W 1988 roku, w środku lata, po iluś tam nieprzespanych nocach, decyzja wyjazdu z Kraju stała się ostateczna. Cóż, niemieckiego liznąłem w ogólniaku dawno temu, więc aby się tam dogadać za kilka miesięcy, musiałem przysiąść fałdów.
 
  NR 39      15 KWIETNIA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 
Artykuł ten pozwolił nam Artur opublikować półtora roku temu. Wisiał on przez jakiś czas w "zielonej wersji" Rybiego Oka".

Wznawiamy go, bowiem niemieckie przepisy bardzo nam się podobają, a także dlatego, aby przypomnieć wszystkim polskojęzyczną wersję strony naszego kolegi z Niemiec.

Strona Artura Ryscha





WIDOKI ZNAD RENU
(zdjęcia pochodzą ze strony http://www.rhinecastles.com/
o hotelach w zamkach Doliny Renu)
NAD RENEM, LIPPĄ I WEZERĄ
     Zamiast z muchówką nad Sołę - mieszkałem wtedy niedaleko Oświęcimia - zabrałem się za słówka i gramatykę. Jakimś cudem wpadło mi wówczas w ręce niemieckie czasopismo "Blinker". Zapalonemu wędkarzowi periodyk ten osłodził wyjazd obietnicą wielkich ryb i czystych wód.

     Nie rozumiałem ani słowa, ale fotografie były imponujące: szczupaki wyginające ręce, siatki pękające od dwukilowych leszczy, rzeki pełne czekających na sztuczne muchy pstrągów... Przy takiej zachęcie opanowałem w krótkim czasie najważniejsze słowa niemieckie, a mianowicie: kołowrotek, wędka, przypon muchowy, poproszę o pudełko białych robaków...
     Wylądowałem w Westfalii Nadrenii w Wigilię po południu. Jeszcze tego samego wieczoru dowiedziałem się 

pierwszych szczegółów

o okolicznych kanałach łączących Niemcy Środkowe z Morzem Północnym. Szerokość 20-30 m, głębokość 2-6 m... No i leszcz, płoć, karp, duży karp, bardzo duży karp. Już w pierwszy dzień Świąt przekonałem moich krewnych w Niemczech, że najlepszym sposobem na pokazanie mi okolicy jest przejażdżka wzdłuż dróg wodnych.
     Do dziś mam w pamięci to zdumienie, które mnie ogarnęło. Pogoda była w te święta wymarzona do wędkowania: słonecznie, bezwietrznie, temperatura około 15 stopni Celsjusza. Zima się spóźniała... Przejechaliśmy 100 km, najpierw wzdłuż kanału Ems, potem wzdłuż dużego jeziora Haltern. Ani jednego wędkarza! Początkowo myślałem, że tam wszędzie nie wolno łowić ryb. Potem, że tam chyba ryby o tej porze roku już nie biorą...
     Pierwszy wędkarz, którego spotkałem nad kanałem, gdzieś w styczniu, wydał mi się objawieniem. Brały mu płotki, takie pod 30 cm. Ja sam nie mogłem jeszcze aż do lata łowić, musiałem wyrobić niemiecką kartę wędkarską. Przypatrywałem się więc, rzadziej lub częściej, napotykanym wędkarzom, zbierałem informacje i czytałem bodaj wszystkie niemieckie czasopisma wędkarskie. Powoli wyłonił mi się prawdziwy

obraz wędkarstwa w Niemczech.

     Zarejestrowanych wędkarzy jest około miliona, na 80 milionów mieszkańców, przy czym większość z nich chodzi na ryby wyłącznie w czasie urlopu. Powody tego stanu rzeczy są rozmaite i nie tutaj miejsce na ich roztrząsanie... Pewnym jest jednak, że niemieckie wody są bardzo czyste i więcej ich niż w Polsce. Cała południowa i środkowa część kraju to teren pagórkowaty lub górzysty, sporo tu cieków pstrągowo-lipieniowych, jezior i zbiorników zaporowych, poza tym rzek nizinnych i dużych kanałów spławnych, a także - ulubionych w Niemczech - małych pstrągowych stawów komercyjnych.
     Jestem urodzonym wędkarzem rzecznym, więc większość łowionych przeze mnie ryb pochodzi z wód płynących. Bywam często nad Ruhrem, Lippą, Wezerą i Renem. Każda z tych rzek jest niepowtarzalna. 30-40 m szeroki i płytki (0,5-1,5 m) Ruhr, przegradzany co parę kilometrów zaporą, to dobre łowisko karpiowie, a w górnym odcinku pstrągowe. Lippa wije się ze wschodu na zachód Westfalii głębokim na 2 do 4 m korytem o szerokości 5-15 m. Jej wolne nurty kryją dużą ilość białej ryby. Wezera zaś to taki ciut wolniejszy, ale trzy razy większy Dunajec, z rybostanem zapierającym dech piersiach przepływankowca: brzana (1-3 kg), świnka (nie złowiłem nigdy mniejszej niż 45 cm), leszcze 1,5-3 kg, płocie do 1 kg (sam łowiłem!), kilowe klenie, kilowe pstrągi.
     Z Wezery pochodzi mój rekord życiowy: 72 kg ryb w siatce, we dwie osoby, w 6 godzin. Było to niedaleko ujścia ciepłej wody z zamkniętej dziś elektrowni atomowej, mieliśmy przy sobie wtedy wyłącznie 8-metrowe kije bez kołowrotków. Przeklinałem przy każdej rybie, która poszła z 0.16 mm przyponem. Naprzeklinałem się tego popołudnia za całe życie.

Moim ulubionym łowiskiem

jest potężny w Westfalii Ren, król rzek niemieckich. W swoim dolnym biegu toczy on czyste wody korytem szerokości 200-300 m, głębokość ze szczytu główek sięga 6-9 m, silny prąd, latem duża przeźroczystość wody. Z powodu całodobowego ruchu barek i statków, także wycieczkowych, tworzą się często fale, które utrudniają delikatne łowienie. Dno Renu wysłane jest żwirem lub kamieniami, mułu jeszcze nigdy tam nie widziałem.
     Poławiane ryby są w większości duże. Płocie poniżej 25 cm, leszcze poniżej 40 cm i jazie poniżej 35 cm zdarzają się rzadko. Złowienie dużego leszcza nie jest żadnym wyczynem, wręcz przeciwnie, po którymś tam wyjeździe nad wodę ma się nawet tych dwukilowych leszczy serdecznie dosyć. Moi wędkarscy przyjaciele, którzy mnie wielokrotnie w Niemczech odwiedzali, przeżyli to nad Łabą jak i nad Renem, kiedy nie było już gdzie oddawać złowionych ryb (po złowieniu ryba musi zostać zabita!). Najmniejszy złowiony przeze mnie karp w Renie miał około 2 kg.
     Noc to dobra pora na sandacza, którego tutaj sporo i to dużych rozmiarów. Jest również i sum, a także łosoś. Od kilku lat czytam w prasie o dziwnych, acz rzadkich zdobyczach nadreńskich wędkarzy: piraniach. Tak, tak, te południowo-amerykańskie ryby mięsożerne zostały tutaj wprowadzone prawdopodobnie przez jakiegoś pseudoturystę i mają się wspaniale w nowej ojczyźnie w pobliżu ujść ciepłej wody.
     Takich rybnych i czystych akwenów jak Ren czy Wezera jest oczywiście w Niemczech znacznie więcej. Presja wędkarska jest bodaj najmniejsza w Europie, zanieczyszczania nie wpadają prawie nigdzie bezpośrednio do rzek. Rybactwo śródlądowe prawie nie istnieje, ponieważ się po prostu nie opłaca, kłusownictwa nie ma. Jeszcze jakieś pytania?
     Polak chcący połowić w Niemczech powinien się zapoznać z

najważniejszymi przepisami

dotyczącymi sportowego połowu ryb na wędkę. Oto najważniejsze:
  • Każda wymiarowa ryba natychmiast po złowieniu musi zostać zabita. Nieprzestrzeganie tego przepisu może za sobą pociągnąć odpowiedzialność karną (dręczenie zwierząt).
  • Nie wolno przechowywać żywych ryb.
  • Istnieje zakaz używania żywych rybek jako przynęty oraz zakaz używania chemicznie kolorowanych białych robaków (zagrożenie zachorowalnością na raka).
  • Obowiązek posiadania rocznej karty wędkarskiej, którą można nabyć za 20 DM w urzędzie miejskim w każdym większym mieście. Podstawą wydania takowej jest aktualna polska karta wędkarska!
  • Obowiązek posiadania zezwolenia użytkownika wody na połów, które można wykupić w sklepach wędkarskich w pobliżu miejsc wędkowania. Zezwolenie takie kosztuje 5-15 DM na jeden dzień. Nie zawsze da się wykupić jednodniowe zezwolenie. Np. na Ren można dostać tylko jednoroczną licencję za 60 DM.
  • Wszelkie wymiary ochronne, podobne do polskich, i ograniczenia są zwykle wypisane na odwrocie zezwolenia wędkarskiego. Dobra rada: skrupulatnie je przestudiować przed pójściem na ryby.
     Wypada mi na koniec życzyć wszystkim zainteresowanym wędkowaniem w Niemczech połamania kija na niemieckich rybach, co autor na własnej skórze przeżył...

Artur Rysch

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusOsuszanie ścian - iniekcja krystalicznaDarmowy ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany OdooSprzęt wędkarskiTygodnik WędkarskiWdrożenia OpenERP