[To się nie łamie]    [Co, gdzie, kiedy?]    [Wybór wędziska]    [Dobór oprzyrządowania]
[Przynęty 1]    [Przynęty 2]    [Ta konkretna ryba 1]    [Ta konkretna ryba 2]    [Ta konkretna ryba 3]


TA KONKRETNA RYBA część I

Brzeg rzeki, kanału, jeziora. Ktoś rzuca błystką, cykadą, woblerem. Warto spytać, na co poluje, dlaczego używa takiej a nie innej przynęty. Warto posłuchać, co ma do powiedzenia. I jeśli spotka go się z wieczora, dobrze jest zajrzeć do jego kosza, sprawdzić, czy dotrzymał słowa.

     O klasie spinningisty świadczy jego słowność. Świadome nastawienie się na konkretny gatunek dowodzi, że wędkarz wie, do czego służą przynęty, osprzęt, wędzisko i kołowrotek. Dowodzi też znajomości rybich obyczajów, pokazuje umiejętność czytania wody, pogody i całej masy okoliczności występujących na łowisku -innych każdego dnia, o każdej porze. Jeśli wędkarz nastawia się na klenie i klenie łowi, to znaczy, że jego kunszt osiągnął pułap świadomości. Świadomość natomiast jest dowodem na to, że wie i umie o tym opowiedzieć, iż w jego sadzu mogą się znaleźć przedstawiciele innych gatunków - wszak na pograniczu kleniowego nurtu czatują na zdobycz sandacze, do wirówki wychodzą jazie, może trafić się wszędobylski okoń.
     - Tu musi siedzieć brzana - powie doświadczony wędkarz, spoglądając na równy nurt w kamienistej rynnie. Przezbroi zestaw, założy drobniutką jugolkę i cierpliwie obłowi stanowisko. Od krótkiego rzutu rozpocznie swoją robotę, od posłania przynęty lekko w górę rzeki, na skos od spojrzenia na drugi brzeg. Będzie prowadził przynętę wolno, bardzo wolno, zatrzymywał ją na moment, podrywał szczytówkę wędziska. I po kwadransie, może po dwóch, zatnie rybę. Po kilku sekundach walki będzie miał pewność, czy dobrze ocenił stanowisko.
To dobry wędkarz. Ale jeszcze lepszy jest ten, który potrafi zlokalizować, sprowokować do brania i szczęśliwie wylądować pojedynczą sztukę. Jak spotykany przeze mnie na wiślanej główce młody człowiek, który kilka dni rozcinał powietrze swoim "zanderem" i klął zbyt mały zasięg wędki.
     - Jezusie, ale rapa tam siedzi - zawodził z wściekłością - a ja jej sięgnąć nie mogę. U czoła zerwanej ostrogi pojawiała się z trzaskiem ogromna ryba. Czasem wyskakiwała całkowicie nad powierzchnię. Spinningista wchodził po pas do wody, zakładał najcięższego rippera, co kilka minut wykonywał potworny wymach trzymetrowym kijem i po opadnięciu przynęty na wodę klął potwornie. Brakowało kilku metrów, czasem kilkudziesięciu centymetrów. Nie można było wejść dalej - rzeka zerwała główkę, wyżłobiła kilkumetrową rynnę.
     Kibicowałem chłopakowi blisko tydzień. Byłem świadkiem fascynujących holów. Przy okazji polowania na upatrzonego potwora wyjął kilkanaście kleni, dwa sandacze. Rippera zaatakował także sum, ale zerwał cieniutką żyłkę.
     A żyłki na kołowrotku zawziętego spinningisty były coraz delikatniejsze. Aby wydłużyć rzut nawijał na szpulkę czternastkę, dwunastkę nawet. Wciąż brakowało kilkudziesięciu centymetrów. W końcu sięgnął w kipiel za czołem ostrogi. Zmienił kij - pożyczył od znajomego czterometrową odległościówkę i czyniąc nią potworny zamach, przerzucił stanowisko bolenia. Gdy pięciocentymetrowy ripper wszedł w "zwary" nastąpiło natychmiastowe pobicie. Gdyby wędka była krótsza, zacięcie nie mogło by wyjść, gdyby była sztywniejsza, ripper zostałby w boleniowej paszczy, a wędkarz zostałby ze sflaczałą żyłką. Ale wszystko było "akuratne" - kij wygiął się w pałąk, rozwizgotał się hamulczyk. Ryba nie miała prawa zejść z haka. Na delikatnym wędzisku dała się wprowadzić do podbieraka po kilku minutach. Miała 92 cm długości.
     Spotkałem go jeszcze wiele razy. Nie porzucił odległościówki, kupił "Daiwę" o długości 3,60 i wędrował z nią kilometrami. Przyglądał się wodzie, przysiadał czasami na wysokich burtach.
     - Tam "oczkują" jazie - cedził przez zęby i wyjmował te jazie.
     - Tam żeruje stado kleni - mówił i wyciągał ich kilka...

Kleń - ryba całego roku

     Dopóki nie wziąłem do ręki ultralekkiego spinningu, kleń pozostawał poza moim zasięgiem. Rezerwowałem dla niego kilka wieczorów na przełomie maja i czerwca i podrzucałem mu pod pysk powierzchniówkę z nadzianym na hak chrabąszczem. Gdy dojrzewały wiśnie, wyjmowałem z szafy najmocniejszy "pikerek" i wabiłem go tuż nad dnem.
Cenię waleczność tej ryby, jej agresywność, siłę. I jej podejrzliwość, ostrożność. Kleń jednak często wyprowadzał mnie z równowagi - bywało, widziałem skubańca, jak trzymał się w nurcie Pilicy czy Wkry, podrzucałem mu wiszące na spławiku smakołyki. I nic, czasem wręcz przynęta ocierała się o obły tułów, a ryba tylko przesuwała się o parę centymetrów, jak gdyby kpiąc z moich wysiłków.
     Ale kiedy do moich rąk trafiło superlekkie wędzisko spinningowe, w mojej siatce zaczęły się pojawiać klenie. I na nie poluję najczęściej. Bo ryba to wszędobylska - świetnie czuje się w potężnych rzekach i kanałach i w meandrach nizinnych rzeczek. Potrafi osiedlić się nawet w co szerszych kanałach melioracyjnych, byle miały odcinki w miarę naturalne.
     Kleniowy zestaw jest najdelikatniejszy z delikatnych. Wędzisko o masie wyrzutowej max. do 10 g, natomiast jego długość zależna jest od rodzaju łowiska. Na dużych, otwartych rzekach, szczególnie podczas brodzenia, korzystam z bardzo długich kijów, do 3,60 m. Na rzekach małych, zakrzaczonych, zadrzewionych oraz do łowienia u podnóży bardzo wysokich burt brzegowych, używam wędzisk bardzo krótkich, najchętniej o długości 2,10 m.
Kołowrotek bardzo precyzyjny, o długiej szpuli i sprawnym hamulcu. Jak najlżejszy, bowiem w trakcie dnia wykonuje się i dwa tysiące rzutów. Na szpuli 200 m szesnastki lub setka plecionki o przekroju 0,06.
     Krętlik z agrafką najmniejszy, ciemny... I jak najbogatszy wybór przynęt.
     Drobnych przynęt, bo choć zdarza się, że intensywnie żerujący kleń uderza w pięcio, siedmiocentymetrowe woblery, w spore rippery i duże obrotówki, to najłatwiej go sprowokować najmniejszymi wabikami.
     Klasyka i mistrzowie uczą, iż najdoskonalszymi błystkami kleniowymi są maleńkie obrotóweczki. "Jedynki", "zerówki", a nawet tzw. kiblóweczki - błystki sygnowane dwoma zerami. Paletka raczej szeroka, typu aglia, comet, colorado czy mimośrodowa. Klenie wychodzą do obrotówek pracujących agresywnie. Standardowe "maluszki" mają dość istotną wadę - chodzą po wierzchu i są atakowane przez ryby żerujące dość intensywnie. Całe szczęście klenie lubią przemieszczać się w pionie i często startują do przynęty od dna. Jednak w dni gorsze lepsza jest błystka chodząca głębiej, w pół wody, a nawet w pobliżu dna. Pojawiły się ostatnio w sprzedaży skandynawskie obrotóweczki z dużym, ciężkim korpusem. Najdrobniejsze modele świetnie spisują się w łowiskach kleniowo-jaziowych.
     Można też głęboko chodzące obrotówki wyprodukować samodzielnie. Korpus wykonujemy z ołowianej kropelki o masie 6-8 g. Malujemy go na białe, czarno, czerwono, a nawet w paseczki czy wściekłe wzorki. Kleń jest rybą ciekawską, zafascynowaną barwami. Pożądane są wszelkie malarskie i zdobnicze eksperymenty. Oraz częsta wymiana przynęty, aż do znalezienia odpowiedniej w danym dniu kolorystyki.
     Czasem klenie atakują zwyczajne, metalowo skrzące blaszki, niekiedy wybierają te, których paletki pokryte są wściekłym wzorem fluorescencyjnym. Na ogół skuteczne są paletki białe lub białe w czarne paski. Dobrym połączeniem jest także kombinacja bieli i czerwieni. Czasem łowność błystki można zwiększyć przez pomalowanie na czerwone fluo trzonu kotwicy; spotkałem się nawet. ze spinningistami kryjącymi czerwienią całe kotwiczki.

