Buble potrafią zepsuć najpiękniejsze nawet połowy. Pękające blanki, tnące żyłkÍ przelotki... A nieskuteczne wabiki? Nieodporne na wodę antenki spławików? Znamy to wszyscy. I wszycy chcielibyśmy tego uniknąć...
 

  NR 38      3 KWIETNIA

Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałcz
 
ŁOWIĆ NIECO DROŻEJ
     Ten artykuł miał nosić tytuł "Niedrogo i nowocześnie". W swojej naiwności przebiegłem się po sklepach, giełdach i bazarach, zagłębiłem w katalogi i doświadczenie przyjaciół znad wody. Wszystko w poszukiwaniu sprzętu dla młodych kolegów po kiju. Chciałem znaleźć rzeczy najważniejsze, a więc wędziska i kołowrotki. Miały spełniać dwa podstawowe warunki - mieć przystępną cenę oraz co najmniej poprawne właściwości...

     Na niedrogi i niezły sprzęt natknąłem się zaledwie kilka razy. Rozpuszczony przez moje wędziska oraz kołowrotki, mam, jak się okazało, "zbyt wysokie wymagania" wobec sprzętu dla młodzieży. Tak przynajmniej twierdzili sprzedawcy...
     Owszem, sięgali na najgorsze półki i wyjmowali jakieś potworki za 40 zł, które miały służyć jako wędki. Z tylnego szeregu kołowrotków wybierali maszynki wykonaniem przypominające plastikowe modele samochodzików czy kąpielowe kaczuszki...
     - Dla dziecka wystarczy - stwierdzali autorytatywnie i zachwalali towar jakim głupim bąknięciem w rodzaju: Ta wędka się nie złamie, dzieciak może nią rzucać po kamieniach...
     Nie chciało mi się tłumaczyć, że młodzi ludzie, nawet ośmio-dwunastolatkowie, nie mówiąc już o czternastoletnich facetach, mają całkiem dorosłe wymagania. Nie mają wprawdzie własnych pieniędzy, ale często do wędkarstwa podchodzą w sposób dojrzalszy od swoich dorosłych kolegów po kiju. Chcą łowić nowocześnie, pragną dużo wiedzieć, wiele doświadczać, kombinować, czytać, wyciągać informacje od dorosłych i wyciągać wnioski, które w tyle pozostawią starszych wędkarzy.
     I dla nich - a właściwie dla kieszeni ich rodziców - miał być artykuł pod tytułem "Niedrogo i nowocześnie". Rekonesans po sklepach zakończył się jednak całkowitym fiaskiem. Otóż

nie da się tak zupełnie tanio.

     W sklepach wędkarskich za czterdzieści, pięćdziesiąt złotych bardzo trudno kupić wędzisko sprawiające przyzwoite wrażenie. Myślałem o uniwersalnym teleskopie, trzy i pół, czterometrowym, którego używać by się dało do przepływanki, przystawki i stacjonarnych połowów na stawach i jeziorach. Oferowane kije były albo zbyt miękkie, batowate, albo zgoła odwrotnie - pałowate i ciężkie. Aż zatęskniłem do lat naszej młodości i bambusówek spośród których zawsze wybrać było można wędeczkę lekką, śmigłą i delikatną.
     Co prawda na tzw.rosyjskich bazarach natknąłem się raz i drugi na zupełnie przyzwoite kijki z włókna szklanego i żywic, ale traktuję je z ograniczonym zaufaniem... Nie wszystkie są tak dobre, jak na to wyglądają. Dlatego (rzecz jasna, nie dotyczy to takich na przykład ośmiolatków) młody człowiek zakupując bazarowy sprzęt powinien mieć pod ręką doświadczonego wędkarza. I od razu uspokajam wędkujących ojców: to możecie być wy!
     Rzecz dotyczy także kołowrotków. Na bazarkach trafiają się dalekowschodnie wyroby po przystępnej cenie. na oko są niebrzydkie, często o wiele ładniejsze od plastikowej tandety, którą nasycone są sklepy. Niektóre z nich chodzą zupełnie przyzwoicie, nieźle nawijają żyłkę i mają całkiem sprawne hamulczyki. Zdarza się to nawet niektórym maszynkom zza naszej wschodniej granicy, np. lepiej wykonanym modelom kołowrotków "Orion". Jednak i w tym przypadku obecność doświadczonego wędkarza podczas zakupów jest koniecznością.

Trzeba znaleźć dobry wzór

- to bardzo ważne, zanim wyjdzie się po zakupy. Warto, by każdy młody człowiek dokładnie obejrzał, potrzymał choć przez chwilę w dłoni, machnął raz i drugi dobrej klasy wędziskiem. Dobrze będzie też, jeżeli zapozna się z działaniem porządnego kołowrotka, poczuje delikatne zbicie kabłąka, płynność obrotów, precyzję hamulczyka...
     Ideałem wędki dla młodego człowieka jest z pewnością najkrótsza, pięciometrowa bolonka renomowanej firmy. Jest ona chyba trochę zbyt długa, ale zapoznanie się z jej akcją, lekkością, wyważeniem pokaże młodemu wędkarzowi, czego od dobrej wędki oczekiwać. Oczywiście pośród niedrogich kijków identycznego egzemplarza się nie znajdzie, ale poznanie dobrego wędziska pozwoli na natychmiastowe oddanie sprzedawcy ewidentnego chłamu. Być może też - taką mam przynajmniej nadzieję - skłoni do odłożenia nieprzemyślanego zakupu do czasu, gdy jego, bądź rodziców, stać będzie na wybieranie w ofercie nieco droższej.
     Pośród wędzisk klasy średniej, kosztujących od 150 do 250 zł, można znaleźć prawdziwe cacuszka, których zazdrością będą nawet zamożni dorośli wędkarze.
     Znam jednak niecierpliwość młodości... Wybierzmy się więc

na poważne zakupy.

     Przyjemne wędeczki znalazłem jedynie pośród wędzisk przeznaczonych do łowienia "z czuba", a więc nieuzbrojonych przelotkami. Za 50-80 zł można nabyć lekki kijek, który znakomicie leży w dłoni, nie gnie się jak koński bat przy byle drgnięciu nadgarstka. Z drugiej strony wędki takie są na tyle elastyczne, by podczas holu dobrze amortyzować zrywy walczącej ryby.
     Jednak wędka bez przelotek ma ograniczone zastosowanie. Trzeba ją więc uzbroić. Nie jest to wcale takie łatwe. Przelotki z pierścieniami wklejanymi na końce segmentów są zbyt ciężkie i bardzo zmieniają akcję wędziska. Do przyjęcia są wyłącznie bardzo lekkie, jednostopkowe przelotki dobrej klasy, które należy przymocować do blanku starannie zawiązaną omotką. Niestety, jest to kolejny wydatek sięgający 20 zł. Opłaci się jednak - dobrze dobrane przelotki niemal zupełnie nie zakłócą akcji wędziska. Dojdzie jeszcze sprawny uchwyt kołowrotka i znakomite, w połowie samodzielnie wykonane wędzisko gotowe. Tylko jechać z dzieckiem na ryby!
     Zakup kołowrotka też nie jest sprawą prostą. Po to właśnie proponowałem, by zapoznać młodego wędkarza z markowymi kołowrotkami: aby nie dał się oszukać napisom na korpusie, aby zamiast czatować na tani trzyłożyskowiec, szukał urządzenia, które lekko - lecz bez luzów - chodzi, lekko zbija kabłąk i ma poprawnie działający hamulczyk. Bo przecież to on będzie dokonywał wyboru, nawet jeśli rachunek zapłacimy my... Każdy, kto kręcił dobrym kołowrotkiem, natychmiast odłoży na ladę tworzywowe "byleco", które sprawia wrażenie, jak gdyby chodziło bez smaru, na sucho, z pogłosem plastikowej gitary dla dzieci. Od takich "młynków" aż się roi na sklepowych półkach, ba, mają nawet po trzy łożyska...
     Trzeba więc szukać kołowrotka, który obracać się będzie lekko i bezgłośnie, w którym przy pierwszym kontakcie wyczuwalna będzie obecność smaru i który przy zbijaniu kabłąka nie będzie wydawał plastikowych dźwięków. Lepiej wybrać sprawny kołowrotek bez łożysk czy jednołożyskowy, niźli byle jaki z kilkoma. A jeśli młody wędkarz zabierze jeszcze ze sobą kilkadziesiąt metrów starej żyłki i sprawdzi, czy maszynka równomiernie układa żyłkę na szpuli, to za 50-80 zł - a na bazarze nieco taniej - uda się kupić kołowrotek, który cieszyć będzie przez kilka sezonów.
     Podsumowując - trzeba pamiętać o bardzo ważnej sprawie: młody, nawet pięcioletni wędkarz, ma prawo grymasić, mac prawo przebierać, ma prawo wypróbować sprzęt. Chociaż nie ma wypchanego portfeli, jest tak samo poważnym klientem jak "dorosły" wędkarz. A zadanie przed nim o wiele trudniejsze niż przed dorosłym - musi wybrać wędkę i kołowrotek, które pozwolą mu łowią nowocześnie, przyjemnie i za niezbyt wygórowane pieniądze.

(jaj)

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych