Dokąd mamy pojechać i na jakie metody zdecydować się, kiedy już dojedziemy... W którym kącie, czy na którym zakręcie szukać wymarzonego okazu... Jeśli tylko możemy, podzielmy się naszymi łowiskami. Mięsiarze nas nie czytają!
 

  NR 34      31 STYCZNIA

Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 


ZIMOWY FRAGMENT BEŁDAN
     Zimy w ostatnich latach bywały kapryśne i niezrównoważone. Ale na ogół w połowie grudnia suwalskie jeziora skute są już grubym lodem. Tym bardziej taki stan rzeczy powinien utrzymywać się i teraz.

     Ale nawet jeśli zima zrobi wędkarzom kolejnego psikusa, to tekst ten przyda w połowie lutego albo i w marcu nawet. I jeszcze później. Przewodnik jest na tyle szczegółowy, że skorzystać zeń będzie można nie tylko przez pozostałe zimowe miesiące, ale i przez rok cały.

DLACZEGO TEN KAWAŁEK?

     Po pierwsze przez to, że znam go od blisko 20 lat i choć ryb w Bełdanach ostatnio mniej, to przecież niemal nigdy nie zdarzyło mi się spływać z jeziora czy schodzić z lodu bez ryby. Po drugie, jezioro na kilkukilometrowym odcinku jest bardzo zróżnicowane - od rozległych płycizn o twardym dnie, przez muliste zatoki utwardzone niezliczoną ilością kłączy grzybienia i grążela, dziesięciometrowe rynny ciągnące się kilometrami, rozliczne uskoki dna i blaty, szereg podwodnych górek, po ponad 30 metrową głębię (kilkaset metrów w głąb jeziora od ośrodka WFTS na Polanie Grochówka) obdarzającą wytrwałych i cierpliwych styczniową i lutową sieją.
     To fragment wody, gdzie można spotkać wszystkie chyba żerujące zimą jeziorowe gatunki ryb. Dość licznie występuje szczupak, dużo jest okonia patelniaka, ale trafiają się także niewielkie watahy garbusów nie bardzo się mieszczących w standardowej dziurze od świdra. Największy wyjęty przeze mnie zimowy okoń miał 44 cm, widziałem blisko półmetrowego potwora wyholowanego na oblankę z rozległej płycizny przy ośrodku w Piaskach. Okoni 35-40 cm wyjąłem tu kilkadziesiąt, zaś 25-35 cm po prostu bez liku, mimo że zimowe wyprawy na Bełdany nie były zbyt częste.
     Miłośnikom mormyszki i spławika w przeręblu polecić można kilka głębiej położonych blatów i stoków podwodnych górek, w których swoje ostoje i żerowiska mają niebrzydkie leszcze i piękne, waleczne płocie. Szczęściarze, do których niestety się nie zaliczam, mogą złowić na twardych blatach i w przełęczach za Mysią Wyspą wcale ładnego sandacza - największy, jakiego widziałem zimą, miał blisko 4 kg.
     Niestety, nie dysponuję planem batymetrycznym jeziora, postaram się więc "ustnym" przekazem spełnić rolę przewodnika.

ZATOKA WYGRYŃSKA

     Zatoka Wygryńska mogłaby być jeziorem. Od strony wsi jest dość płytka - ok. 2 m i tylko tam odnaleźć można połacie twardego dna. Na początku zimy można tu złowić na błystkę niewielkie, ale już wymiarowe szczupaki oraz sporo okoniowych patelniaków.
     Po prawej stronie, tam, gdzie kanał łączy Bełdany z niewielkim jeziorkiem eksploatowanym przez rybaków zaczyna się zamulony fragment zatoki, latem obficie porośnięty grążelem. Można tu natknąć się na większe okonie i przyzwoite szczupaki, jako że gąszcza kłączy stanowią znakomitą ostoję dla drobnicy. Są to także często odwiedzane żerowiska płoci i leszczy, szczególnie zaś okolica ujścia kanału.
     Po lewej stronie Zatoki Wygryńskiej nie znalazłem szczególnie obfitych łowisk. Fragment ten jest głębszy - do 5 m, z twardszym dnem. Wydaje mi się, że ryby - nawet jeśli odwiedzają te rejony - są znacznie rozproszone.
     U wylotu zatoki, z półtora kilometra od wioski, jest jednak miejsce, które warto spenetrować. To porośnięta drzewami wyspa. Od strony Wygryn poprzedza ją rozległy blat rozpościerający się 2-3 m pod powierzchnią. Grasują po nim piękne okonie i zdarzają szczupaki. Od strony jeziora zaś znajduje się kolejny blat ciągnący się przez kilka kilometrów w lewo oraz w prawo i zanurzony na 5-8 m.
      W okolicach wyspy, a także przy cyplu po lewej stronie (stojąc plecami do Wygryn), można natknąć się lub umiejętnie zwabić ładne płocie i leszcze, choć najliczniej występują tu kilkunastocentymetrowe żyletki bezlitośnie pastwiące się nad przynętą. Miejscowi spławikowcy łowiący na dwie dziury, na jednym zestawie rezygnują z ochotki na korzyść niewielkiej dżdżownicy i oszczędnie, ale konsekwentnie podnęcają łowisko odrobiną kukurydzy z puszki i gotowaną pszenicą.

