Życie wędkarza - jak i życie innych maniaków - obfituje w blaski i cienie, zrozumiałe tylko dla innych "braci w szajbie". Wiele rzeczy cieszy, wiele boli, wiele bulwersuje... Dzielić się warto i takimi, i takimi.
 
  NR 38      3 KWIETNIA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 
 
bocek
ZMĘCZENIE WIOSENNE
     Zimę spędziłem w zamrożeniu. To straszna pora dla spinningisty. Niby zaczyna się sezon trociowy, niby wolno uganiać się za pstrągami, ale pogoda nie sprzyja wolności, swobodzie, luzowi, z którym kojarzy mi się wędkarstwo.

     Może rzecz miała by się inaczej, gdyby nie szok, jaki przeżyłem kilka lat temu 1 stycznia. Zabrany otóż z sylwestrowego przyjęcia w najmroźniejszą noc zimową wieziony byłem kilkaset kilometrów w samochodzie, w którym wysiadło ogrzewanie. I w tym to wozie umarło moje śnieżne trociowanie i łażenie za pstrągiem.
     Padła też w owym wartburgu moja miłość do łowienia pod lodem. Do pracy zacząłem jeździć taksówkami, by nie wystawiać się zimie na szwank. Z obowiązku ze dwa razy pojechałem na trotki, raz na potokowce i stwierdziłem, że jestem otóż człowiekiem normalnym i mam gdzieś ryby z zamrażalnika.
     Ale z tęsknoty do wody i do wiosny zdychałem przez kilka miesięcy. Ileż razy podchodziłem tamtej zimy do stelaża, na którym wisiały moje kije i brałem je w dłonie, potrząsałem szczytówką, ileż razy dopieszczałem kołowrotki i przekładałem przynęty w pudełkach... Przeglądałem też swoje rozliczne mapy oraz notatki znad różnych rzek i jezior. Obmyślałem plany i snułem marzenia dotyczące nadchodzącego sezonu. W końcu się doczekałem... I tak mi już zostało - dopiero kwiecień to miesiąc, w którym można wystartować na całego.
     Zima - jak mawiają Brytyjczycy - jest

dobrą porą na politykę.

     Aby rozprawić się z tęsknotą, próbowałem się więc wtedy polityką zająć. Czas był wówczas przedzjazdowy i w wędkarskiej prasie, osobliwie w organie PZW, powinno aż buczeć od kampanii. Kupiłem organ - nie buczało. Rozczarowałem się strasznie... I od tej pory zimę spędzam nad refleksjami. Metodycznie. Spisując owe refleksje na kartkach.
     Co w naszym wędkarskim życiu jest takie denne, co frapuje, co każe się zamyślać, co złości, a co cieszy... Zapisałem kilkanaście kartek. I właściwie nic nowego nie wymyśliłem. Bo cóż jest do wymyślania, skoro na przykład o kłusownictwie i bezsensownej ochronie wód pisze się w prasie wędkarskiej i mówi od zawsze i zawsze stanowi to głos wołającego na puszczy. Jeremiada, wernyhoryzm, proroctwa we własnym kraju. A rzeczywistość do bani...
     Etyka - hasło, które wraca co jakiś czas. Rzecz, bez której nie może się obejść żaden dokument sygnowany przez PZW, żadna ambitniejsza publicystyka. Na plenach i na łamach spierają się autorytety rozmaitego formatu. Dylemat w kółko ten sam - złów i wypuść lub złów i pożryj. Czy etyczny jest ten, kto wypuszcza, czy ten, kto zżera... Akademicka kwestia, pytanie postawione po baraniemu, satyryczne - jak wykłady z mniemanologii stosowanej, rozpatrywanie wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy...
     Dyskutuje się, spiera, walczy nieledwie, a nad rzekami

siedzą tysiączne rzesze

i łowią ryby w okresie ochronnym, łowią niewymiarki, zastawiają kilka wędek, spinningują przy zarzuconych gruntówkach, w krainie łososiowatych zakładają na hak robale...
      I po co ta cała mowa-trawa? Po co te czcze pisanie, czcza gadanina? A wspomniane wyżej kłusownictwo i ochrona wód? Kolejny wieczny temat. Następna permanentna "sprawa dla reportera". Gdy dziennikarskiej fantazji nie starcza, można zawsze rzucić to hasło podczas planowania kolejnego numeru. Kupi go naczelny, kupi wydawca, kupią czytelnicy. Bo można o sprawie pisać do śmierci. Chyba każdy autor z wędkarskiej prasy zarobił parę groszy na tym temacie. I jeszcze zarobi.
     Pisze się, pisze, niektórzy rzucają nawet propozycje. Chociażby wynajęcia do pilnowania naszych wód prężnej agencji ochrony. Mogą sekuritasi sprawdzać bilety w kolejkach podmiejskich, mogą także kontrolować wędkarzy, nieprawdaż?
     I ja o tym swego czasu pisałem. A co przyniosło to pisanie? Bodaj nic. Okręgi, które powołały u siebie etatową straż rybacką i tak by ją powołały, są bowiem prężniejsze od pozostałych. W tych, w których działacze nie widzą takiej potrzeby i tak nie będzie pieniędzy na ten cel.
     Tymczasem tysiące wędkarzy, którzy łowią zgodnie z przepisami, skarży się, że natyka się nad wodą na

przemysłowe wręcz kłusownictwo.

     Do okręgów wpływają zawiadomienia o uprawianiu tego procederu przez konkretne osoby. Chyba wędrują do kosza, skutków bowiem żadnych nie widać, nie widać działań.
     Kolejna sprawa - licencjonowani rybacy na rzekach. Za niewielką opłatą łowią bez żadnego nadzoru ze strony gospodarza wody, czyli Polskiego Związku Wędkarskiego. Nikt nie wie, ile ryby złowiono. Oficjalnie każdy rybak kwili, że woda jest mało wydajna, że nie zwracają się nakłady, że praca się nie opłaca...
      Tymczasem wędkarze widzą, jak rzeka wybierana jest do spodu, jak w kilka łodzi orze się ją spławianymi drygawicami. Na jedną licencję potrafi łowić pół wsi. Do sprawozdań wchodzą leszcze i krąpie, a i to w części tylko. Reszta trafia na rynek po paserskiej legalizacji. Wszystko, co mogą o sprawie powiedzieć przedstawiciele okręgów, to stwierdzenie, że kilka milionów rocznie, jakie płaci się za licencję, wykorzystywane jest na... ochronę wód i zarybianie.
     A nowelizacja

ustawy "Prawo wodne"?

     Pisałem sobie, pisałem, notowałem, notowałem. Punkt po punkcie. Gdybym nadal pracował w wędkarskiej prasie, tych punktów wystarczyłoby mi na dwa lata pisania. I w tym kreśleniu notatek przetrwałem zimę.
     Pojawiły się bazie na wierzbach, obrzmiały pąki innych drzew, brzozy rozjaśniały seledynem. Patrzę teraz na kilkanaście karteluszków zapisanych maczkiem i nie chce mi się. Nie chce mi się wołać na puszczy, nie chce mi się robić za Jeremiasza. I tak nic nie zmienię. Ta pisanina nie ma sensu. Sens ma jedno - rzeka, wędka i ryby. Zima się skończyła, wiosna już.
     I to się tylko liczy.

Jacek Jóźwiak

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusZdjęcia wędkarskieSystemy CMSDarmowy ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany OdooŚwiat DrukuOsuszanie budynków - osuszanie ścian