     Kleń lubi także wędkarskie zdobnictwo. Wszelkie chwosty, akselbanty i kutasiki z włóczek, lamety, piór, włosia, w najróżniejszych kolorystycznych zestawieniach, magą przynieść zaskakujące rezultaty. Kleń jest rybą nieobliczalną - pamiętam jak za moich spławikowych czasów, na Narwi w okolicach Wierzbicy, zlokalizowałem stado trzydziestodekowych klonków, które nie brały ani na czerwony, ani na biały, ani na żółty pęczak. Dopiero, gdy na haku pojawiła się trójkolorowa kanapka, zapełniły mój sadz. To samo dotyczy przynęt spinningowych. Pamiętać jednak należy, że bywają dni, w które zbyt jaskrawe zestawienia barw odstraszają wręcz klenie - zazwyczaj zaczynałem łowienie od standardowych, dość spokojnie ubarwionych przynęt. Jeśli klenie nie biorą, zmieniam je stopniowo na coraz bardziej ekscentryczne.
     Ultralekki spinning i polowanie na klenia to dla mnie przede wszystkim woblerki. Te najmniejsze, dwu i pół, trzycentymetrowe. Wolę modele pływające, ale o stateczniku pozwalającym na dość głębokie zagłębienie przynęty. Kształty najrozmaitsze - od standardowych rybek, przez żabki, raczki, owady, aż po niekształtne, wściekle ubarwione kluski. Kleń rzuca się na wszystko, co pod wodą oraz na jej powierzchni się porusza i co zmieści się w jego gębie. Bije w klasyczne rybki typu minnow pflug, atakuje fluorescencyjne rapalki i woblery zupełnie abstrakcyjne.
Czasami jednak używam woblerów tonących - przede wszystkim rapalek. Stosuję je jednak na poznanych już, bezzaczepowych stanowiskach o wybitnie silnym nurcie.
     W maju i czerwcu, a także podczas wyjątkowo silnych wyrojeń owadów, używam miniaturowych woblerków powierzchniowych. Zarówno pałeczkowych, jak "dźwiękowych" chuggerów z wyciętym trójkątnym rowkiem na czole przynęty. W okresie wzmożonej aktywności myszy bardzo skuteczne mogą się okazać malowane na brąz i czerń "chlapaki" typu Spinn-O-Glo oraz maleńkie crawlery, woblerki wiosłowe.
     Lubię eksperymenty, stąd te wszystkie próby łowienia na dziwolągi. Ale najczęściej łowię klasycznie - na wiróweczki i tradycyjne woblery.

