[To się nie łamie]    [Co, gdzie, kiedy?]    [Wybór wędziska]    [Dobór oprzyrządowania]
[Przynęty 1]    [Przynęty 2]    [Ta konkretna ryba 1]    [Ta konkretna ryba 2]    [Ta konkretna ryba 3]


TA KONKRETNA RYBA część II

Jaź - inauguracja sezonu

     Jaź to ryba pogranicza. Podobnie jak kleń lubi czatować na zdobycz lub jej szukać na granicy nurtu i spokojnej toni. W przeciwieństwie do klenia, penetrującego stronę prądową, woli poruszać się w zastoiskach i cofkach. Choć od otwartego nurtu nie zawsze stroni. Zdarzają się stada jazi wybierające na swe stanowiska kamieniste rafy śródrzeczne. Na takich rafach warto ich szukać na wiosnę, w środku lata oraz wczesną jesienią. Przycupnięte za głazami, wśród kamieni, rzucają się czasem na przepływającą mimo przynętę. Takie rafy zamieszkują raczej niezbyt wyrośnięte osobniki. Okazowe sztuki wybierają pogranicze.
     Jaź to także ryba wiosennych wędrówek za wodą. Podczas przyborów i wezbrań ławice jazi penetrują zalane łąki, wychodzą na płycizny, wchodzą do łach, starorzeczy. Dla spinningisty nie są tam jednak pewnym łupem. Nastawione są przede wszystkim na wyłażące z zalanej ziemi dżdżownice i larwy owadów usiłujące ratować się przed utopieniem. Jeśli więc ktoś będzie próbował łowić na zalewiskach, jeśli ujrzy oczkujące przy powierzchni ryby, to może spróbować podrzucić w strefę oczkowania najlżejsze, płytko schodzące, miniaturowe woblery przypominające swym wyglądem bezkręgowce. Można też spróbować obłowić taką strefę obrotóweczkami - skuteczne bywają wirówki o biało barwionej paletce lub barwione brązem i czernią. Na wylewiskach raczej nieskuteczne okazują się ekscentrycznie pomalowane błystki.
     Te ostatnie - także woblery fluo - atakowane bywają przez jazie na pograniczach. Używam liczby mnogiej; bowiem jaź chętnie gromadzi się tak na pograniczu nurtu, jak u wejść do łach, w pobliżu zalanych burt brzegowych, na granicy piachu i traw.
     Od wczesnej wiosny jaź jest rybą szybko reagującą. Atak następuje w chwilę po wpadnięciu przynęty do wody. Jeśli łowimy na wirówki, zaczynamy więc skręcanie żyłki jeszcze przed położeniem przynęty na wodę, tak aby paletka zaczęła wirować natychmiast po wejściu pod powierzchnię. Polowanie na jazie jest dla spinningisty czymś na kształt mucharstwa - najlepsze efekty przynoszą rzuty wprost na jaziowe stanowiska. Nie za nie, nie powyżej, a w sam środek. Jazie dość rzadko uderzają w przepływającą przynętę - potrafią za nią iść aż pod nogi wędkarza, ale atakują ją sporadycznie, a jeśli już, to raczej niepewnie, z boku lub za sam koniuszek.
     Długie rzuty można urozmaicać, jeśli trafimy na jaziowe, miejsce. Warto wówczas co kilka metrów "wyrywać" błystkę z wody, w chwili wyrwania zatrzymać pracę kołowrotka - często zdarzają się jaziowe pobicia w chwili "wylatywania" obrotówki nad powierzchnię. Zwijać żyłkę zaczynamy natychmiast po powtórnym wejściu blaszki pod wodę. Także wówczas możemy liczyć się z atakiem. Jeśli łowimy woblerami pływającymi, warto poprzez raptowne poderwanie szczytówki i przyśpieszenie zwijania żyłki spowodować wyłożenie się przynęty na bok, jej wyskok na powierzchnię. Do smugi na wodzie wychodzi czasami dorodny jaź, a także klonek.

     Wraz z ustępującym przyborem jaź przenosi się w koryto rzeki. Do tarła pozostaje jednak w pobliżu brzegów. Warto go szukać w rzecznych zakolach, w zatokach i wrzynkach, u szczytu i w dole wysp, u czoła ostróg, w warkoczach za główkami.
     Po tarle jaź opuszcza strefę przybrzeżną i przenosi się "na rzekę", właśnie na kamieniste i ilaste rafy, za śródrzeczne, ale ustalone i już nie sypiące przykosy, w pobliże mostowych filarów, jazów, spiętrzeń, garbów i wysp. Cały czas próbujemy go kusić "muchowymi" rzutami spinningowych przynęt - np. tuż przed lub tuż za wystającymi nad powierzchnię głazami.
     Stopniowo jednak przerzucamy się na głębiej pracujące przynęty. Na początku lata jaź staje się nałogowym pożeraczem wylęgu. Można go łatwo sprowokować głęboko schodzącymi, rybokształtnymi woblerkami o najmniejszej długości. Skuteczne stają się "sumexowskie" agrafki z pękatym gumowym jigiem przypominającym dorosłe chrząszcze wodne lub larwy innych owadów. Świetne są też drobniutkie, raczej jasne raczki, krewetki oraz ekscentryczne dziwaczki z piórkiem w tyłeczku.
     Barwa paletki na górnym ramieniu agrafki jest niezbyt istotna, jaskrawe malowanie - moim zdaniem - potrafi ryby odstraszyć, zaś skrzydełko obrotowe ma za zadanie podrażniać drganiami linię boczną ryby a nie jej zmysł wzroku. Dlatego najczęściej korzystam z ciemnych paletek - z brązów i czerwieni. Kiedy próbowałem doświadczeń i uzbrajałem paletkę hakiem na przyczepce, nigdy nie zawiesiła się na nim żadna ryba. Zawsze wisiała na dolnym ramieniu, na mało ruchliwym jigu czy nawet na ołowianej główce z kotwiczką.

     Jazia daje się też sprowokować na drobniutkie, półtora, dwucentymetrowe cykady czy invadery zapinane tak, by drgały najmocniej i miały tendencję do wychodzenia ku powierzchni. Niestety maleńkie cykady są na naszym rynku rarytasem i bywają strasznie drogie.
     Kamieniste, głębokie rynny, można obłowić też podlodowym pilkerem po zamienieniu stron w tej przynęcie - kotwiczka jest przełożona na odwrót. Łowienie tak zmodyfikowanym pilkerem (staje się on wówczas klasyczną łyżką, z angielska: spoonem) pozwala na spenetrowanie strefy przydennej i wyciągnięcie jazia spomiędzy kamieni. Na tak prowadzoną przynętę bardzo często można złowić sandacza, klenia, a czasem nawet kilkukilowego suma. Prowadzenie pilkera techniką jigowania, tak by jego droga przypominała zęby piły - w górę, w dół, stuknięcie o dno i kolejne poderwanie. Sporadycznie pilkera atakuje dorodna brzana. Podobnie dzieje się, kiedy wędkarz bywa zagorzały zwolennikiem błystek wahadłowych. Najmniejsze ich rozmiary mogą skusić jazia - niekiedy bywają koniecznością, szczgólnie wówczas, gdy intensywne żerowanie tych ryb widoczne jest w dużym oddaleniu od brzegu.

