[To się nie łamie]    [Co, gdzie, kiedy?]    [Wybór wędziska]    [Dobór oprzyrządowania]
[Przynęty 1]    [Przynęty 2]    [Ta konkretna ryba 1]    [Ta konkretna ryba 2]    [Ta konkretna ryba 3]


TA KONKRETNA RYBA część III

Sandacz - śródrzeczny drapieżnik

     Nieprawda, że ryba to słaba i mało waleczna. Opinia ta wynika z pospolitej w polskim spinningowaniu brutalności. Przypadkowo łowiony podczas szukania suma na ciężkie wahadłówki, ściągany na grubych żyłach, rzeczywiście poddaje się dość szybko. Ale trudno spinningistę z czterdziestką piątką na szpuli nazwać subtelnym wędkarzem - wszak i perszerona ściągnie stalowa lina wojskowej wyciągarki, a nazywanie potężnego konia słabeuszem jest po prostu śmieszne... Trzykilowy sandacz na szesnastce czy osiemnastce, podstawowych grubościach żyłki używanej podczas lekkiego spinningowania, potrafi dać wędkarzowi nieźle do wiwatu i spiąć się pod sam koniec holu. Siedmiokilogramowego olbrzyma złowionego na Wiśle w pobliżu Nowego Dworu Mazowieckiego, holowałem w nurcie przez blisko dwie godziny, mimo że dysponowałem grubaśną dwudziestką dwójką.
     Proszę więc, z szacunkiem do sandacza i z odpowiednim sprzętem.

     Podczas łowienia woblerami pływającymi, najlepiej podłużnymi, siedmio, dziewięciocentymetrowymi, można używać żyłki cieńszej, najlepiej o przekroju 0,18 mm. Polowanie na sandacza rozpoczynam od woblerów płytko schodzących. Wbrew utartej opinii, sandacze często i chętnie polują przy powierzchni. Pojawiają się jednak dość rzadko. Częściej jedynie wyskakująca nad wodę drobnica oraz ślad na wodzie sygnalizuje powierzchniowy apetyt tej ryby. Woblerów używam głównie w zastoiskach i wstecznych prądach za umocnieniami brzegowymi, za ostrogami.
     Wchodząc na główkę, pierwsze rzuty wykonuję przed dotarciem do czoła - tak aby przynęta spenetrowała wodę wybrzuszającą się tuż za ostrogą. Przy rzadko odwiedzanych główkach bardzo często stają olbrzymie sandacze. Mogą zaatakować wobler jedynie wówczas, gdy wędkarz jest bardzo ostrożny i rozpoczyna obławianie stanowiska na wiele metrów przed dotarciem do szczytu tamki.
     Gdy sandacze żerują głębiej - a łatwo dojść do takiego wniosku, gdy nie ma pobić na omówione wyżej woblery - przejście na głęboko schodzące jest uzasadnione. Wielkość podobna, akcja raczej niespokojna, szybka, o niezbyt dużych wahaniach na boki. Prowadzenie wybitnie powolne, co kilka metrów zatrzymanie przynęty. Konieczne jest szukanie odpowiedniej dla dnia i łowiska barwy, a więc dość częste zmienianie przynęty - od barw zbliżonych do rybek, aż po kryte farbami fluo dziwaki. W kieszeniach kamizelki warto posiadać woblery o bardzo zróżnicowanych zestawieniach kolorystycznych.
     Sandacz odpoczywający w głębinie, często ukryty w miejscach, do których nie docierają woblery, może zostać sprowokowany przez stukający o dno twister. W nieprzejrzystej, zmętniałej wodzie najlepiej korzystać z białych lub żółtych, w krystalicznie czystej zaś z ciemnych - od przezroczystego brązu po litą czerń. Moje doświadczenie każe mi wybierać dość duże twistery o niezbyt długim ogonku i pękatym korpusiku. Prowadzę je bardzo powoli, pozwalam stukać o dno. Przerywam ich pracę co kilka obrotów korbą, osadzam na sekundę, dwie na dnie i delikatnie podrywam uniesieniem szczytówki.
     Twister tak prowadzony bardzo często wpada na podwodne przeszkody; zaznacza się to wyraźnym ugięciem szczytówki. Jest to jednak opór wyraźnie statyczny - po kilku tygodniach łowienia na twistery spinningista bezbłędnie odróżnia stuknięcie o dno, uderzenie w zatopioną gałąź od podbicia.
     Miękkie przynęty wymagają odmiennej reakcji od wędkarza. Instynktowne, natychmiastowe zacinanie w wielu przypadkach kończy się wyrwaniem przynęty z pyska. To właśnie sandaczom zdarzają się słynne na cały świat skubnięcia twisterów za koniuszek ogonka i kilkakrotnie ponawiane ataki. Po wyczuciu niezdecydowanego brania, należy stłumić w sobie odruch zacinania i w żadnym wypadku nie przyśpieszać zwijania żyłki. Jedynie kontynuacja ruchu sprowokuje rybę do ponowienia ataku. Kauczukowa przynęta nie budzi podejrzeń - ponowne pobicie następuje po krótkiej chwili. Sandacz zaczepia się koniuszkiem grota za twarde górne podniebienie, opór wyraźnie czuje się na kiju. Tu zacięcie jest konieczne - poprawia ono zagłębienie haka, a jeśli nawet wyrwie grot z podniebienia to utkwi on w kąciku warg. Takie zapięcie drapieżnika jest najpewniejsze.
     Pierwszy atak sandacza jest bardzo silny, aczkolwiek mało w nim dynamiki -podobny bywa do brzanowego, ale wyraźnie krócej trwa. Jest częściej ponawiany, następują też - jeśli ryba jest duża - próby murowania do dna, którym przeciwdziała się przez siłowe pompowanie. Miękkim spinningiem można spokojnie decydować się na siłowe ataki, dobrze wyregulowany hamulec, byle nie pracował skokowo, ustrzeże wędkarza przed zerwaniem żyłki. Zaskakujące jest to, iż hol przy użyciu ultralekkiego spinningu trwa często krócej, niźli przy korzystaniu z mocnego, sztywniejszego wędziska. Tłumaczy się to tym, że uginający się, elastyczny kij, nie budzi w rybie tak gwałtownych reakcji. Jestem zwolennikiem tej teorii, wielokrotnie zdarzało mi się w kilkanaście sekund podebrać rybę, która dopiero w siatce zaczynała walczyć naprawdę.

     Podczas polowania na sandacze preferuję woblery i twistery. Jednak zaskakujące rezultaty można osiągnąć, wymieniając w chwilach zwątpienia wyrafinowane przynęty na podłużną, srebrzystą i lśniącą błystkę wahadłową. Czasem skuteczniejsze od wszystkich innych przynęt okazują się drobne i bardzo wiotkie rippery.
     W ogóle akty rozpaczy bardzo często okazują się na łowisku wybitnie twórcze - na przykład zastosowałem kiedyś na Bugu w okolicach Broku twister na agrafce z obrotową paletką. Rozwiązanie to okazało się niezwykle skuteczne, szczególnie w chłodniejszych miesiącach. Sandacze biły w tak skonstruowaną przynętę do końca grudnia. Potem na polskim rynku pojawiły się w wielkiej obfitości amerykańskie, agrafkowe przynęty typu spinnerbait i Buzz Bullet z pojedynczą i podwójną paletką na górnym, nieuzbrojonym ramieniu. Okazały się znakomitymi wynalazkami do połowu sandaczy w rzecznych głębinach oraz szczupaków na spokojniejszej wodzie.
     Mniejsze modele atakowane są także przez okonie, zaś wszystkie, bez względu na rozmiar, zjadane bywają przez sumy.

Sum - duży kłopot

     Sumowe pobicia najczęściej zdarzają się podczas polowań na sandacze. I to zarówno podczas przypowierzchniowych łowów, jak podczas penetrowania głębin. Lekki spinning w żadnym wypadku nie jest wędką sumową i nie miejsce tu na rady, gdzie można znaleźć tę wąsatą rybę i jak ją wyciągać z wody. Sum na ultralekkim spinningu to prawdziwy kłopot, którego niestety nie sposób uniknąć. Jeśli wobler, wahadłówka, ripper czy spinnerbait połknięty zostanie przez kilkukilogramowego niezgrabiasza, to warto z nim powalczyć. Na cienką żyłkę - od osiemnastki po dwudziestkę dwójkę - daje się niekiedy doprowadzić do podbieraka nawet ośmiokilowego suma, który na delikatnym wędzisku nie miewa na ogół charakterystycznych dla suma, nieskończenie długich odjazdów. Ale na przykład pięciokilowy sumek, któremu kotwica uwięźnie w unerwionym, bolesnym miejscu, potrafi wysnuć z kołowrotka cały zapas żyłki i ujść z życiem.
     Ja sam próbuję zazwyczaj walczyć z potworami, ale długi, jednostajny odjazd suma - żadna inna ryba nie ma takich - bardzo szybko powoduje moją kapitulację. Jeśli ryba wyciągnie za jednym odjazdem czterdzieści, pięćdziesiąt metrów żyłki, przestaję walczyć. Blokuję kołowrotek, dokręcam hamulec do oporu, kieruję szczytówkę na wodę i czekam na trzask linki. A potem, memłając w ustach brzydkie wyrazy, skręcam zwiotczałą linkę. Choć nie zawsze tak bywa.
     Czasami siłowe, rozpaczliwe zatrzymywanie ataku kończy się tryumfem kapitulacyjnie nastawionego wędkarza - ryba słabnie, zawraca, poddaje się. Kolejne ataki nie są już tak silne jak pierwszy odjazd. Jeśli nie damy się zjeść emocjom i nie zapomnimy o odblokowaniu hamulca, być może uda nam się doprowadzić do brzegu wielką rybę, powiedzie się sumowy uchwyt pod pokrywę skrzelową albo dobrzy ludzie nam pomogą. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z jednej rzeczy - wędzisko i kołowrotek pracują na granicy wytrzymałości, zniszczenie drogiego sprzętu nastąpić może w każdej chwili. Pamiętam jak po godzinnej walce wyholowałem siedmiokilowego suma - kij pękł przy pierwszym wyrzucie po szczęśliwym wylądowaniu potwora, zaś kołowrotek przestał pracować równomiernie.
     Nie dziwi więc szybka decyzja profesjonalistów spinningowych - po zacięciu zbyt dużej ryby i kilku sekundach holu wyjmują zza pasa nóż i bez skrupułów tną linkę.

Szczupak - ryba nie dla tej metody

     Ultralekki spinning przeznaczony jest raczej do połowów w rzekach, kanałach i zbiornikach zaporowych, a także na wodach pstrągowych. Są to najczęściej łowiska, w których notuje się przewagę sandacza. Szczupak bywa - podobnie jak sum - kłopotliwym przyłowem. Najczęściej przegryza żyłkę i uwalnia wędkarza od problemów. Z racji stosowania niewielkich przynęt rzadko zacinają się okazowe egzemplarze szczupaczego rodu. I dzięki Bogu za to.
     Ze szczupakami do trzech kilo - pod warunkiem, że zaczepiły się za samą wargę-poradzić można sobie bez trudu.

Okoń - ryba treningowa

     Rzeczne okonie rzadko osiągają znaczne rozmiary. Wyjątkowo opasłe sztuki po wiosennych wezbraniach pozostają z reguły w łachach i starorzeczach, gdzie delikatnym spinningiem raczej się nie łowi. W rzekach są także przyłowem - ale w przeciwieństwie do dwóch wyżej opisywanych gatunków stanowią przyłów wdzięczny i przyjemny.
     Okonie na lekki spinning, to domena kanałów żeglugowych, zaporowych jezior, młynówek oraz rzecznych, sezonowych zastoisk. To przede wszystkim agresywna, czasem wściekle zabarwiona błystka obrotowa, cykada lub ripperek. Nie należy się spodziewać ryb powyżej trzydziestu centymetrów, ale zabawa bywa przednia. Zlokalizowanie okoniowego miejsca może zakończyć się pełną siatką patelniaczków - jeśli ktoś nie boi się uciążliwego skrobania, ma zapewnioną ucztę po powrocie do domu. Zaś na łowisku świetny trening w posługiwaniu się delikatnym spinningiem.

Boleń - metoda w sam raz

     Delikatny spinning to najlepsza technika, by wreszcie przełamać mit bolenia. Żerująca rapa staje się dla wędkarza pewną i łatwą zdobyczą. Jeśli tylko pokazuje się na powierzchni, jeśli goni za drobnicą, da się sprowokować. Rewelacyjne okazały się nacinane w okolicy ogona rippery, zwane przez wędkarzy - nie bez racji - killerami. Taki ripper, pięcio lub siedmiocentymetrowy, prowadzony dość szybko pod powierzchnią, zawsze sprowokuje bolenia.

     Zwolennicy woblerów łowią go także na niewielkie, płytko schodzące minnow pflugi w kształcie uklejki. Za śródrzecznymi, ustalonymi łachami skuteczny bywa prowadzony wpół wody biały twister. Gdy mamy problemy z dorzuceniem przynęty do stanowiska, w którym pokazuje się boleń, można skorzystać ze średniej, niezbyt kolorowej cykady. Prowadzona szybko pod powierzchnią prowokuje bolenie niemal tak samo jak gumowy kiper.

Niespodzianki

     Zdarzają się, a jakże. Szczególnie na wiosnę, przed tarłem oraz w środku lata, po wykluciu się narybku. Na drobne woblerki typu minnow pflug kusi się z rzadka dorodna płotka, na starorzeczach atakuje je wzdręga. Sporadycznie leszcz a nawet świnka czy certa biją w woblerki przypominające wodne bezkręgowce - owady, raczki, pierścienice...
     Od kilku lat, od kiedy na naszym rynku pojawiły się delikatne kije spinningowe, stałem się zawziętym zwolennikiem lekkiego i ultralekkiego spinningu. Technika ta dowiodła mi niezbicie, że nie ma ryb nie do wyjęcia i bezrybnych miesięcy. Delikatny spinning jest także doskonałą bronią na wodach pstrągowych i lipieniowych, ale łowiska łososiowe, ryby tam występujące, wędki i przynęty, to temat na osobną publikację. W każdym razie omówiona pokrótce technika połowu jest po prostu wspaniała. Polecam ją każdemu wędkarzowi.

     Książeczkę tę napisałem w 1994 roku. Teraz poprawiłem ją nieco i z radością stwierdzam, że nie zdezaktualizowała się zanadto. Mam też nadzieję, Ze publikacja ta nie przejdzie bez echa. W '94 roku technika ta była w pewnym sensie nowością. Dziś jest stosowana powszechnie, więc sądzę, że tezy w niej zawarte zainicjują dyskusję i wymianę doświadczeń na naszym Forum.

Jacek Jóźwiak
[Rybie Oko]     [Tygodnik Wędkarski]     [Forum Dyskusyjne]    [Sklep Wędkarski]    [Nasz Klub]
© Teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusOpen source ERP i CRM - Odoo (dawniej OpenERP)OpenERPPozycjonowanie stron WWWWszywkiEtykiety samoprzylepne