W każdym wędkarzu tkwi mały Edison i Mata Hari w jednym. Jak usprawnić kołowrotek, jak stworzyć nieplątliwy zestaw do DS, jak dowiedzieć się, co w trawie piszczy - wszystkie te patenty są równie epokowe jak żarówka...
 

  NR 37      20 MARCA

Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 
ZWIAD OBOK WODY
     W pełni wędkarskiego sezonu nasza uwaga jest skupiona na tym, co się aktualnie dzieje nad wodą. Mamy zwykle ograniczony czas i - pragnąc wykorzystać jak najlepiej każdą chwilę - nie zauważamy szczegółów, które niejednokrotnie mają bezpośredni wpływ na nasze wędkarskie sukcesy.

     Niewątpliwie każdy z nas przez okres krótkiego zastoju zimowego uzupełnił braki sprzętowe, skręcił brakujące muchy i teoretycznie jest przygotowany do nowego sezonu. Ale zanim wybierzemy się nad upatrzoną wodę, by przeżywać kolejne emocje, proponuję poświęcić choć dwa marcowe weekendy i na swoje przyszłe łowisko

wybrać się bez wędki.

     Propozycja ta, choć może wydawać się szokująca, moim zdaniem ma bardzo mocne uzasadnienie. Choćby z tego powodu, że większość ryb w marcu odbywa tarło lub jest tuż po nim i niepokojenie ich w tym okresie wydaje mi się mocno niewłaściwe.
     Ale nie tylko dlatego warto iść bez kija. Czas tęgich mrozów jest już za nami, jedynie czasem zdarzy się że popada śnieg i temperatura spadnie poniżej zera, ale cała przyroda już czuje powiew wiosennego wiatru. Coraz częściej więc możemy spotkać, nie tylko nad wodą, interesujące nas chyba najbardziej budzące się do życia owady oraz ich larwy.

     Planując taki bezwędkowy wypad proponuję wybrać jakieś łowisko, na którym zamierzamy łowić, ale nie jest ono nam jeszcze dobrze znane lub znamy je tylko ze słyszenia. Może to być też np. rzeczka, którą będziemy dopiero odkrywać. W razie potrzeby możemy taki rekonesans rozłożyć sobie na kilka wypadów, najlepiej w jakichś niedługich odstępach czasu.
     Aby rekonesans był w pełni udany, trzeba się do niego odpowiednio przygotować. W tym celu musimy zabrać dokładną mapę danego terenu, wodery oraz mały słoiczek i kilka torebek foliowych w celu przetransportowania do domu pozyskanych okazów larw w stanie naturalnym, a więc najlepiej w wilgoci. Oczywiście, nie można zapomnieć o aparacie fotograficznym.
     Kiedy mamy już wszystko przygotowane i zaplanowaną trasę podróży -

możemy ruszać.

     Teraz kilka słów o tym, na jakie rzeczy zwracam na takim "spacerze" szczególną uwagę. Na pewno na wszelkiego rodzaju owady oraz ich larwy, które znajduję zagrzebane w piasku lub mule oraz na te przyczepione do kamieni. To właśnie one są zazwyczaj najlepszym, a niekiedy podstawowym pokarmem w danym łowisku .
     I choć w marcu jeszcze wiele owadów znajduję w postaci larw, to trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że za kilka miesięcy te same larwy będą w pełni wykształconymi, dorosłymi formami. Pozyskanie takich okazów i późniejsze ich rozpoznanie np. w atlasie lub w innej fachowej literaturze da nam tę przewagę iż będziemy mogli się przygotować do zasadniczej wyprawy, wykonując imitację owadów pod kątem konkretnej wody.

     Przy wykonywaniu imitacji na podstawie pozyskiwanych okazów należ zwrócić bardzo szczególną uwagę na zachowanie właściwej kolorystyki. Zarówno z moich własnych doświadczeń jak i sytuacji zasłyszanych od innych kolegów wiem jak kolosalne znaczenie może mieć właściwy dobór kolorów sztucznej muchy, szczególnie przy połowach lipieni, które - jak powszechnie wiadomo - bywają rybami bardzo chimerycznymi, szczególnie wtedy gdy występuje duża obfitość pokarmu.
     Równie ważne jak poznawanie mieszkańców naszego łowiska i jego okolicy, jest

zapoznanie się z samą wodą.

     Bardzo istotnym elementem, od którego zawsze zaczynam rozeznanie jest stan wody. Można to uczynić na dwa sposoby: pierwszym z nich jest ocena na podstawie śladów na linii brzegowej, drugim, nie mniej skutecznym - nawiązanie kontaktu z okolicznymi mieszkańcami.

     Przy okazji takich rozmów można niejednokrotnie dowiedzieć się ciekawych rzeczy. Idąc np. brzegiem rzeczki, której nie znam, mogę wstępnie ocenić, jakie odcinki będą godne uwagi w większym stopniu, a którym poświęcę mniej czasu podczas wyprawy z wędką. Często podczas tego typu wypraw spotykam nad wodą kolegów po kiju, i, będąc zupełnie anonimowym, udaje mi się uzyskać nierzadko bardzo ciekawe informacje, o których zapewne nie miałbym zielonego pojęcia, gdyby nasze spotkanie doszło do skutku w innych okolicznościach.
     W trakcie wielokilometrowych wypraw brzegiem różnych rzeczek zawsze znajduję jakieś ciekawsze z punktu widzenia wędkarskiego miejsce. Zatrzymując się nad nim na dłużej miałem wielokrotnie okazję obserwować żerowanie ryb nie tak, jak to niejeden z nas przeżywa polując na nie. Siedząc nieruchomo w nadbrzeżnych zaroślach widziałem wyjścia pstrąga takie, o jakich można marzyć lub przeczytać tylko w pismach i książkach wędkarskich... Tym bardziej, że pstrąg ten mieszkał w rzeczce o szerokości trzech metrów i wydawało się że każdy następny atak skończy się lądowaniem na brzegu.

     Podsumowując - pragnę zachęcić wszystkich, nie tylko muszkarzy, do tego rodzaju wypraw. W moim mniemaniu przynoszą one wiele praktycznego pożytku i doświadczenia, mającego odzwierciedlenie podczas późniejszych wypraw z wędką.

Piotr Klekowiecki

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusWszywki i metki odzieżoweMetki i wszywki odzieżoweOdooZez - Blog zez.plopinie OpenERP