Przede wszystkim muszkarze wiedzą, że łowić z łbem zanurzonym pod wodą się nie da. Ci, którzy otwarci są na naturę, zagapiają się na nadwodny świat bez względu na uprawianą metodę. Więc trochę o tym, co w pobliżu nas...
 
  NR 37      20 MARCA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałcz
 
PRZEJŚCIOWY DOM WARIATÓW
     Marzec to miesiąc najbardziej w roku rozbałaganiony. Nie na próżno przysłowia ludowe ustawiają go na kuchennym blacie i każą wrzeć, stygnąć i znowu się podgrzewać. Wyżej stojące słońce darzy nadzieją, pękające pąki drzew i krzewów, wierzbowe kotki i lód ustępujący przed słonecznymi promieniami pozwalają mieć nadzieję na lepsze jutro.

     Ono z pewnością nadejdzie - choć jeszcze nie dziś. Bo nadal przymrozki nocne, skandynawskie wyże, a także kontynentalne powietrze ze wschodu przynosi w nocy spadek temperatury poniżej zera, czasem przytrzymuje te ujemne temperatury przez kilka dni. Chłodne niże polarno-morskie przywiewają śnieg, czasem wręcz obfite opady.
     Bywają dni, kiedy w ciągu kilku godzin obdarowywani jesteśmy w marcu pogodą z całego roku. Mrozi o poranku, siąpi przed południem, a po południu przynosi słońce tak intensywne, że można zdjąć wszystkie zimowe ciuchy i siedzieć nad wodą w cienkim sweterku.
     Pogodowa psychoza, marzec wariatem roku. A pogoda zaraża nastrojem. Wszak w niżowe, pochmurne, ciemne dni nawet najbardziej pogodny duchem człowiek smutnieje, przygasa mu dowcip i uśmiech. Trudno się więc dziwić, że ludzie tak bardzo wrażliwi na naturę jak wędkarze dostają w marcu kręćka. Dotyczy to szczególnie wędkarzy ogólnych, tych, którzy lubią zmieniać cel swoich wypraw, rodzaj wody, w jakich łowią i samą technikę łowienia.
     Wolni od marcowego fioła są pstrągarze, którzy do końca maja polować będą wyłącznie na kropkowane drapieżniki, lżej jest nieco trockistom, którzy nade wszystko stawiają łosośki. Ale już ten, który lubi i pstrągi, i klenie, okonie i jazie, brzany i bolenie, płocie i jelce zupełnie nie wie, w co ma ręce włożyć.
     Czy wybrać się z "wklejanką" na kanałowe okonki i wypróbować nowy zapas gumek, który odrodził się po jesiennym spustoszeniu... A może wybrać się z "lekkopółsztywną" i maleńkimi woblerkami na klenio-jazie... Może z cięższymi wahadłówkami popolować na trzymające się jeszcze dna rapy, czy poszukać brzan u wylotu łachy... A może pora na wiosenną drgającą szczytókę? A może mocniejszy gruncik? A przystaweczka? A...
     A może jednak odnaleźć w informatorze najbliższą rzeczkę zarybioną pstrągiem i dać się ponieść marzeniom o potokowcu wielkości przeciętnej trotki?
     Padło słowo "troć" - więc może kopnąć się nad Wieprzę, Regę, Parsętę, Słupię lub na Drwęcę, dokąd wpływają największe łosośki. Już powinien z morza do rzek wstępować srebrniak, ryba nad ryby, szlachcic, który równych nie ma sobie w pojedynku. Zresztą i kelty od marca potrafią na wędce wyczyniać takie hece, że jest o czym opowiadać do wrześniowego rozstania z tym gatunkiem...
     Dom wariatów. Czeka się na weekend w pogodzie słonecznej, z zapachem wiosny, ze świergotem pierwszych ptaków, które powróciły z ciepłych krajów, a tu sobota przychodzi z północno-zachodnim, co to kij wyrywa z dłoni. Planowane bolenie odpadają. Nici z przyjemnej, spławiczkowej "przysiadki". Nie każdego stać na to - i mentalnie, i finansowo - by poddać się marcowi i gnać na przykład do Ustki z nadzieją, że nordowa westa wbije w śródlądzie stado srebrnych troci.
     W marcu każdy zaawansowany wędkarzsprzęt ma już uporządkowany. Może więc warto zorientować się, co w nadchodzący mroku oferuje rynek. Wie, czego brak w wyposażeniu. Targi, jak wiadomo już powszechnie, nie miały wędkarzom nic szczególnego do zaoferowania, nie wszyscy się tam wystawiali. Może więc dobrze - zamiast martwić się pogodą - pojawić się w zaprzyjaźnionych czy zupełnie nieznanych hurtowniach i popytać o katalogi, o nowości nadchodzącego sezonu. Może jakiś nowy zakup wyprostuje wędkarski rozgardiasz w głowie, a nowe wędzisko, kołowrotek, pudełko przynęt nakaże wybór marcowej techniki połowu.
     Trzeba nieźle poruszać mózgownicą, by przetrwać czas przejściowy. Uczą nas tego ostatnie lata, uczy nas tego polityka, stosunki społeczne, gospodarka. Może lżej przeżywało by się okresy kolejnych transformacji, gdyby w pamięci miało się wszystkie przeżyte marce. Przecież to właśnie ów powtarzający się od tysiącleci okres transformacji w przyrodzie. Można go przeczekać, przeżyć głupio i bezsensownie, można też natychmiast zacząć żyć pełnią życia. A więc z wędką w dłoni...

(jaj)

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusZdjęcia rybWdrożenia OpenERPWędkarstwoTygodnik WędkarskiPozycjonowanie stron WWW