Wielu wędkarzy nie nastawia się na rapy, dokąd nie pokażą się one na powierzchni. I ja od wiosny do późnej jesieni nie kwapię się z przezbrojeniem zestawu na boleniówkę, jeśli drapieżniki te nie żerują w sposób widoczny.
 

  NR 38      3 KWIETNIA

Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 
NA WIERZCHU...
     Znam spinningistów, którzy są tak tęgimi raperami, że nawet podczas ciszy na wodzie potrafią z każdej niemal rzeki wydłubać dorodną sztukę, ale, moim zdaniem, dysponują oni czymś, o czym ja i wielu mi podobnych może tylko marzyć - siódmym jakimś zmysłem, który pozwala im lokalizować ukryte bolenie. Brakiem nadzwyczajnej intuicji nie trzeba się jednak przejmować przesadnie.

     W dużych i średnich rzekach, a także w niektórych mniejszych, już na początku sezonu boleniowego można odszukać miejsca, w których rapa żeruje aktywnie i widowiskowo. Znam kilkanaście takich łowisk, i jeśli nie wybieram się 1 maja na szczupaki, to z pewnością można znaleźć mnie właśnie tam.
     Łowiska to jednak niełatwe, więc złowienie bolenia właśnie w nich sprawia niezwykłą i dodatkową satysfakcję. Miejsca to nie całkiem rzeczne, ale przecież rzece przypisane i warto o nich wspomnieć, tym bardziej że wiele ryb bardzo

lubi takie stanowiska.

     Najwcześniej więc można ujrzeć powierzchniowe ataki boleni we wszelkiego rodzaju portach, przyrzecznych basenach, w klatkach odgrodzonych od nurtu wysokimi, betonowymi opaskami, tudzież w wyjątkowo głębokich starorzeczach na stałe związanych z głównym korytem. Także niektóre łachy, które płyną wyłącznie przy wielkiej wodzie, bywają łowiskami, gdzie opisywane drapieżniki najwcześniej wychodzą do powierzchni.
     Właśnie tam pod koniec kwietnia gromadzą się ogromne stada uklejek, tam do powierzchni wychodzi zeszłoroczny narybek. Bolenie podążają za swymi ofiarami. Są zmęczone dopiero co odbytym tarłem i niezbyt chętnie ustawiają się w strefie nurtu. W portach, starorzeczach, w łachach i w szerokich wylotach kanałów oraz w klinach stojącej wody przy ujściach większych dopływów znajdują miejsce, gdzie mogą odzyskać siły i nażreć się do syta bez specjalnego wysiłku. Niektóre do tego stopnia polubią te stanowiska, że nie opuszczą ich do późnej jesieni.
     Dla rapera łowiska te będą interesujące jedynie do połowy czerwca. Potem przypowierzchniowe warstwy wody będą się roić od tegorocznego wylęgu i rapy niemal nigdy

nie dadzą się oszukać

najznakomitszą nawet przynętą. Choć przecież zdarzają się mistrzowie, którzy potrafią dzięki nieludzkiej cierpliwości złowić bolenia w portach, to nawet oni sami podkreślają, że można tam zapiąć niezbyt wielkie sztuki. Nie słyszałem, by w stojącej przyrzecznej wodzie udało się komukolwiek złowić poza wiosną medalowy okaz. I znów świadczy to o nadzwyczajności tego drapieżnika - wszak niejednokrotnie w środku lata spokojną toń zaburza wyskok ogromnej sztuki.
     Ostrożność boleni znajduje odbicie w wędkarskich opiniach - wielu spinningistów twierdzi, że boleń żerujący na spokojnej wodzie bardzo dokładnie przed atakiem przygląda się ofiarom. Sam niejednokrotnie widziałem, jak pędzi ku przynęcie i w ostaniej chwili dostrzegając, że ma do czynienia z imitacją, zamyka paszczę, robi ostry zwrot i znika w głębinie.
     Nie wierzę w chybione ataki bolenia. Ryba to bowiem zbyt szybka - jej start przypomina atak salmonidów i nie da się porównać z wyjściem żadnej z mieszkanek rzek nizinnych. Atak zawsze bywa niechybny, o czym świadczą głęboko zazwyczaj połknięte przynęty. Nie przeczę jednak, że na początku moich boleniowych przygód sam kwitowałem niezapięte uderzenia ryby słowami nie trafiła. Dopiero bolenie z krystalicznie niegdyś czystej Pilicy przekonały mnie, że chybiają wyłącznie wówczas, gdy w ostatnim momencie rezygnują z podejrzanej przynęty.
     Każdy, kto ma szczęście i mieszka nad rzeką, w której znajdzie na początku maja łowiska z boleniami żerującymi przy wierzchu, będzie mógł takie ataki zaobserwować.
     Zadanie to jednak niełatwe. Rapy bowiem

zauważywszy wędkarza,

żerowania nie przerywają, natomiast z wielką ostrożnością przyglądają się swej zdobyczy i bardzo rzadko dają się oszukać. Warto więc przed rozpoczęciem połowu przysiąść gdzieś w głębi brzegu i przez dłuższy czas obserwować wodę. Nawet w stojącej bolenie powtarzają uderzenia w tej samej okolicy. Bardzo często rogi basenów portowych bywają miejscem szczególnie częstego żerowania.
     Także tuż przy jednostkach pływających zaobserwować można powtarzające się uderzenia. Boleń korzysta z każdej okazji, by dodatkowo się ukryć. Bywa, że znajduje przytulne stanowisko pod dnem barki czy holowniczka i co kilkanaście minut wali w drobnicę, która zdołała ochłonąć po poprzednim ataku.
     Choć wędkarze zwykli rybom przypisywać ludzkie cechy i bardzo często w czasie rozmowy o rybach padają takie słowa jak "mądra czy głupia ryba", jak "ryba myśli, że...", to przecież wszyscy sobie zdają sprawę, że motorem rybich zachowań jest instynkt i nabyte doświadczenia.
     Ataki boleni zwykło się opisywać w "ludzki" sposób. Niektórzy twierdzą, że zwykł on

głuszyć ofiary pacnięciem

ogona o powierzchnię wody i dopiero potem zbierać półprzytomne. Inni twierdzą, że atakuje w ten sposób, by wzniecać panikę w stadzie i wyłapywać zdezorientowane rybki. Wydaje się jednak, że właściwe jest tu chłodne patrzenie na boleniowe pobicia.
     Zdarza się, szczególnie w lecie, że błyskawiczny atak głuszy malutkie rybki. Nie raz, nie dwa widziałem jak po uderzeniu kilka czy nawet kilkanaście rybek nie mogło się pozbierać i znaleźć stanu równowagi, widziałem też, jak boleń ponawiał atak na kręcący się wokół osi drobiazg. Ale czynił to w swój zwyczajny, pełen szybkości i dynamiki sposób; w niczym nie przypominał kłusownika spokojnie zbierającego kasarkiem ogłuszone prądem czy wybuchem ryby.
     Panika wywołana niebezpieczeństwem też jest regułą i twierdzenie, że drapieżnik wywołuje ją "specjalnie" wydaje się uczłowieczaniem zimnokrwistego stworzenia. Choć przecież niejednokrotnie śledzić można atak i da się podzielić go na kilka faz...
     Oto rapa wyłania się z mroku głębiny, rybki rozpierzchają się na boki. Niektóre z nich wyskakują, inne uciekają z przyśpieszeniem godnym ferrari - aż na powierzchni wody zaznacza się smuga tej ucieczki. Za taką smugą pędzi boleń - aczkolwiek słowo "pędzi" wydaje się tu nie na miejscu, bowiem trwa to ułamek sekundy. Słychać cmoknięcie, zassanie. I po rybce, po posiłku. Rapa znika w głębinie.
     Instynkt nakazuje drapieżnikowi

bić otwartą paszczęką

we wszystko, co porusza się szybko i smuży po powierzchni. I tylko takie prowadzenie przynęty po spokojnej wodzie może go zmylić i sprowokować do ataku.
     Spokojna obserwacja z oddali ma za zadanie określić miejsca, w których boleniowe pobicia powtarzają się regularnie. Łowiący w portach mają zasadę, że nawet w miejsca, do których daje się spokojnie podejść, rzucają z daleka. Boleń nie dlatego zwany jest rybą długich rzutów, że trzyma się daleko od brzegu, lecz dlatego, że jest rybą wyjątkowo ostrożną.
     Mam więc takie miejsce w porcie Czerniakowskim i u ujścia Kanału Żerańskiego, gdzie rapy od początku maja są widoczne na powierzchni w jednym z rogów basenu. Mam też miejsca, z których rok w rok rzucam. Są one oddalone od celu o czterdzieści metrów. Jeżeli podejdę bliżej, z łowienia nici...
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych