Buble potrafią zepsuć najpiękniejsze nawet połowy. Pękające blanki, tnące żyłkÍ przelotki... A nieskuteczne wabiki? Nieodporne na wodę antenki spławików? Znamy to wszyscy. I wszycy chcielibyśmy tego uniknąć...
 

  NR 37      20 MARCA

Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałcz
 



DROBIAZG
     Najczęściej o nim nie pamiętamy, ale stanowi on istotna część ekwipunku wędkarza. Jego nieodzowność uświadamiamy sobie dopiero wtedy, gdy zaczynamy go gwałtownie szukać po kieszeniach kamizelki.

     A to pean gdzieś się zagubił - a drżącymi od emocji rękoma niezbyt wygodnie wyciąga się blachę z paszczy naszej zdobyczy, a to "wyszły" nam nasze ulubione krętliki czy agrafki... A jeśli ktoś próbował wyczepić sandacza w nocy, stojąc po pas w wodzie z latarka w zębach, ten wie, jakiej ekwilibrystyki to wymaga.
     O tych

przydatnych "dodatkach"

do wędki, żyłki i kołowrotka przypominamy sobie często tuż przed wyjazdem. I na gwałt kupujemy, co nam w rękę wpadnie. I katastrofa prawie murowana.
     Zacznijmy od agrafek - ten niedoceniany element często jest przyczyną klęsk, a w najlepszym wypadku choroby nerwowej. Przyczyna - "łatwość" zapinania i odpinania naszych kilerów. Nie będę odkrywczy, jeśli powiem, że najbardziej przypadły mi do gustu te najbardziej klasyczne, uwiecznione na fotografii obok.
     Jeśli chodzi o krętliki, tu wyznaję jedną zasadę - krętlik musi się... kręcić. Jak najłatwiej i jak z najmniejszymi oporami. Nie do pobicia wydają się tu być te wyposażone w pewnego rodzaju łożysko - niestety ich cena jest mało kręcąca. Najczęściej stosuję jednak te zwykłe, o budowie zamkniętej, pozostawiając łożyskowane do obrotówek i wahadłówek.
     Zarówno w wypadku agrafek jak i krętlików ważny jest materiał, z jakiego zostały wykonane. O ile jednak nie wykonujemy ich sami, możemy tylko liczyć na uczciwość producenta, iż nie wytwarza ich z kompletnego złomu. Ale nie do końca jest tak źle... Wnikliwe obejrzenie kupowanego drobiazgu daje możliwość wykrycia błędów konstrukcyjnych, np. za krótkich zapięć i nielicznych wad materiałowych: agrafka, która z łatwością rozgina się nam w rękach, czy nie zachowuje swoich kształtów - nadaje się do kosza. Zbyt cienki drut powodować może nadto łatwe przecieranie żyłki...
     No właśnie. Mamy agrafkę, mamy żyłkę - czas je

ze sobą połączyć.

     Nie mam zamiaru opisywać tutaj węzłów, które stosuję, a powiedzieć o urządzeniu, którego używam do obcinania końcówek żyłki, powstających przy każdym węźle. Jest to .. obcinarka do paznokci. To na prawdę znakomite urządzenie, nie tępiące się tak łatwo jak nożyczki czy zęby.
     A jak jesteśmy przy zębach, to nie sposób nie wspomnieć o peanie - i to nie tylko ze względu na szczupacze zęby. Otóż narzędzie, którym się posługuję, to specjalne szczypce dentystyczne do... wyrywania zębów. Mają znakomity kształt, dają gwarancje pewnego uchwytu, nie rdzewieją. Oczywiście, posiadają pewien feler: trudno je zdobyć i są drogie, ale gdyby się komuś udało - polecam.
     Te wszystkie "bambetle" warto

mieć przy sobie.

     I tu pojawia się problem. W którą kieszeń wsadziłem pean? W która obcinarkę ? Na szczęście są już urządzenia, które pozwalają na przypięcie tych przedmiotów do kamizelki i łatwe z nich korzystanie. Wysuwana taśma, na której wiszą, dodatkowo zabezpiecza je przed "przepadkiem" w łowiskowych odmętach. Ale co z krętlikami, agrafkami,przyponami?
     To bardzo proste! W lewej kieszeni krętliki, w prawej przypony i agrafki - albo odwrotnie, jak kto woli. Odkrywcze, nie ?
     Innym drobiazgiem, który warto mieć przy sobie, jest latarka nagłowna. Mnie udało się znaleźć tanie urządzenie, produkowane w Polsce metodą chałupniczą. Rzecz jest tania, zbudowana bardzo prosto, odporna na wilgoć, a jakby co - łatwo ją wysuszyć po uprzednim rozebraniu. Do zasilania tego cuda techniki potrzeba 4 bateryjek typu paluszki, co daje przyzwoite światło. Sposób mocowania jest prosty - urządzenie wyposażone jest w gumkę którą można regulować. Do wad niewątpliwie należą kiepskie zatrzaski oraz wykończenie.
     Kolejną przydatną rzeczą jest przyzwoity klej. Nie staram się za bardzo wierzyć w reklamy, ale "co kropelka sklei, sklei...". Rzeczywiście, klej szybko schnie i jest w miarę trwały - oraz wodoodporny (równie dobry jest poczciwy "SuperGlue", którym dwa lata temu skleiłam strajkujące spodniobuty. Dzięki klejowi kalosz i reszta nogawki znów zaczęły stanowić ze sobą monolit, a nie dwie osobne części. Trzyma do dziś! - Gośka)
     Dobrym dodatkiem bywa nóż, a jest ich w ofercie sklepowej naprawdę sporo. Większość produktów firm zachodnich jest na przyzwoitym poziomie. Mnie najbardziej przypadły do gustu produkty firmy Ka-bar: znakomita stal i perfekcyjne wykonanie to dwie podstawowe cechy tych noży.
     Z zasady staram się wypuszczać, to co złowiłem złowione ryby, ale czasami

zabieram ze sobą ryby.

     Dobrze jest wtedy mieć przy sobie narzędzie, które ułatwi i maksymalnie skróci tą przykrą operację. Są w sklepach dostępne specjalne pałki, zaprojektowane właśnie w tym celu. Nie ma nic gorszego od odgłosu coraz słabiej tłukącej się ryby na dnie łodzi... A umieszczanie ich w siatkach na kilka godzin łowienia i wyciąganie przy każdej zmianie miejsca łowienia tylko niepotrzebnie je męczy.
     A skoro już jesteśmy przy łowieniu - ile przyjemności może zabrać pozostawiona na zawsze na dnie ukochana przynęta. Warto więc mieć przy sobie odczepiacz. Musi on jednak... odczepiać, czyli być po prostu dobry. W zeszłym roku używałem odczepiacza, w którego zdobyciu pomógł mi jeden z forumowiczów. W zasadzie było to urządzenie spełniające swoje zadania, poza tym, że nie posiadało możliwości regulowania masy, a co za tym idzie - przy delikatniejszych wędkach jego skuteczność malała do zera. W tym roku może wypróbuję "Groma", a o jego skuteczność na pewno poinformuję.
     No i na końcu o paru akcesoriach, które z wędkarstwem mają niewiele wspólnego, ale powinniśmy zawsze posiadać je pod ręką... Mam na myśli podręczną apteczkę z opatrunkami tradycyjnymi lub w spray'u , bandażem, wodą utleniona lub innym płynem antyseptycznym. Po co - wyjaśniać chyba nie trzeba. Wie to każdy, kto choć raz zamiast ryby zaciął ostrym grotem haczyka samego siebie...

Radek Gościmski

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych