Buble potrafią zepsuć najpiękniejsze nawet połowy. Pękające blanki, tnące żyłkÍ przelotki... A nieskuteczne wabiki? Nieodporne na wodę antenki spławików? Znamy to wszyscy. I wszycy chcielibyśmy tego uniknąć...
 

  NR 39      15 KWIETNIA

Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałcz
 
JUBILEUSZOWY LAMIGLAS
     Tak sobie pomyślałem: jubileusz, co by tu napisać? Zacząłem współpracę z Tygodnikiem od tekstu o Lamiglasie, więc może by tak... Tym bardziej, że niedawno stałem się posiadaczem nowego wędziska tej firmy. Na dodatek jest to travel.

     Nigdy nie byłem zagorzałym zwolennikiem tego typu wędek - opinia ta wynikała raczej ze zdania innych osób - ale ostatnie targi wędkarskie zmieniły moje podejście. Udało mi się, w trakcie oglądania stanowiska z moimi ukochanymi Lamigalsami, dorwać prawdziwe cudeńko. Model XTS 693, bo o nim tu mowa, to 3-składowy travel o masie wyrzutowej od 7 do 21 gram (chyba "zakochałem" się w tej gramaturze) i długości 2,15 m. Według opisu na blanku, szybki kijek, przewidziany do żyłek od 6 do 12 lb.
     Kupiłem go w dwóch celach . Pierwszy to polowy z łodzi, przy której ta długość daje pełen komfort łowienia. Wcześniej posługiwałem się wędka 2,9 m i przyznam się, ze podebranie dużej ryby na łodzi stanowiło spory problem. Drugi to

niewątpliwa łatwość transportu,

co, szczególnie przy wyprawach samochodem, odgrywa niebagatelną role.
     Jak zwykle u Lamiglasa z serii Certifaied Pro, wędka uzbrojona jest w przelotki Sic produkcji Fuji oraz w rękojeść korkową z uchwytem grafitowym tej samej firmy. Całość starannie wykonana bez żadnych ubytków czy niedokładności w wykończeniu. Kijek sprawia wrażenie dosyć delikatnego i czułego, ale dysponującego odpowiednim zapasem mocy.
     Nie ma jednak, jak praktyka. Ponieważ zakupu dokonałem w marcu, sesja testowa musiała trochę poczekać około tygodnia. Pierwsza wyprawa na pstrągi (trochę przymocny) przyniosła... klenia. Mimo że nie był to kolos, wędka pokazała swoja klasę.
     Moc wędziska określona na medium daje naprawdę dużą wygodę w posługiwaniem się tym kijkiem w najróżniejszych warunkach. Oczywiście, próby posługiwania się tym wędziskiem na dużych rzekach do połowy boleni gdzieś na odległej przekosie nie ma sensu...
     Kolejne wyprawy potwierdziły, że zakup był całkiem trafiony Prawdziwy jednak sprawdzian nastąpił

przy łowach z łodzi.

     Zaprzyjaźniony dzierżawca i zaprzyjaźnione jezioro pozwalają na zweryfikowanie przydatności wędziska już na początku kwietnia. Nastawiłem się głównie na okonie, które potrafią dorastać tutaj do pokaźnych rozmiarów. Ponieważ jednak nie można wykluczyć brania szczupaka, przypon staje się obowiązkowy.
     Pogoda rozpieszcza, jest ciepło i słonecznie, słonko rozleniwia - to chyba najprzyjemniejsza pora roku. Rybom jednak jakoś ona nie odpowiada: po 1,5 godziny łowienia brak kontaktu z rybą. Jakąkolwiek. Wpływamy w płytką zatokę, która w zeszłym roku była znakomitym miejscem połowu drapieżników. Ustawiamy się na krawędzi spadu - ja rzucam do brzegu, kolega na głębszą wodę. Przeczucie nas nie myliło - nerwowe pulsowanie na kijku wskazuje na przyzwoitego okonia.
     Krótki hol i w podbieraku podskakuje 1,46 kg okoń. W końcu kijek pokazał trochę ze swoich możliwości! Ładna akcja, ani śladu przesztywnień, miałem wrażenie, że posługuję się wędką dwu a nie trzyskładową. A poza tym - nie musiałem się podnościć z ławeczki podczas podbierania...
     W ciągu kolejnego kwadransa udało mi się dołowić jeszcze dwa podobne okonie, co skłoniło sąsiada do obławiania także strefy brzegowej. Niestety, do końca dnia nie udało nam się już odnieść znaczących sukcesów.
     Nie ma się co dziwić ale następnego dnia rozpoczęliśmy łowy właśnie od zatoczki. Nie ukrywam, że miałem ochotę wypróbować wędkę pod

trochę większym "obciążeniem".

     Ranek przywitał nas słońcem i wiatrem - szczęśliwie zatoczka zasłonięte była od wiatru ścianą lasu. Zmusiło to nas jednak do ustawienia się nieco bliżej brzegu niż poprzedniego dnia. Trzeba rzucać bardziej równolegle do brzegu niż prostopadłe.
Pokrzepieni pogodą, zaczynamy łowy. Początek niezbyt rewelacyjny, ale po jakiejś godzinie wiatr cichnie, wiec i humory mamy nienajgorsze. W końcu ăflegmatyczneÓ branie i nieduży okonek ląduje w łódce, a potem wraca do wody.
     Tak ze zmiennym szczęściem docieramy do południa Zaczynam się obawiać że dalsza część testu będzie się musiała odbyć na jakimś spec-łowisku, kiedy mam delikatne przytrzymanie, skwitowane przeze mnie krótkim zacięciem. I... nic. Poza tym, że twisterek nie ma ogonka. Zmieniam wabik na obrotówkę, dwa rzuty - i tym razem mocniejsze podbicie, szczęśliwie zacięte w porę. Spokojny odjazd w kierunku trzcin, który jednak udaje mi się w porę powstrzymać. No, to już na pewno coś przyzwoitego.
     Ryba krąży w koło łodzi, jakby nie mogąc zdecydować się, gdzie ma płynąć. Wykorzystujemy to i wyciągamy kotwice. Teraz będzie można ściągnąć ją w okolice łodzi bez obawy, że zaplącze się w linkę. Po chwili widzę złotawy brzuch w charakterystyczne plamy - to na pewno szczupak, tak z 3 kg. Upieram się, że sam go podbiorę. Manewruje mi się wędką nad wyraz łatwo, mam

pełna kontrolę nad rybą.

     Ani śladu zaburzeń akcji, wynikających z 3 części i łączeń z nimi związanych. Kijek bardzo ładnie pracuje, skutecznie amortyzując ucieczki ryby (fakt - nie były zbyt dynamiczne, ale za to mocne).
     Ryba daje się bez problemu podprowadzić do podbieraka. Pomiar - waga wskazuje 3,36 kg - i do wody. Syty wrażeń, zalegam na dnie łodzi, pozwalając "łaskawie" wiosłować te 1,5 km koledze. Na kolejną sesję testową będę musiał poczekać do maja...
     Kijek spełnił moje oczekiwania, ładna akcja, odpowiednia długość - wszystko to wskazuje, że zakup był dobry. Dodatkowo do zestawu dostaje się specjalny pokrowiec, pozwalający na bezpieczne i komfortowe przewożenie wędki. Do drobnego mankamentu można zaliczyć ilość części składowych wędki. Tymczasowo mam zawsze jedną dłuższa część, a jedną krótszą - czteroskład byłby tutaj poręczniejszy.
     Mam nadzieję, że udało mi się chociaż troszeczkę przekonać was do wędek typu travel. Moje przekonanie jest już na tyle głębokie, że może następną wędką będzie 5-składowa muchówka... Ale o tym innym razem.

Radek Goscimski

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych