[To się nie łamie]    [Co, gdzie, kiedy?]    [Wybór wędziska]    [Dobór oprzyrządowania]
[Przynęty 1]    [Przynęty 2]    [Ta konkretna ryba 1]    [Ta konkretna ryba 2]    [Ta konkretna ryba 3]


PRZYNĘTY część II

Woblery

     Szczególnie te tradycyjne, zarówno pływające jak tonące, są idealną przynętą do lekkiego i ultralekkiego spinningu. Właściwie przygotowana wędka i dobrze dobrany wobler mogą przynieść efekty nieporównywalne do posługiwania się innymi przynętami.
Nie będę w tym miejscu posiłkował się abstrakcyjnymi rozważaniami, a omówię woblery, z których sam korzystam i które dostępne są na naszym rynku.
     Do łowienia lekkim spinningiem używam przede wszystkim niewielkich woblerków - od 2,45 cm do 7. Kompletowanie przynęt zacząłem oczywiście od maleńkich rapalek. Fiński potentat wytwarza całą gamę miniaturek. Najmniejsze modele, 3 cm, są z reguły woblerami tonącymi. Mają maleńki statecznik, pracują niezbyt agresywnie, właściwie ograniczają się tylko do drżeń odość małym okresie. Z tej przyczyny nadają się przede wszystkim do połowów w rzekach o wyraźnym, jednostajnym prądzie. Są atakowane przez klenie, jazie, brzany, rzadko przez sandacze i małe szczupaki. Najbardziej wydajne są na zerwanych główkach.
     "Trójeczki" rzadko bywają pływające - jest jednak model, który koniecznie trzeba mieć w swojej kolekcji. To czerwono-biały killerek, wobler atakowany z pasją przez klenie i jazie. Natomiast pływających "piątek" wytwarza Rapala bez liku. Szczególnie polecam woblery pokryte zieloną i czerwoną emalią fluo - prowadzone pod prąd wzdłuż brzegu atakowane są zawzięcie przez sandacze. Bardziej stonowane wabią bolenie i wychodzące ku powierzchni sumy.

     Od 1994 roku nieustającym przebojem są chorwackie woblery o dużym, wklejonym niemal poziomo stateczniku, tzw. jugolki. Okazały się niezwykle łowne; pływające modele schodzą dość głęboko, są niezwykle agresywne. Wychodzi do nich kleń, jaź, sandacz - czasem bardzo duży - i wypoczywający w głębinie boleń. Zdarzają się okonie. Jugolki są rewelacją, jeśli zlokalizuje się stanowisko dużych brzan.
Jugolki spisują się świetnie zarówno w rzekach jak i w wodach stojących. Wpadają w rozkołys już przy bardzo wolnym zwijaniu żyłki. Ich staranne wykończenie imitujące wylęg białej ryby przyciąga wszystkie drapieżniki oraz te ryby, które okresowo nie stronią od wzbogacenia swojej diety. Właśnie na te woblerki złowiłem - za pysk, jak Bóg przykazał - kilka dorodnych płoci podczas wiosennych poszukiwań jazi, kilka cert, dwie świnki, dwa węgorze. I kilka leszczy późną jesienią...
     Z czystym sumieniem mogę też polecić plastikowe woblerki amerykańskiej firmy "Rebel", aczkolwiek nie wszystkie modele. Doskonałe, i bardzo łowne, są trzy i pięciocentymetrowe krewetki barwy białej, brunatnej i przezroczysto-brokatowej. Schodzą głęboko, pracują bardzo agresywnie i przynoszą wiele niespodzianek.
      Na kleniowych stanowiskach biją w tę przynętę dorodne sandacze, nawet czterokilowe... W biały dzień potrafi na amerykańskiego raczka nadziać się wąsate sumisko. Krewetka "Rebela" jest jedyną miniaturką, która przyniosła mi kilka ponad sześćdziesięciocentymetrowych szczupaków.

     "Rebel" wytwarza całą gamę woblerów - pasikoniki w kilku wersjach barwnych, chętnie atakowane przez klenie, jazie, okonie i sandacze. Żabki, gąsiennice, larwy ważki to też niezłe przynęty, choć trudne w prowadzeniu. Nie schodzą za głęboko, zbyt szybko prowadzone mają tendencję do wykładania się, ale jeśli postępować z nimi umiejętnie - są świetne. Szczególnie w pełni lata. I na pstrągowych wodach.
     Oprócz dość ekscentrycznych dla Europejczyków woblerów naśladujących bezkręgowce, tudzież żabki i myszki, "Rebel" wytwarza też całą gamę przynęt imitujących żywce (tzw. minnow pflug). Lekkiego spiningistę interesują niewielkie modele - od cala do dwóch (od ok. 2,5 cm do ok. 5 cm). Amerykanie produkują woblery z przeogromną kulturą - jeden wzór, tak kształtu, jak i barwy, może mieć 5 wersji: dwie pływające, bardziej i mniej wyporną, dwie tonące, szybko i powoli opadające do dna oraz tzw. wersję zerową, która zatrzymana staje w miejscu i ani nie opada, ani nie podnosi się.
     Niestety przynęty amerykańskie trafiają na nasz rynek w znikomej ilości, sprzedawcy nie bardzo znają ich właściwości i sposób prowadzenia. A szkoda...
     Dowodem na nieznajomość rzeczy są tzw. chuggery, woblery dźwiękowe o wyciętej w kształt litery V krawędzi natarcia lub ukośnie ściętym przodzie. Nie są to przynęty przeznaczone do jednostajnego ściągania, choć zanurzają się podczas takiego prowadzenia. Jednak ich pełne wykorzystanie polega na skokowym ściąganiu - w chwili szarpnięcia zanurzają się płytko, wydając bulgotliwy dźwięk, wabiący klenie, jazie, bolenie i żerujące przy powierzchni sandacze. Są szczególnie łowne podczas majowej i czerwcowej rójki chrabąszczy, guniaków i wielu gatunków ciem.
     Na wodach łososiowatych znakomite rezultaty mogą przynieść najmniejsze modele woblerów wiosłowych (crawlers), które prowadzone po powierzchni trzepocą, pluskają niczym pływacki mistrz świata, którego złapał skurcz w obie nogi. Na wodach nizinnych atakowane są przez klenie, jazie i okonie, czasem wali w nie rapa. Są skuteczne późną wiosną i w pełni lata. Uwielbiam nimi łowić - rybie ataki są niesamowicie widowiskowe, nieoczekiwane, różnorodne. Z dołu, z boku, nawet z góry, po potężnym wyskoku... Raz z kotłowaniną, innym razem z płetwą grzbietową nad wodą, jak miniatura rekina, jeszcze innym z gębą szeroko rozwartą przecinającą wodę... Niesamowite, naprawdę.

     Znakomite woblery wytwarzane są też przez firmę krajową "Salmo". Są to przynęty o rożnych rozmiarach i produkowane są w wersji pływającej i tonącej. Wolę te pierwsze - pracują agresywniej, dają się prowadzić ciekawiej. Do lekkiego spinningowania najlepiej nadają się modele 4 -7 cm. Głęboko schodzące łykane są przede wszystkim przez sandacze, choć na spokojniejszych łowiskach uderza w nie wymiarowy szczupak i bardzo duży okoń. Niespodziankę potrafi zrobić sum i bardzo duży kleń. Pływające "salmiaki" atakowane bywają przez żerujące przy powierzchni sandacze - wbrew wędkarskim przyzwyczajeniom ryba, która kojarzona jest ze strefą dna, bardzo często poluje pod wierzchem - oraz przez bolenie.

     Doskonałe są też niedrogie woblery wymyślone przez nieżyjącego już Henryka Gębskiego, zwane gębalami. Najmniejsze wersje mogą być doskonale wykorzystywane na łowiskach kleniowych, większe na sandaczowych. Na wodach stojących też spisują się rewelacyjnie - pomalowane farbą fluo atakowane są przez okazowe okonie i niezłe szczupaki. W sklepach spotkałem wyłącznie "gębale" pływające. Są jednak wykonane tak rozsądnie, że wprawny spinningista przy pomo cy miękkiego kija może je sprowadzić bardzo głęboko.
     Na rynku co kilka miesięcy pojawiają się woblery krajowych wytwórców. Zawsze staram się kupić choć kilka; oczywiście interesują mnie te najmniejsze. Na ogół nie zawodzę się - w Gdańsku zdobyłem pięć bardzo maleńkich, łukowato podgiętych woblerków malowanych w owadzie paski. Okazały się rewelacyjne. Ostrożne klenie i jazie uderzały w nie tuż pod moimi nogami, co zdarza się bardzo rzadko i tylko na najapetyczniej wyglądające przynęty. Niestety nie spotkałem takich woblerków później, widocznie była to efemeryczna seria. Zupełnie niezłe okazały się trzycentymetrowe, wygrzbiecone woblerki tonące o starannym wykończeniu. Są bardzo tanie, niestety nie znam wytwórcy - wykładane są przez sprzedawców z tekturowego pudła, z racji ceny leżą tylko kilka dni. Są dość łowne - szczególnie w rzekach na pograniczu krainy lipienia i brzany. Bije w nie kleń, brzana, okoń. W szybko prowadzone uderza skryta w toni rapa...

Eksperymenty

     Są takie dni, kiedy na nic zdają się znane przynęty. Cały dzień rzucania, kilometry w nogach, ryby się spławiają, a w sadzu pusto, podbierak suchy jak pieprz. W aktach rozpaczy dokonuje się odkryć zaiste genialnych. Skuteczne okazują się podlodowe pilkery prowadzone pod powierzchnią. Wali w nie boleń i duży kleń.
Doczepienie do ekscentrycznego ciężarka streamera, muchy puchowej, koguta z przywieszką, dużego tubowca procentuje zmaganiami z dorodnym sandaczem.
     Pomalowanie trzonu kotwicy przy blaszkach obrotowych czerwoną lub żółtą farbą fluo przynosi sadz pełen patelniowych okoni, wpięcie w grzbiet woblerka sporej suchej muchy wabi ryby zbierające owady - w podbieraku ląduje jaź, kleń, lipień, pstrąg a nawet trotka...
[Rybie Oko]     [Tygodnik Wędkarski]     [Forum Dyskusyjne]    [Sklep Wędkarski]    [Nasz Klub]
© Teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusSystemy CMSFishingSystemy CMSWędkarstwoNazwisko.pl