PIASKI

     Okolice zespołu hotelowego w Piaskach (przeciwległy do Zatoki Wygryńskiej brzeg jeziora), to także łowisko, które warto polecić. Od strony przystani, aż po oddaloną o nieco więcej niż kilometr wyspę, rozpościera się rozległy blat o głębokości 3-5 m. Jego dno pokryte jest detrytusem (rozkładające się resztki roślinności), którym namiętnie odżywiają się płocie i wśród którego rozlicznie przebywają larwy owadów, skorupiaki, mięczaki i inne organizmy.
     Rejon ten, zajmujący ponad kilometr kwadratowy, jest dla ryb stanowiskiem przejściowym między jesiennymi żerowiskami, a zimową ostoją. Można więc Đ aczkolwiek konieczne jest zazwyczaj wywiercenie wielu dziur - odnaleźć żerujące płocie i leszcze (te ostatnie raczej od strony jeziora), a także duże stada okoni patelniaków. Blat ten darzy także przyzwoitymi szczupakami. Zarówno okonie, jak szczupaki łowi się tu na oblanki, błystki, pilkery, na szybowce, blaszki łamane. Najczęściej stosowaną techniką - skuteczną - jest metoda zwana "kolano-oko", w której jednostajnie podrywa się i opuszcza podlodową wędeczkę.
     Zwolennikom dłuższych posiadów można polecić wywiercenie dwóch otworów na samym skraju blatu, tuż przed wyraźnym, stromym uskokiem dna w kierunku jeziorowej głębi centralnej. Krawędź ta odwiedzana bywa przez spore stada dużych leszczy. Widziałem kilkakrotnie, jak podlodowi spławikowcy musieli rozkuwać przerębel, bowiem dwukilowe leszczyki nie dawały się przewlec przez standardową dziurę.
     W tym rejonie warto także obłowić lewą (plecy w kierunku Piasków) stronę wyspy, o której było na wstępie. Podwodny jej jęzor wlecze się przez około 300 metrów równolegle do brzegu jeziora. Jego kierunek łatwo odszukać, ponieważ zaznacza się on kępami sitowia wtopionego w lód. Trzeba jednak uważać - na początku zimy tuż przy sitowiu znajdują się niewielkie oparzeliska.
     Na ten jęzor wychodzą przepiękne okonie i ładne szczupaki.

GÓRKI ZA MYSIĄ

     Nieco dalej od Rucianego, na tym samym brzegu, na którym leżą Wygryny, za ośrodkiem wczasowym Warszawskiej Fabryki Tworzyw Sztucznych i Instytutu Przemysłu Organicznego, a przed ośrodkiem "Start" położona jest zagospodarowana binduga, na której co roku mają swój obóz żeglarski harcerze. Niejako u jej podnóża leży Mysia Wyspa, na której od lat prowadzone są badania naukowe nad nornicami.
     Wyspa otoczona jest głęboką na ok. 8-10 m rynną o twardym dnie. Przybywają tutaj piękne okonie oraz znajdują zimową ostoję duże stada leszczy. Jednak atrakcją tych okolic jest łańcuch podwodnych górek ciągnących się od Mysiej niemal do przystani wielkiego ośrodka wczasowego w Kamieniu. To blisko cztery kilometry zanurzonych wierzchołków i przełęczy. Niektóre górki tworzą rozległe "płaskowyże" zanurzone na głębokość 3-5 m, niektóre zaznaczają się dość stromymi "wierchami" i są niełatwe do odszukania.
     Na tych górkach na początku zimy żerują zawzięcie wszystkie bełdańskie ryby. Można natknąć się zarówno na patelniaki, jak i na potężne garbusy. Właśnie tu łowiłem największe okonie. Bodaj w grudniu 1993 roku trafiłem na stado tych drapieżników i na mormyszkę upolowałem w ciągu godziny 11 ryb długości niemal 40 cm. Zdarzyły mi się tutaj także szczupaki na błystki, zaś na spławiczek łowiłem zarówno leszcze jak trzydziestocentymetrowe płocie.

DŁUGA WĘDRÓWKA

     Dojechać do tych wszystkich łowisk można od Rucianego Nidy w przeciągu kilkunastu minut. Nawet podczas śnieżnych zim drogi leśne są przejezdne. Zatrzymywałem się w którymś z pensjonatów w Rucianem - wyjazdy zawsze były improwizowane i nigdy nie miałem problemów ze znalezieniem noclegów.
     Trzeba tutaj zaznaczyć, że każde z wymienionych łowisk, to miejsca, na poznanie których trzeba poświęcić kilka dni... no, co najmniej cały weekend. To także kilkadziesiąt wywierconych przerębli i kilka kilometrów wędrówki po lodzie. Ale dla ex-mieszkańca Warszawy, który przez lata miał do dyspozycji monotonny, wyrybiony i nudny Zalew Zegrzyński sama Zatoka Wygryńska, blat przy Piaskach czy górki za Mysią Wyspą, to zupełnie inny świat.

Jacek Jóźwiak

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych