Nieszczęścia chodzą po ludziach. Na wędkarskich wyprawach przydarzają się przygody, ale zawsze zdarzyć się mogą małe i duże nieszczęścia. Co robić, by ich uniknąć, co robić, aby nie stały się sprawą ostateczną...
 
  NR 37      20 MARCA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałcz
 
OSTATNI LÓD GRUBASA

Jestem człowiekiem ciężkim i grubym. Lubię łowić w jeziorach. Jeśli zima jest mroźna, to oczywiście łowię z lodu. Ale pewnie czuję się na nim wówczas, gdy wjeżdżają na jezioro małe fiaty, a jeszcze lepiej mercedesy. Gdy znikają z lodu samochody, ja wychodzę na brzeg.
Zżera mnie jednak zawiść. Lżejsi znajomi właśnie teraz, gdy lód - tam gdzie był - zaczyna odmarzać przy brzegach, nadrabiają wszystkie niepowodzenia, jakie spotkały ich zimą. Znoszą z jeziora pełne torby płoci. I to jakich! Półkilogramowe nie należą do rzadkości, zdarzają się jeszcze cięższe. Ileż razy słyszałem wrzaski z głębi tafli podczas smętnych wędrówek po brzegu - walka z dużą, wiosenną płocią bywa tak emocjonująca, że trzeba krzyczeć.
Znalazłem w końcu sposób na łowienie ryb w okresie, gdy na lodzie pełno jeszcze wędkarzy. Są otóż na każdym niemal jeziorze miejsca, gdzie lód ustępuje błyskawicznie. To ujścia rowów melioracyjnych odprowadzających nadmiar wody z szybko ogrzewających się pól. Podczas wiosennych roztopów cieki te potrafią zmieniać się w rwące strumienie wprowadzające do jeziorowych zatok masy ciepłej wody.
Nie tylko zresztą wody - wiosenne wezbrania wypłukują z rowów ogromną ilość bezkręgowców: skorupiaków, larw owadów, ślimaków pogrążonych jeszcze w zimowym letargu, odrętwiałych żabek, drobnych rybek i roślinnych drobin.
Wolne od lodu połacie jeziora u wylotu rowów melioracyjnych mają więc wszystkie cechy znakomitego łowiska. Woda jest tu cieplejsza, lepiej natleniona, jej masy poruszają się, co dodatkowo wabi ryby. Łowisko jest przez cały czas donęcane - fachowo, z umiarem, bo czyni to sama natura.
Największym problemem jest dotarcie w takie miejsca. Brzegi bywają tu podmokłe, od twardego lądu oddziela je szeroki pas trzcin i tataraku. Ale w neoprenowych spodniobutach daje się dotrzeć do wody z lekką, długą wędką spławikową. Przyznam też, że w kilku miejscach jeszcze jesienią postawiłem drewniane blaty, z których łowi się luksusowo.
Używam siedmiometrowego wędziska do metody bolońskiej. Tu nie ma mowy o kiju, którego nie da się utrzymać przez kilka godzin. Poza tym jego długość pozwala na bardzo precyzyjne podawanie zestawu. Na ogół w pobliże trzcin, gdzie na głębokości kilkudziesięciu centymetrów wygrzewają się i odżywiają naprawdę ładne ryby.
Zestaw delikatny, na tyle jednak mocny, by większość zaciętych ryb można było "lądować" z powietrza. Ja korzystam z żyłki 0,16 mm i przyponu o dwa oczka cieńszego. Porzucam już larwy ochotek i na hak zakładam przetarte w piasku kalifornijki piccolo. Do przynęty tej wielkości wychodzą ryby, którym się chce jeść. Brania są wyraźne - na ogół kilka "pyknięć" i odjazd na wodę.
Konkurencji na brzegu nie spotykam. Większość wędkarzy włazi na lód. Ja nie mogę, bo jestem gruby i ciężki. Ale i ja łowię piękne płocie, niekiedy wzdręgi, okonki i leszcze na ostatnim ludzie.
NA OSTATEK
     Wiosenny lód jest niebezpieczny. Topnieje stopniowo od brzegów, od zatok, od płycizn. Zmienia swą konsystencję - w pierwszych dniach po ociepleniu ostrze pierzchni wchodzi jak w próchno na kilka centymetrów, po kilku następnych, szczególnie gdy na wierzch wystąpi woda, potrafi nawet uwięznąć w coraz bardziej rozmiękczającej się skorupie.

     Zastanawiałem się, czy pisać o łowieniu z lodu, zdając sobie sprawę, że właśnie na roztopach dochodzi do największej liczby tragedii... Doszedłem do wniosku, że na nic zda się praktyka z poprzedniej epoki, która głosiła, że jeśli o czymś się nie pisze, to tego nie ma.
     Ludzie łowią z lodu w marcu. Do przebrnięcia przez kruchą przybrzeżną strefę używają desek, lodowych rakiet, niektórzy nawet na jezioro wchodzą na nartach. Ryba bowiem dobrze bierze na ostatnim lodzie.
     Ludzie łowią z lodu nawet w kwietniu - wszak ostatnie mazurskie jeziora odmarzają dopiero wówczas. Lecz ci akurat wędkarze to samobójcy - jeśli jeszcze żyją.

PO PIERWSZE I DRUGIE

     Istnieje kilka podstawowych zasad, których spełnienie może uratować życie ryzykantów. Po pierwsze, nigdy nie można wchodzić na odwilżowy lód, jeżeli nie miał on zimą grubości 40-50 cm. Wiosna działa na skorupę z dwóch stron - od powietrza i od wody. Po kilku dniach ciepła wżera się swoistą korozją na głębokość 10-15 cm. Jeśli pokrywa była wystarczająco gruba, to istnieje szansa, że kilka, kilkanaście centymetrów stanowić będzie twardy, lity lód.
     Po drugie - nie należy chodzić po lodzie pokrytym warstwą topniejącego śniegu. Tam korozja postępuje błyskawicznie. Nie wolno też wchodzić na tzw. biały lód, czyli na obszary wydzielania gazów z osadów dennych. Przez całą zimę w lód wmarzały niezliczone ilości lotnych pęcherzyków. Lód nie jest w takich miejscach jednorodny, więc o wiele szybciej i intensywniej poddaje się ciepłu.
     Wiele razy takie połacie kazały mi myśleć o śmierci - podniecony pogonią za dużymi płociami zstępowałem z "czarnego lodu" na biały i noga wbijała się na ćwierć metra.

BLISKO BRZEGU

     Bogu dzięki, w marcu nie ma potrzeby wychodzenia daleko na jezioro. Ożywione ryby zmierzają całymi ławicami ku partiom wolnym od lodu. W pobliżu brzegu uaktywniają się organizmy bezkręgowe, lada dzień kiełkować zaczną pierwsze rośliny. Bywają długie chwile, że wielkie płocie, porządne okonie i leszcze jak byki żerują na metrowych płyciznach.
     Dość charakterystyczny bywa "ruch wędkarzy" na jeziorze. Na początku dnia, chyba z przyzwyczajenia, większość gna gdzieś daleko od brzegu. Po kilku godzinach całe towarzystwo znajduje się już w strefie litoralu, a za jakiś czas wszyscy siedzą na skraju otwartej wody, która tworzy się w strefie przybrzeżnej. Ludzie łowią i... wpadają do wody - całe szczęście płytkiej. Na ostatnim lodzie trzeba pamiętać, że podchodzenie do krawędzi skończyć się może przemoczeniem. Lód - nawet gruby - gdy jest ciągle obmywany wodą, staje się bardzo miękki.
     Na marcowym lodzie, szczególnie wówczas gdy przez kilka kolejnych nocy temperatura nie spada poniżej zera, nikt nie będzie się nabijał z "powietrzno-desantowych". Tak w środku zimy nazywa się kolegów używających linek bezpieczeństwa. Ciągnący się po lodzie kawałek deszczułki przywiązany kilkudziesięciometrowym odcinkiem cienkiej, mocnej linki niejednemu wędkarzowi uratował życie.
      Na ostatnim lodzie nie będzie też przesadą dowiązywanie się do nadbrzeżnej wierzby, czy poruszanie się po łowisku "na jednej smyczy". Połączenie się dwóch wędkarzy kilkudziesięciometrowym kawałkiem liny ma sens, jednakże pod warunkiem, że sztywno trzymać się będą reguły, iż przez cały czas pobytu na lodzie nie zbliżą się do siebie zanadto.

W RAZIE CZEGO

     Na wiosnę lepiej zrezygnować ze świdra i korzystać ze specjalnej pierzchni - ostrze powinno być osadzone w bardzo długim, nawet dwumetrowym drewnianym stylisku. Gdy lód się załamie, to właśnie ta długość może uratować życie. Pionowo leżąca pierzchnia może sięgać krawędzi lodu i być dla wędkarza oparciem i wybawieniem.
     Co robić, kiedy lód się - odpukać - załamie? Przede wszystkim trzeba mieć przy sobie i nosić na wierzchu łatwo dostępny "wygrzebywacz". W sklepach wędkarskich można kupić specjalne rękojeści ze stalowymi kocami. To narzędzie trzymane w obu dłoniach pozwoli wygrzebać się na lód. Bez niego - jeśli zlekceważyło się konieczność posiadania linki bezpieczeństwa - śmierć zagląda w oczy. Ten wędkarski instrument z powodzeniem może zastąpić niewielki taterniczy czekanik.
     Najważniejszą jednak, fundamentalną zasadą jest to, by nigdy, ale to nigdy nie wybierać się na ostatni lód samotnie. Nie chodzi nawet o to, że on mnie, czy ja jego uratuję, ale o ten rodzaj odpowiedzialności, który mówi, że nie naraża się przyjaciół przez własną głupotę.

Jacek Jóźwiak

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusUrlop: wy-Wczasy.plOpen source ERP i CRM - Odoo (dawniej OpenERP)Darmowy ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany OdooOpenSource CMSMetki