Spinningowanie na spokojnej wodzie bez względu na to, czy ma miejsce w maju, czy w środku lata, jest podobne. Przynęta wysłana daleko, za miejsce, w którym pokazuje się drapieżnik...
 

  NR 38      3 KWIETNIA

Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 


ŁOSOŚ DLA UBOGICH
     ...kabłąk spuszczony tuż przed jej opadnięciem na wodę i natychmiastowe zwijanie żyłki. Im bardziej płaski rzut, tym prędzej przynęta rozpoczyna pracę. Kręcenie korbą bardzo szybkie - tak by na powierzchni wody co chwila pokazywała się smużka. Pobicia zdarzają się najczęściej na pierwszych kilku metrach. I jakież to są pobicia!

     Z atakiem bolenia nie może się równać uderzenie w kij żadnej innej ryby z rzeki nizinnej. Szczególnie pobicia szybko prowadzonej przynęty lub atak zza podwodnej przeszkody potrafią być na tyle mocne, że niezbyt pewne trzymanie wędziska może skończyć się utratą sprzętu.
     Sporo jest wypadków podczas nieoczekiwanych uderzeń bolenia. Szczególnie często zdarzają się one po kilkugodzinnym bezskutecznym biczowaniu wody. Wędkarz bywa wówczas zdekoncentrowany, zniechęcony, mało uważny. Tymczasem boleń bije w przynętę bardzo mocno, zdecydowanie, pewnie. Natychmiast po chwyceniu ofiary wykonuje niezwykle ostry zwrot, co dodatkowo odczuwane bywa na kiju.
     Pobicie sztuki ważącej ok. 3 kg bywa tak zaskakujące, że jeśli wędzisko nie wypada z dłoni, to z palców może

wylecieć uchwyt korbki.

     Niektórzy wędkarze, szczególnie wyczynowi spinningiści, nie blokują powrotnego biegu kołowrotka, uważając, iż walkę z rybą ułatwia możliwość tzw. korbowania, czyli popuszczania żyłki przez odwrotne kręcenie korbką. Niewątpliwie tak jest w przypadku klenia, jazia, szczupaka czy sandacza. Byłoby też i w trakcie zmagań z boleniem, gdy nie siła i dynamika uderzenia.
     Gdy nie uda się utrzymanie w palcach uchwytu, w ułamku sekundy korba wpada w ruch wirowy przypominający wiatrak. Próby zatrzymania kończą się dokliwymi potłuczeniami palców, a na dodatek zdarza się często, że ryba zatrzymana zbyt gwałtownie spina się lub nawet zrywa żyłkę na węźle przy przynęcie.
     Najczęściej więc nawet najbardziej zaawansowani spinningiści blokują rewers kołowrotka i hamulec ustawiają sporo poniżej wytrzymałości linki. Ci, którzy przywykli do korbowania, zwalniają bieg powrotny dopiero po chwili, gdy terkotka hamulca przestanie warczeć.
     Wielokrotnie wspominałem - w różnych miejscach i przy różnych okazjach - książkę Wacława Strzeleckiego "Wędkarz i rzeka"... To piękna książka. Brzanie dopasował autor miano "mamuciego kiełbia", boleniowi - "łososia dla ubogich". W swoim życiu zdarzało mi się złowić zaledwie kilka salarów, ale w pełni zgadzam się z tym porównaniem. Aczkolwiek niekiedy pobicia wielkiego bolenia wydają mi się

potężniejsze od łososiowych.

     Szczególnie po przygodzie, która spotkała mnie kilka lat temu u ujścia Kanału Żerańskiego do Wisły. Rzucałem tradycyjnie w róg basenu, gdzie co chwilę biły w drobnicę bardzo duże sztuki. Nie dawały się oszukać ołowianką ani wahadłóweczką z trzonka herbacianej łyżeczki. Nie reagowały też na ciężkie obrotowe longi. Postanowiłem spróbować ripperkiem. Nie chciał jednak lecieć tak daleko. Musiałem więc wejść dość daleko do wody, niemal po rant spodniobutów.
     Rzucałem przez godzinę, klnąc pod nosem niestabilne kamienie pod stopami. Boleń uderzył wówczas, gdy zamierzałem wycofać się na brzeg. Nawet głowę już odwróciłem, nogę podniosłem, aby wykonać zwrot. Mechanicznie kręciłem korbą...
     Kręciłem dalej nawet wówczas, gdy nad powierzchnię wody wystawały jedynie moje nos i usta. Zaskakujący i bardzo silny atak spowodował utratę równowagi. Po prostu usiadłem. Zanurzyłem się z głową. Lecz przez cały czas czułem na kiju ogromną rybę. Jakimś cudem udało mi się uklęknąć. Nad wodą miałem czubek głowy - usta, nos i oczy. I uszy, do których docierał histeryczny śmiech partnera wyprawy.
     Rybę podebrałem ręką już stojąc. Miała blisko 4 kilogramy. Zanim jednak doprowadziłem ją do dłoni, trząsłem się z zimna. Ta rapa kosztowała mnie sporo forsy wydanej na drogie antybiotyki. Lekarz powiedział, że to dzięki nim ustrzegłem się zapalenia płuc. Łosoś dla ubogich też wydrenował kieszeń.
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych