Nieszczęścia chodzą po ludziach. Na wędkarskich wyprawach przydarzają się przygody, ale zawsze zdarzyć się mogą małe i duże nieszczęścia. Co robić, by ich uniknąć, co robić, aby nie stały się sprawą ostateczną...
 
  NR 34      31 STYCZNIA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałcz
 

ŻYJMY DŁUŻEJ
  • Nie wchodź na lodową skorupę cieńszą niż 10 cm.
  • Nie wyruszaj na lód samotnie.
  • Nie dowierzaj zamarzniętej rzece. Wystarczy jakikolwiek przyniesiony przez nurt przedmiot, by zmienił się układ prądów pod lodową taflą. Stanie się ona cieńsza i słabsza z dnia na dzień!
  • Omijaj oparzeliska, ujścia dopływów, szuwary.
  • Zachowaj większą ostrożność gdy lód jest skryty pod śniegiem.
  • Miej ze sobą linkę, zapasowe ubranie, coś do rozpalania ognia i ciepłe pożywienie.
  • Szybka łączność ze światem może pomóc w ratowaniu życia. Nie zaszkodzi mieć przy sobie telefon komórkowy. Nie wstydźmy się techniki.
  • Nie przesadzaj z alkoholem.
  • Jeżdżenie samochodem po zamarzniętej tafli, to szaleństwo.
PRZEZORNI ŻYJĄ DŁUŻEJ
     Tamtego roku zima wtargnęła w połowie listopada. Odeszła w styczniu, by znowu powróć w lutym. Tak to już bywa w ostatnich latach. W listopadzie pozamarzały lubelskie jeziora, zamarzł Zalew Zemborzycki. Lód trzymał, choć w styczniu padały deszcze i kwitły na łąkach stokrotki.

     W połowie lutego rozgrywaliśmy zawody. Wiał silny wiatr, kilkunastostopniowy mróz od tygodnia ściskał ziemię. Na ośnieżonej tafli łowiło kilkaset osób - jak w każdą niedzielę. Zawody rozpoczęły się z opóźnieniem - z powodu mroźnego wiatru musieliśmy zmienić miejsce.
     W końcu weszliśmy. Uszliśmy kilkanaście metrów. Dalej, na środku zalewu, widniała grupka wędkarzy, kierowaliśmy się w tamtą stronę. I nagle... dwaj pierwsi koledzy zniknęli! Trzask łamanego lodu, szok. Przed nami rozwarła się szeroka wyrwa. Całe szczęście, że było tam płytko i szybko udało się ich wyciągnąć. Nim doszli do samochodu, przemoczone ubrania zamarzły. Z rękawów zwisały lodowe sople.
     Ta przygoda spotkała doświadczonych łowców, z trzydziestoletnim co najmniej zimowym stażem. Niech ten przypadek będzie ostrzeżeniem.

Lód pęka nagle,

bez żadnych ostrzegawczych sygnałów. Sekunda i już jesteś w lodowatej wodzie!
     Różni różnie oceniają wytrzymałość lodu. Jedni boją się wejść na taflę grubości kilkunastu centymetrów, inni włażą nawet na kilkucentymetrową szybę. Szaleńcy! Ryzykują życiem dla... no właśnie, dla kilku okoni! Czy warto? Czy nawet ten wielki, dwukilowy garbus jest wart ceny życia?!
     Wytrzymałość lodu zależy od temperatury powietrza. Im niższa, tym lód mocniejszy. Wytrzymałość lodu zależy od warunków w jakich się lód utworzył. Jednolity, przeźroczysty jak szkło jest mocniejszy, niż mętny, wielokrotnie przetapiany, z pęcherzykami powietrza i mikrospękaniami.
     To wszystko teoria! Ktoś, kto stanie na lodowej tafli, nie wie, ani jaka jest gruba, ani jaka jest mocna. Sprawdza ją właśnie... swoim ciężarem! Wchodząc na lód

skorzystaj ze śladów poprzednika.

     Jeżeli to ty jesteś tym pierwszym, jeżeli stąpasz po nieznanym lodzie, zachowaj szczególną ostrożność. Nim wejdziesz na głębszą wodę uderz w taflę. Najlepiej pierzchnią. Jeżeli usłyszysz podejrzane trzaski, jeżeli powstaną pęknięcia lub kiedy przebijesz taflę pierwszym uderzeniem - wycofaj się. Powoli, ostrożnie, bez gwałtownych ruchów. Nawet na leżąco - wtedy jest mniejszy nacisk.
     Lodowa tafla wytrzymała - zrób otwór i oceń jej grubość. Pierzchnia jest bezpieczniejsza na nieznanym lodzie, wybijając otwór nie wywierasz na lód stopami tak dużego nacisku, jak podczas świdrowania. Określ grubość lodu. Doświadczeni łowcy noszą nawet specjalną miarkę. Możesz to zrobić też trzonkiem czerpaczka. Jeżeli grubość lodu nie przekracza 10 cm - daruj sobie, nie ryzykuj. Za bezpieczny możesz uznać lód kilkunastocentymetrowy. Wiem, niejeden się może uśmiechnie i uzna te 10 cm za przesadzone. Są śmiałkowie kochający ryzyko. Do czasu...
     Pamiętaj, że dalej grubość lodu może być inna! Sprawdzaj więc!
     Jeziora

zamarzają od brzegów

(i rozmarzają od brzegów także, ale o tym innym razem). Na środku lodowa tafla może więc być cieńsza. Może być też i tak, że nim jezioro zamarznie do końca, przez kilka dni wiatry znoszą w jakieś miejsce kry. Takie tafle nakładają się jedna na drugą i w takim miejscu lód będzie grubszy. Nie znaczy to, że taki sam będzie dalej! Wybijaj więc następne otwory i sprawdzaj.
     Możesz darować sobie częste sprawdzanie na uczęszczanym łowisku, jeżeli widzisz w tym miejscu na lodzie innych wędkarzy - oni już sprawdzili. Pamiętaj też, że mogą być miejsca zdradliwe. Cieńszy lód będzie zawsze w pobliżu ujść jakichkolwiek dopływów, w pobliżu źródeł (mogą być nawet niewidoczne źródełka na dnie zbiornika) i w miejscach, gdzie butwiejące na dnie szczątki roślin wytwarzają gazy, które wynoszą cieplejszą wodę ku górze. Takie miejsca mogą być w mulistych zatokach i wśród szuwarów. Nie wchodź wiec na lód przez trzciny, poszukaj raczej bezpośredniego dostępu do tafli.

A pod śniegiem?

     Nie wiesz, nie zgadniesz, co skrywa śniegowa kołderka. Śniegowy puch jest znakomitym izolatorem termicznym. Pod śniegiem lodowa tafla nie rośnie tak szybko nawet na silnym mrozie. Zawsze jest cieńsza. Śnieg może skrywać miejsca pokryte słabszym, cienkim lodem. Może też zamaskować zdradziecko miejsca rozmarznięte, pęknięcia, szczeliny, większe przeręble lub oparzeliska.
     Podczas śnieżnej zadymki wiatr zasypuje niezamarznięte otwory i skrywa je w kilkanaście minut. Pod spodem zostaje woda! Jeżeli idąc po ośnieżonej tafli nagle dostrzeżesz pod śniegiem wodę, zatrzymaj się. Być może dalej jest jakiś otwór, z którego wypływa. Lepiej omiń to miejsce. Po deszczu, w czasie odwilży, woda może być na całej tafli, nawet pod śniegiem. Utrudnia to ocenę.
     Możesz przeczytać różne mądre rady o tym, co trzeba zrobić, kiedy lód nagle pęknie. O rozkładaniu rąk, przylepianiu rękawów do krawędzi przerębla, o kolcach ułatwiających wyjście na lód itd. To wszystko teoria!!! Jeżeli ktoś przećwiczy dla wprawy wydostawanie się z lodowatej kąpieli, jeżeli wytestuje na sobie różne sposoby ratowania się - jego rady będą coś warte. Nie ma jednak chyba takich wariatów...
     Nie ma? Są gorsi, tacy, pozbawieni instynktu samozachowawczego i wyobraźni. Tacy się topią...
     Pomyśl, w ciepłych betach ledwo się ruszasz. Jesteś

niezgrabny, ciężki, nieruchawy.

     Na lodzie, na powietrzu, ruszasz się jak kukła. Jeżeli znajdziesz się nagle pod spodem, w lodowatej kąpieli, zamienisz się w biedne, przerażone zwierzątko. Przez kilka minut będziesz rozpaczliwie walczył o życie, potem opadniesz z sił i...
     Nie łudź się. Samemu na lód raczej się nie wygramolisz. Przyjmij za pewnik: ktoś, kto wpadnie pod lód - zginie. Pozostawiony sam sobie, bez pomocy, utopi się na pewno. Taka jest smutna prawda.
     Dlatego nie wyruszaj na zimowe łowy samotnie. Nie wyruszaj też w towarzystwie ludzi nieodpowiedzialnych. Koniecznie wybierz się z przyjacielem, na którego pomoc możesz zawsze liczyć, z kimś kto nie zawiedzie, nie stchórzy, wyratuje...
     Wszyscy, którzy piszą o wędkowaniu na lodzie, zalecają posiadanie liny. I... nikt nie bierze tych rad poważnie! Tylu wędkarzy spotykam na różnych zimowych łowiskach - linki nikt nie ma, przynajmniej nikt się nią nie chwali. A przecież linka nie jest ani droga, ani ciężka. Zajmuje niewiele miejsca. Kilkanaście metrów miękkiej, żeglarskiej linki, grubości małego palca może uratować czyjeś życie. Może twoje?
     Linę trzeba mieć sklarowaną tak, by mogła posłużyć natychmiast. To nic trudnego ułożyć ja w luźne zwoje i związać jednym końcem. Drugi warto zakończyć pętlą. I niech ta lina będzie na wierzchu, a nie w czeluści plecaka.
     Wędkarze zza oceanu napisali kiedyś, że u nich nikt nie waży się wyjść na lód

bez specjalnego skafandra.

     Takie ubranko nie tylko gwarantuje niezatapialność lecz także dzięki właściwościom termoizolacyjnym chroni przed wyziębieniem. Niestety, ubranka takie są drogie. Ale, jeżeli ktoś bardzo lubi zimowe wędkowanie, i sprawi sobie świder, kosz, kilka wędek, nie powinien oszczędzać na ubraniu. Drogie, ale to wydatek na kilka sezonów. Poprawia komfort i w razie czego zwiększa szansę na przeżycie. Woda szybko odprowadza ciepło. Organizm nie nadąża, nie daje rady utrzymać optymalnej temperatury ciała. Następuje spowolnienie procesów życiowych i śmierć.
     Śmierć z przechłodzenia zagraża dalej niedoszłemu topielcowi! Trzeba go szybko przebrać i ogrzać. I właśnie, kto z nas jest tak przezorny, by mieć ze sobą choćby zapasowy sweter czy parę spodni? Albo skarpety? Ratowanego trzeba przebrać natychmiast. Nie wysuszy mokrych ciuchów własnym ciałem na mrozie! Jeżeli nie ma zapasowej odzieży, trzeba podzielić się własną, zdjętą z siebie.
     Konieczna jest pomoc ludzi. Po to, by rozgrzać się, zjeść coś ciepłego. Na bezludziu, kiedy jesteśmy zdani na własne siły, musimy szybko rozpalić ogień. Umiejętność rozpalania ognia w każdych warunkach decyduje o przetrwaniu! Mamy chociaż zapałki? Więc jeszcze raz: zapasowa odzież, linka, zapałki (w wodoszczelnym opakowaniu) i świeczka albo jakaś podpałka do grilla. I ciepłe picie w termosie. Ciepły posiłek rozgrzewa najbardziej, oczywiście można podawać go tylko przytomnemu człowiekowi.
     I tu warto napisać coś, o czym nie każdy wie: obfity posiłek wymaga od organizmu pewnego wydatku energii na strawienie. Ktoś, kto jest osłabiony, nie powinien jeść obficie! Trzeba dostarczyć wtedy coś wysokoenergetycznego i łatwo strawnego. Takim posiłkiem mogą być bogate w cukier rodzynki.
     Czy można rozgrzać się alkoholem? Alkohol rozszerza naczynia krwionośne, poprawia krążenie. Wywołuje uczucie ciepła. W rezultacie szybko doprowadza do dalszego wyziębienia organizmu. Zziębniętemu człowiekowi nie wolno podawać alkoholu na mrozie! Można to zrobić dopiero w ciepłym pomieszczeniu. Minimalną ilość można co najwyżej dolać do herbaty - naparstek na litr, nie więcej. Spożycie większej ilości może się

skończyć odmrożeniami.

     Zimowe wędkarstwo wymaga solidnego przygotowania. Na lodzie, na dużym jeziorze często panują surowe warunki, prawie jak podczas arktycznej wyprawy. To nie żarty. Podczas wiatru nawet kilkunastostopniowy mróz spowoduje odmrożenia w krótkim czasie. Chrońmy więc dłonie, twarz, uszy. Zagrożone są także palce u nóg, zwłaszcza w ciasnych butach.
     Jeżeli jest ci zimno, to znaczy, że jesteś nieodpowiednio ubrany. Zimą, jak nigdy, sprawdza się nowoczesna odzież, ciepła, lekka i oddychająca, bliżej ciała, deszczo i wiatro odporna z zewnątrz. Koniecznie kilka warstw. Konieczne są też dwie pary rękawiczek, ciepłe, wodoszczelne i wygodne buty, czapka, kominiarka i kaptur. Ale o tym wszystkim było w specjalnym podlodowym numerze.
     Jeżeli mimo ciepłego ubrania jest ci nadal zimno, wywierć następny otwór. Ruch rozgrzewa najlepiej. Jeżeli to nie pomaga - czas skończyć łowy. Wędkowanie jest w końcu przyjemnością.

Andrzej Trembaczowski

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusHydroizolacja - Osuszanie bydynkówBlog o CMSSystemy CMSOpenERPNazwisko.pl