     Przynęty prowadzę bardzo wolno, co chwilę przerywam ich ściąganie. Pozornie nieatrakcyjna w bezruchu obrotówka bardzo często atakowana jest przez klenie w ułamek sekundy po zatrzymaniu lub w chwili wznowienia pracy. Trzeba tu pamiętać, iż zaprzestanie skręcania podczas łowienia w nurcie, nie zawsze oznacza bezruch paletki.
Skuteczne, szczególnie w mętnej wodzie, okazały się hybrydy firmy "Vibrax" - skrzyżowanie woblerka (bez statecznika) z obrotówką. Klasyczny w kształcie, trzy lub czterocentymetrowy, rapalkokształtny i tonący wobler poprzedzony jest równie klasyczną paletką obrotową. Przynęta waży ok. 5 g i daje się posłać na znaczną odległość.
     Niekiedy klenie biją w inne przynęty. Z rzadka uderzają w najmniejsze rippery, sporadycznie w miniaturowe błystki wahadłowe czy łyżki lub pilkery używane do połowu boleni. Nieco częściej można je złowić na miękkie przynęty w kształcie żabek czy raczków oraz na owadokształtne jigi z ozdobą z włosia. Skuteczne okazują się też "sumexowe" agrafki-drut wygięty pod kątem prostym, na górnym ramieniu mała paletka obrotowa, na dolnym jig. Klenie uderzają w jigi włochate, gumowe żabki i owady, a także w miniaturowe rippery i najmniejsze twistery.
     A gdzie siedzą klenie? Przede wszystkim w nurtowej strefie rzeki, ale w miejscach, gdzie na dnie znajdują się strefy prądowego cienia, w których mogą znaleźć chwilę wytchnienia. Dno wysłane większymi kamieniami, progi przykos, spowolnienia przed główkami, warkocze za ostrogami i ujażdżkami, rzeczne zakola, pogranicze prądów wstecznych, ilaste grzebienie, okolice głęboczek i wypłyceń, mostowe filary. Na małych rzekach klenie chronią się w cieniu przybrzeżnych krzewów, często pod gałęziami. Kleń niekiedy ukrywa się tuż przy brzegu - wówczas docenia się pływające woblery, które ekspediuje się daleko w nurt, pozwala spłynąć pod brzeg i ściąga powoli, z częstym zatrzymywaniem, wzdłuż burty.

     Kleniowe pobicie jest mocne, agresywne. Na miękkim kiju niepotrzebne okazuje się podcięcie - zresztą ryba ta, jeśli nie zatnie się sama, natychmiast ucieka jak najdalej, wypłaszając całe stado. Natomiast dobrze zahaczona, jeśli tylko holowana jest pod wodą, bez chlapania po powierzchni, nie powoduje odejścia innych ryb.
     To, co przed chwilą napisałem o podcięciu i tak nie zda się na wiele. Naturalnym odruchem spinningisty jest podcinanie po każdym uderzeniu w przynętę. Kiedy łowi się na twarde, cięższe wędzisko, jest ono zasadne i spóźnienie kończy się zazwyczaj zejściem ryby z haka. Przewaga ultralekkiego i elastycznego wędziska jest bezsporna - atak wygina szczytówkę i daje nieco więcej czasu na reakcję. "Kliniczna", prawidłowa, choć trudna do wykonania z racji instynktownych ludzkich zachowań, polega na uniesieniu szczytowki ku górze, tak aby wędzisko tworzyło z powierzchnią wody kąt ok. 45 stopni, wstrzymaniu zwijania żyłki i po pierwszym rybim szaleństwie kontynuacja holu. Jeszcze raz podkreślę - holować rybę, w zasadzie każdą, należy pod powierzchnią wody. Wyrywanie jej z głębin zawsze grozi jej utratą, a nawet jeśli nie, to przepłoszenie innych jest murowane.
     I tu uwaga - kleń niekiedy broni się wyskakiwaniem nad wodę. Nie jest to groźne na delikatnym kiju, pod warunkiem, że nie zwija się żyłki "w locie". Wystarczy puścić korbę kołowrotka - samo wędzisko, bez zbędnego opuszczania szczytówki, zamortyzuje i wytrzyma brewerie zdobyczy. Ultralekki spinning ma jeszcze jedną zaletę - jego akcja pozwala na poluzowanie żyłki, co w przypadku klenia zdarza się dość często. Ryba ta czasami zmienia gwałtownie kierunek, pędzi w stronę wędkarza. Na sztywnym kiju - gdy ponownie zaatakuje - bardzo często zrywa żyłkę. Ustępliwość ultralekkiego spinningu pozwala ją spokojnie powstrzymać.
     Kleń jest rybą, na którą wędkarz z lekkim spinningiem może polować przez okrągły rok. Musi jednak pamiętać, że ryby te w zimne pory roku schodzą ze strefy nurtowej i pojawiają się w niej jedynie w ciepłe, słoneczne dni przy wyrównanym ciśnieniu.
     Nie trzeba jednak sezonu rozpoczynać dopiero 1 maja. Kleń jest dla wprawnego spinningisty pewną zdobyczą od pierwszych wiosennych ociepleń. I on, i jaź, mogą być łowione od początku marca.
[Rybie Oko]     [Tygodnik Wędkarski]     [Forum Dyskusyjne]    [Sklep Wędkarski]    [Nasz Klub]
© Teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusKominiarki strażackieŻbikowskaSklep wędkarskieZ PublishMetki