Brzana - ryba silnych wrażeń

     I ta ryba może być poławiana na spinning. I to nie tylko w ubogich w pokarm rzekach pogórzy i wyżyn. Jest rybą wartkiego nurtu i twardego, kamienistego bądź ilastego dna. Z reguły wybiera stanowiska oddalone od brzegu, na niewielkich rzekach lubi przebywać w centralnie położonej rynnie. Często daje o sobie znać, wyskakując wysoko nad wodę z głośnym, charakterystycznym furkotem.
     Brzana jest - podobnie jak kleń - rybą żerującą przez okrągły rok. Zimuje jednak z dala od brzegów i przez to nie jest zbyt częstą zdobyczą podczas chłodnych miesięcy. Ale wczesną wiosną zbliża się ku brzegom i pozostaje w tej strefie do późnej jesieni. Nie przebywa jednak tak blisko brzegu jak jaź i kleń, lecz spinningista dysponujący woderami czy spodniobutami może ją dosięgnąć zawsze.
     Przede wszystkim szuka się kamienisk. Brzany zatrzymują się co prawda na dnie żwirowym, ale są to stanowiska niepewne, często strefy "pustej wody". Znalezienie natomiast rynny wysłanej otoczakami czy rozległego blatu kamiennego z wystającymi z dna głazami jest niemal pewnym brzanowym miejscem. Sliziak na haku jest wyłącznie kwestią pracowitego obrzucenia łowiska głęboko schodzącym woblerem lub wirówką o ciężkim korpusie. Przynęty powinny mieć stonowaną barwę - mogą być ciemne lub barwione w taki sposób, aby przypominały rybi wylęg. Prowadzić je trzeba bardzo powoli, często przerywać zwijanie żyłki, podrygiwać szczytówką wędziska. Brzana nie jest przecież typowym drapieżnikiem, pokarm pobiera głównie "na macanego". Maca wąsami i bardzo wrażliwymi ustami oraz podgardlem. Jednak atakuje znoszone prądem rybki - biedactwo musi uderzać na pamięć, bowiem oczy ma tak położone, że nie widzi zdobyczy w momencie, gdy ta znajdzie się w pobliżu jej gęby. Często chybia. Jeśli trafi w woblerek czy wirówkę silnie umięśnionymi wargami, już się nie wypnie, co najwyżej zerwie żyłkę, jeżeli będzie nieumiejętnie prowadzona.
     Podczas polowania na brzany wędkarz o słabym sercu narażony jest na niechybny zawał. Chybiający śliziak często zahaczany bywa za podłużne, duże, mocno osadzone w skórze łuski. Walczy jak szalony i z reguły spina się z haka, pozostawiając na grocie łuskę. Bardzo rzadko mała kotwica grzęźnie w skórze, przebijając swoisty, chrzęstny pancerz. Czasami zdarza się, iż brzana chybiająca zdobycz zapina się za przednią część płetwy piersiowej. Bardziej etyczni wędkarze amnestionują tak podhaczone brzany, mniej etyczni i bardziej pazerni tłumaczą sobie, że śliziak zapięty za podgardle, dolną partię płetwy piersiowej i brzusznej czy wręcz za skórę na spodzie ciała, po prostu nie trafił pyskiem w przynętę. Ci pazerni usprawiedliwiają się także tym, że wyholowanie brzany podczepionej jest niezwykle trudne, wymagające kunsztu. Szczególnie jeśli łowi się na najdelikatniejszy sprzęt.
     Doświadczeni wędkarze potwierdzają takie rozumowanie, podwodne obserwacje także zanotowały częste chybianie brzan przy atakach na porwany prądem wylęg.
     Wprawny spinningista po pobiciu orientuje się, czy brzana jest podhaczona, czy też wcelowała w przynętę. Uderzenie w kij bywa niesamowite, porównywalne z atakiem bardzo dużej troci, ale na ogół nie odczuwa się go wcale - po prosty w pewnym momencie czuje się miękki opór, jak gduby hak wbił się w coś miękkiego, w kępę mocnych roślin, w wystający z dna sprężysty patyk...
     Woblery próbują zjadać jedynie wyrośnięte śliziaki - na blisko pół setki brzan złowionych w ostatnich latach, jedynie dwie nie miały półtora kilograma, zaś kilkanaście ważyło ponad dwa i pół kilo.
     Tuż po pobiciu następuje gwałtowny atak. Ryba wysnuwa żyłkę, uciekając kilka metrów z prądem, potem zawraca w górę rzeki. Dobrze wyregulowany hamulec zatrzymuje ją dość szybko. Na świetnie amortyzującym ultralekkim wędzisku brzana nie odchodzi zbyt daleko. W początkowej fazie holu rzadko kręcę korbą kołowrotka - korzystam tylko z chwil zbliżania się ryby do mnie i wybieram luzy. Ryba chodzi po elipsie w górę i w dół rzeki. Drugi atak następuje na ogół w chwili, gdy rozpoczynam zdecydowane skracanie żyłki i próbuję oderwać brzanę od dna. Atak jest jednak zdecydowanie krótszy. Potem z reguły następuje rozpaczliwe murowanie do dna - należy kontrować je siłowym pompowaniem, tak by utrzymywać rybią paszczękę nad kamieniami. Na dobrą sprawę brzana nie poddaje się do końca, wykłada się niezmiernie rzadko. Nawet po godzinnym holu należy liczyć się z potężnym atakiem - śliziak zmordowany przez długotrwałą walkę i tak przez cały czas kręcić będzie swoje elipsy, choć coraz mniejsze. Wprowadzenie go do pstrągowego podbieraka - a takiego używam podczas brodzenia - wymaga precyzji i zimnej krwi oraz natychmiastowego zamknięcia ryby w siatce przez zebranie jej wolną dłonią. Nigdy, ale to nigdy, nie przekładam brzany do sadza czy na agrafkę, stojąc w wodzie. Choćbym zawędrował do połowy Wisły, wracam na brzeg.
     Lenistwo najczęściej kończy się utratą ryby. Jeśli zdecyduje się na skręcenie silnego ciała w dłoniach, musi uciec. Nawet szczypiorniście potrafiącemu zamknąć w dłoni piłkę.

     Brzany lubią się też ustawiać na kamieniskach pozostałych po rozmytych główkach. Najczęściej udaje się je złowić na silnym naporze przed zniszczoną ostrogą lub na samym progu.
     Na wszystkich brzanowych łowiskach częstym gościem jest żerujący przez cały dzień jaź i kleń. Przede wszystkim nimi zwykłem zajmować się w samo południe i we wczesnych godzinach popołudniowych: Wędruję wówczas po kamienisku, staram się wcelować we wszystkie zawirowania, w wystające z wody głazy. Kiedy jednak słońce zaczyna się chylić ku zachodowi, staję w jednym miejscu, przed blatem o równomiernym nurcie, wydłużam rzuty, posyłam przynętę skosem pod prąd i marzę o brzanie. Nie jest to marzenie bez pokrycia. Choć czasem spod jakiegoś głazu do woblerka wychodzi sandacz.
[Rybie Oko]     [Tygodnik Wędkarski]     [Forum Dyskusyjne]    [Sklep Wędkarski]    [Nasz Klub]
© Teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusTygodnik WędkarskiSystemy CMSŚwiat DrukueZ PublishZez - Blog zez.pl