[To się nie łamie]    [Co, gdzie, kiedy?]    [Wybór wędziska]    [Dobór oprzyrządowania]
[Przynęty 1]    [Przynęty 2]    [Ta konkretna ryba 1]    [Ta konkretna ryba 2]    [Ta konkretna ryba 3]


PRZYNĘTY część I

O przynętach spinningowych napisano już grube księgi. Wyprodukowano tysiące wzorów, setki rodzajów, miliony egzemplarzy. Lecz nie wymyślono jeszcze przynęty uniwersalnej, którą można łowić w każdych warunkach, na każdym łowisku i każdą rybę.

Dobór przynęt to nie tylko kwestia głębokiej wiedzy, znajomości łowisk, rybich zwyczajów i tysiącznych doświadczeń. To także kwestia przyzwyczajeń, przypadków, pomyłek. Przykład? Proszę bardzo - wędkarski światek w naszym kraju dzieli się bardzo wyraźnie: na spinningistów, którzy ukochali "gumki", czyli rippery, twistery i sztuczne dżdżownice, oraz na tych, którym podczas pierwszych prób "gumki" zbrzydły. Ta druga grupa trzyma się innych przynęt z bardzo prozaicznej przyczyny - nie złowili na "gumki" ryby. Grupa pierwsza składa się z tych szczęśliwców, którzy podczas pierwszych eksperymentów na łowisku na twistera czy rippera mieli dobre wyniki...
Lekki spinning to przede wszystkim ciągłe poszukiwania odpowiedniej przynęty - w konkretnym dniu, na konkretnym łowisku, konkretnej główce, konkretnej głęboczce. To częste jej zmienianie, szukanie barwy, rodzaju pracy, kształtu, penetracyjnej głębokości. To sięganie po własne i cudze doświadczenia. I stałe eksperymentowanie.
Spinningista preferujący lekki spinning jest człowiekiem zaopatrzonym na każdą okoliczność. Po kieszeniach kamizelki upycha wszystkie możliwe rodzaje przynęt. I jednego dnia próbuje łowić na wiele z nich. Ale ma pełne prawo, by pewne przynęty lubić bardziej, inne mniej. Ja na przykład niemal zupełnie nie używam blaszek wahadłowych podczas spinningowania lekkim zestawem, choć istnieje mnóstwo modeli wiążących po kilka gramów. A przecież partnerzy moich wędrówek łowią na wahadłówki piękne ryby... Cóż, nie lubię wahadłówek i już. Zacznę więc od nich przegląd przynęt używanych (i często skutecznych) podczas lekkiego i ultralekkiego spinningowania.

Wahadłówki

Naśladują z powodzeniem ruchy uciekającej, zranionej, baraszkującej rybki. Prowokują do ataku każdego rasowego drapieżnika. Drażnią przede wszystkim wzrok ryby, jedynie lżejsze, mocno wyprofilowane modele powodują drgania podrażniające linię boczną drapieżców.
Do lekkiego spinningowania używane są błystki o niewielkiej masie - od 3 do ok. 12 g. Są skuteczna na sandacze - szczególnie wydłużone i smukłe modele prowadzone nad dnem. Te same blaszki atakowane są przez bolenie, gdy prowadzi się je szybko, tuż pod powierzchnią wody. Szersze wahadłówki połykane bywają przez niezbyt wyrośnięte szczupaki i przez średniej wielkości okonie. Wszystkie natomiast rodzaje mogą sprowokować suma, który odżywia się raczej niewielkimi rybkami i nie pogardzi kilkucentymetrową blachą, gdy ta znajdzie się w pobliżu jego paszczy.
W ostatnich latach na rynku pojawiła się cała masa zachodnich wahadłówek najrozmaitszego kształtu i koloru. Z obserwacji kolegów po kiju wiem, że modele o wściekłym, fluorescencyjnym zabarwieniu są dość łowne, szczególnie w mętnych wodach.
Łyżki, zwane przez sprzedawców "spunami" (od ang. spoon - łyżka), to odmiana wahadłówek pływających na boku (wypukłą stroną ku dołowi). Pracują one dość agresywnie i są chętnie atakowane przez sandacze, sumy i szczupaki. Godne polecenia są modele z jednym, wtopionym w korpus hakiem-można je prowadzić wśród podwodnej roślinności, wśród zawad, kamieni. Jest to przynęta, którą z reguły ściąga się bardzo pomału i często kładzie na moment na dnie. Przy takim prowadzeniu zdarzają się pobicia wyrośniętych okoni.
Kilku moich przyjaciół przy pomocy łyżek łowi bolenie, prowadząc je niemal po powierzchni wody. Łyżką z przeciwzaczepowym zabezpieczeniem można skusić, szczególnie w maju, szczupaka - ściąga się ją dość szybko po powierzchni wody między liśćmi grążela czy grzybienia. Pobicia bywają niezwykle efektowne.

Obrotówki

Ukochana przynęta setek tysięcy spinningistów na całym świecie. Oddziałuje na wzrok i na linię boczną. Jest przynętą, która potrafi pobudzić do ataku najbardziej niemrawą rybę. Jest jednak błystką stosowaną tak powszechnie, że wielu rybom "opatrzyła się" - mnóstwo okoni, szczupaków, kleni, boleni ma bolesne doświadczenia i nie reaguje na przepływającą mimo obrotówkę. Jednak w najbardziej nawet "przebłyszczonych" wodach można znaleźć sposób na drapieżnika. Nowa barwa paletki, jej nietypowy kształt, stosowanie różnobarwnych chwostów, przywieszek z miękkich przynęt, malowanie korpusików czy trzonów kotwic farbami odblaskowymi - wszystkie te udziwnienia mogą przynieść dobre efekty.
Na drobne obrotówki łowiłem jazie, brzany, klenie, pstrągi, lipienie, rapy. W okresie wiosennym meppsowskie zerówki atakowała płoć, nawet świnka.

Oprócz standardowych obrotówek stosuję najchętniej modele o wybitnie ciężkim korpusiku pozwalającym na głębokie prowadzenie przynęty. Wolę te o szerszej paletce - można prowadzić je bardzo wolno i łatwo podnieść wyżej, wystarczy lekko przyśpieszyć zwijanie żyłki. Można też ściągać je tuż pod powierzchnią; unosi się wówczas szczytówkę i szybko skręca żyłkę... Wbrew utartej opinii obrotówka bywa wspaniałą przynętą na bolenie i żerujące pod powierzchnią sandacze.
Korzystam także z obrotówek obciążonych z przodu, szczególnie w głębokich łowiskach. Atakowane są przez okonie, sandacze, niewielkie szczupaki oraz przez pokaźne sumy.
Czasami niezłe efekty przynosi spinningowanie na różnego rodzaju hybrydy - tak nazywam obrotówki agrafkowe, tzw. spinnery, "dwupoziomowe" przynęty na agrafce z dentalu. Na górnym ramieniu wiruje paletka, na dolnym znajduje się obciążenie, hak lub kotwica oraz właściwy wabik. Mogą nim być włóczkowe i pierzaste chwosty, twister lub ripper, sztuczna glista, gumowy owad lub żabka, a nawet kawałek igelitowej rurki czy wentylek. Jest to przynęta znakomita na okonie, klenie i jazie. Sporadycznie bije w nią sandacz i brzana. Najmniejsze modele chwytane bywają przez pstrągi i lipienie.

