieszkujących północną Skandynawię. Prawda okazała się całkiem prosta, a jednocześnie bardzo dla tych małych zwierzaczków smutna.
Lemingi żywią się trawą i mchem. Gdy w czasie łagodnego lata pożywienia jest pod dostatkiem, rozmnażają się nadzwyczaj szybko. W efekcie w następnym roku brakuje już dla nich jedzenia. Gnane głodem, masowo wyruszają na wędrówkę w poszukiwaniu nowych żerowisk. Posuwając się do przodu przepływają one także rzeki. Kiedy dotrą nad brzeg morza, rzucają się do wody, w nadziei, że po drugiej stronie znów odnajdą ląd...
SuperExpress


Orzeł oskarżony
Mieszkający w Laponii orzeł przedni był przez wiele lat podejrzewany przez hodowców reniferów o masowe zabijanie małych reniferków. Doszłoby do zupełnego wytrzebienia orłów, gdyby nie niespodziewane ozwiązanie zagadki... Lapończycy tracili wiele nowo narodzonych reniferów, nie znajdowano jednak ani sprawcy, ani ścierwa ofiary. Uważano, że zabójca musi spadać z nieba, porywać cielę i unosić je na bezpieczną odległość, a jedynym zdolnym do tego dużym powietrznym drapieżnikiem był orzeł przedni.
Orły zaczęto wybijać na masową skalę, cielęta jednak wciąż ginęły. Wezwano uczonych, by spróbowali rozwiązać zagadkę. Plan polegał na przyczepieniu noworodkom renifera nadajników radiowych. Można byłoby wtedy ustalić miejsce pobytu każdego porwanego cielęcia i złapać drapieżnika na gorącym uczynku. Wkrótce zaczęły nadchodzić sygnały. Pierwszą radioobrożę odnaleziono zakopaną w śniegu wraz z na pół zjedzonym cielęciem. Ślady na szyi wskazywały, że sprawcą był nie orzeł, lecz ryś. Dlaczego jednak zakopał ścierwo? Rysie zwykle tego nie robią. Dalsze obserwacje ujawniły, że to co prawda ryś zabijał ofiarę i najadał się, ale po nim przychodził rosomak, dzielił resztki potężnymi zębami i pazurami i zakopywał je w śniegu na później.
Chociaż orły zostały w końcu uniewinnione, powinny jednak chyba żądać wysokiego odszkodowania za straty moralne i niezasłużone wyroki śmierci na swoich licznych braciach...
SuperExpress


Rosjanie wierzą w smoka
Do takiego wniosku doszli dziennikarze "Wołgogradzkiej Prawdy", którzy dla zgrywy opublikowali reportaż o emerycie, który jakoby w swym ogródku wygrzebał jajo smoka.
- Już ten materiał wywołał spore zainteresowanie - opowiada wołgogradzki dziennikarz Walery Kowalenko. - A gdy w kolejnym odcinku napisaliśmy, że z tego jaj wylągł się trójgłowy smok, spadł na nas grad telefonów. Wówczas postanowiliśmy ciągnąć dalej wymyśloną historyjkę.
Wkrótce gazeta, ukazująca się w nakładzie 60 tys. egzemplarzy, zaalarmowała swoich czytelników, że smokowi grozi śmierć głodowa, ponieważ biednego emeryta nie stać na utrzymanie tego potwora. Biednemu gadowi z głodu odpadły już dwie głowy. A na potwierdzenie pokazali fotografie jaszczurki iguany.
Z równie żywym odzewem spotkał się apel o pomoc biednemu emerytowi.
- Pomoc deklarowali emeryci i studenci, przedstawiciele drobnego biznesu i szefowie poważnych firm - twierdzą dziennikarze wołgogradzkiej gazety, którym w godzinę udało się zebrać tylko 40 rubli, tj. trochę ponad dolar. Kłopoty dziennikarzy zaczęły się później, gdy łatwowierni czytelnicy poczuli się wpuszczeni w maliny.
SuperExpress


Historia w kwiatach
W kijowskim ogrodzie botanicznym zakwitła prawie dwustuletnia palma. W 1839 roku do Kijowa przywieziono ją ze słynnego liceum krzemienieckiego po tym, jak władze carskie zamknęły szkołę.
"Nasza palma nie ma sobie równych w Europie. Jest unikalna pod względem wieku. Liczy sobie prawie 200 lat i ma 26 metrów wysokości" - powiedział pracownik ogrodu, Wsewołod Hrabowski. - W normalnych warunkach palmy nie rosną tak długo i nie osiągają takiej wysokości.
W przypadku kijowskiej palmy waży ona około jednej tony. Swoją wielkość - twierdzą pracownicy ogrodu - palma zawdzięcza dobrej opiece, a przede wszystkim temu, że rośnie bezpośrednio w ziemi, a nie w naczyniu. W 1976 r. zbudowano specjalnie dla niej nową ogromną oranżerię. Drzewo nadal rośnie, średnio około 50 cm rocznie).
Palma ma bogatą historię. W Kijowie znalazła się dzięki Powstaniu Listopadowemu. W 1831 r. władze carskie w ramach prześladowań, zamknęły słynne liceum krzemienieckie. W 1839r. rosnącą w drewnianej beczce palmę z gmachu liceum przewieziono wołami do Kijowa (podróż trwała trzy miesiące).
W czasie II wojny światowej w oranżerii Niemcy urządzili klub nocny. Podobno podlewali palmę piwem. Wycofując się przed wojskami sowieckimi okupanci wywieźli wszystkie znajdujące się w ogrodzie rośliny. Palmy nie zdążyli.
Po raz pierwszy palma zakwitła dopiero w 1982. Od tego czasu rozkwita co roku pod koniec grudnia, a więc zgodnie z rytmem pogody w Australii, skąd pochodzi. Okres kwitnięcia wynosi od 25 do 30 dni.
PAP
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusMetki i wszywki odzieżoweDTPStowarzyszenie Wędkarzy InternautówOsuszanie bydynków - izolacja pionowaeZPublish