Gumki

Rippery, twistery, sztuczne dżdżownice, raczki, traszki, salamandry, żabki... Miękkie przynęty od kilku lat robią furorę w Europie. Nie są jednak właściwie wykorzystywane. Lwia większość spinningistów łowi nimi tak jak błystkami obrotowymi lub standardowymi wahadłówkami. Ściąga je mniej lub bardziej jednostajnym ruchem. Przynosi to efekty w dni intensywnego żerowania drapieżników. Tymczasem największą zaletą "gumek" jest to, że prowokują do ataku nawet najedzone, ospałe ryby.
Przynęty te prowadzi się skokami. Wibrujące ogonki kuszą oczywiście drapieżniki, ale największą siłą twisterów i ripperów jest - może się to wydać paradoksem - możliwość ich zatrzymywania, pracy w pionie lub skosie. Przerwanie skręcania linki powoduje opadanie przynęty, stuknięcie o dno, wzbicie obłoczku mułu. To zaciekawia ryby - sekunda przytrzymania na dnie i delikatne ściągnięcie; rzadko który drapieżnik potrafi się oprzeć wyskakującemu z mułu stworowi. Pobicia następują także tuż po zatrzymaniu przynęty...
Lekki i ultralekki spinning jest stworzony do łowienia na jigi. Superdelikatna szczytówka znakomicie sygnalizuje pracę tej przynęty, jej opadanie, podnoszenie, stuknięcie o dno. Pokazuje też każdy, nawet najbardziej nieśmiały atak drapieżnika. Takie ostrożne, niepewne pobicia zdarzają się sandaczom, czasem okoniom, dużym kleniom i niekiedy boleniom.
Na ogół jednak są to uderzenia pewne, gwałtowne, wymagające od wędkarza natychmiastowej reakcji. Następują najczęściej w dość niewygodnych dla niewprawnego spinningisty momentach - w chwili, gdy przerywa się pracę kołowrotka lub gdy się ją wznawia. Dlatego też jigującego wędkarza obowiązuje stałe myślenie o utrzymywaniu kontaktu z przynętą. Nie można pozwolić na jakiekolwiek zwiśnięcie żyłki. Zaś każde jej raptowne wyprężenie, przesunięcie, wychylenie się szczytówki lub jej raptowne wyprostowanie, należy kwitować energicznym zacięciem. Przynajmniej na początku spinningowania "gumkami". Po kilkutygodniowej praktyce wędkarz nauczy się bezbłędnie rozróżniać rodzaje drgnięć szczytówki - inne jest, gdy jig muśnie zawadę, kępę podwodnych roślin, zatopioną gałąź, inne, gdy skubnie go ryba.
Łowienie na miękkie przynęty wymaga od wędkarza sporej determinacji. Nauka jest wyłącznie kwestią osobistych doświadczeń, przyzwyczajenia się do konkretnego wędziska, przynęt, łowiska.

Cykady, invadery

To także przynęty, które przywędrowały do Europy z drugiej półkuli. Kilka lat temu była to bardzo modna błystka. Nie przyjęła się jednak powszechnie. A szkoda. Bywa to bowiem przynęta o strasznej łowności - choć nie zawsze i nie wszędzie.
Jej praca łączy wszystkie zalety dobrej przynęty spinningowej. Jest doskonale widoczna, daje interesujące refleksy świetlne. Poza tym jej wibracje podrażniają mocno linię boczną ryb. Warunek - cykada musi być starannie wykonana. I we właściwy sposób. Powodem nieprzyjęcia się invaderów w Polsce były z pewnością rzemieślnicze próby wykonywania tej przynęty. Udało się to niewielu firmom. Większość krajowych cykad nadaje się jedynie do odstraszania z łowiska łabędzi i dzikich kaczek. Jeśli chcemy łowić na dobre przynęty tego typu, i to łowić skutecznie, kupujmy wyłącznie produkty dobrych wytwórców. Zachodnioeuropejskie firmy oraz wiele amerykańskich wytwarza znakomite cykady. Biją w nie okonie, sandacze, bolenie, duże klenie oraz pstrągi tęczowe na jeziorowych stanowiskach. Są one też zabójczą bronią na morzu - w maju i czerwcu, gdy ku brzegom podchodzi belona, w zasięgu wędkarza jest mnóstwo tych dziobatych rybek.
Cykady mają jeszcze jedną zaletę - można je wyrzucać na duże odległości. Trzeba wówczas korzystać z plecionki lub szczególnie mało rozciągliwego monofilu, by skutecznie zacinać. Ale doświadczony i celnie rzucający spinningista może przy pomocy cykady wyholować niemal każdą upatrzoną rapę.
[Rybie Oko]     [Tygodnik Wędkarski]     [Forum Dyskusyjne]    [Sklep Wędkarski]    [Nasz Klub]
© Teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusŻbikowskiSystemy CMSOsuszanie bydynków - izolacja pionowaOsuszanie ścian - iniekcja krystalicznaOpenERP