Pstrąg jest rybą piękną i tajemniczą. Świat pstrąga - jego rzeki oraz techniki połowu i sprzęt do nich używany są równie piękne i tajemnicze. Tak samo piękni i tajemniczy są ludzie, którym udało się zawrzeć przyjaźń z tą wspaniałą rybą.
 
  WYDANIE SPECJALNE
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałcz
 
JAK NA PSTRĄGA PRZYSTAŁO
    Na początek kilka banałów - to podobno, Gosiu, zawsze najlepsze otwarcie. A więc że pstrąg jest rybą ostrożną, podejrzliwą wręcz, że podchodzić go trzeba z największą uwagą, że bywa kapryśny...

    Cóż, i tak, i nie zarazem. Wielokrotnie miewałem "szczupakowe" wyjścia dosłownie spod nóg, kilka razy niemal nadepnąłem sporej sztuce na ogon, paręnaście razy czterdziestaki odprowadzały mojego woblera niczym stadko malutkich okonków. Działo się tak jednak na rzekach co najmniej średnich; ze zjawiskami tymi nie spotykałem się ani na siurkach, ani na rzeczkach małych.

Chyba jednak behawior...

    Nie w samej rybie przeto upatrywałbym ogólnie przyjętej opinii, ale w warunkach, w jakich przychodzi ją łowić. Nie dezawuuję przy tym pstrąga, wprost przeciwnie, podkreślam, że gatunek ten ma ponadprzeciętnie wyostrzone wszystkie zmysły, przede wszystkim wzrok i receptory linii bocznej. Kłopot z jego łowieniem, moim zdaniem, zawiera się w dwóch czynnikach: warunkach, w jakich przychodzi na nią polować i w pstrągowych obyczajach, często z nich wypływających...
    Nawet największa sztuka bardzo zabiega o swoje bezpieczeństwo. To ryba, która stara się przebywać w ukryciu. Idealnym stanowiskiem pstrąga jest miejsce, gdzie ma on jakiś "dach nad głową", zaś na jego stanowisko silny nurt gna apetyczne kąski. O ile na rzekach dużych i średnich miejsc takich jest pod dostatkiem, na niewielkich też je można znaleźć, o tyle na siurkach pstrąg musi zabiegać przede wszystkim o swoje bezpieczeństwo.

Pstrąg kocha święty spokój

    To nie banał tym razem. Każdy chyba pstrągarz wielokrotnie zamiast podchodzić jakąś zlokalizowaną rybę, godzinami się jej przyglądał. Mi także zdarzało się to nieraz. Pamiętam jak na jednym z pomorskich siurków po kilka kwadransów przesiadywałem na małym kamiennym mostku i obserwowałem kropkowańca, który za swoje stanowisko obrał porzuconą wzdłuż brzegu wiązkę faszyny. Była to znakomita ostoja - metrowa woda, na przeciwległym brzegu niewielki zakręt z dość wysoką burtą, z której co i raz woda wybierała jakiś kawałek...
    Powtarzało się jak w zegarku - pół godziny ciszy i pstrąg wychodził ze swoich gałęzi i trwał pośrodku strumienia, dostojnie zbierając owady i inne spływające dobra. Wystarczył jednak odgłos nadjeżdżającego ciągnika czy chłopskiego wozu, krowa stąpająca do wodopoju, by ryba bez pośpiechu wracała do swej kryjówki.
    Podchodziłem ją kilkakrotnie - tego suchego lata nie miało to jakiegokolwiek sensu. Porośnięte pożółkłym sitowiem torfowisko było jak bęben. Pstrąg się chował i żadna przynęta nie była go w stanie sprowokować do ataku. Próbowałem, rzecz oczywista, wystać w bezruchu te graniczne pół godziny, ale widocznie nie dawałem sobie z tym bezruchem rady - i przez dwie godziny pstrąg nie wychylał kufy ze swoich badyli. Siadałem na mostku - po dwóch kwadransach stał na środku strumienia.
    Jedynym rozwiązaniem byłoby spławienie woblera lub muchy z tego mostku, ale nie miałem najmniejszych szans na wylądowanie czy choćby podebranie zdobyczy. Pozostało zatem gapienie się, co zresztą do dziś dnia jest jednym z moich najprzyjemniejszych pstrągowych wspomnień.

Na pełny żołądek

    Poczucie bezpieczeństwa więc jest jedną z podstawowych determinant pstrągowych zachowań. Drugą, na pewno pierwszoplanową, jest zapewnienie sobie obfitości pożywienia. Interesujące są powiązania między tymi dwiema podstawowymi dla pstrąga kwestiami...

    Pstrąg traci głowę właściwie tylko raz w roku - podczas rójki jętki majowej. Poza pewnym żarciem w grę nie wchodzą żadne inne instynkty. Nie dość, że zatraca kompletnie poczucie bezpieczeństwa i potrafi zbierać spływające owady niemal z woderów wędkarza, to bierze w łeb także bardzo silne u tego gatunku poczucie terytorializmu. Pstrąg, który nigdy nie toleruje w pobliżu swojego stanowiska pobratymców, potrafi zdzierżyć całe ich stado wśród jętkowej rójki. Nie raz, nie dziesięć razy widziałem jak w miejscach najwyższej gradacji zażerało się owadami - bok w bok - kilkanaście dużych pstrągów i kilkadziesiąt maluchów.
Ale czas szaleństwa trwa bardzo krótko i pstrąg powraca do swoich codziennych praktyk.

    Ostoja nie zawsze znajduje się w wąskim wlewie przed zwałowiskiem (nb. na takie stanowisko zawsze oczekuje kolejka chętnych konkurentów i po wyłowieniu jednego kabana, po kilku dniach można przychodzić po następnego) i zapewnia wystarczającą ilość pokarmu. Pstrąg więc o określonych porach (ja za najlepszy czas uważam późny wieczór) opuszcza dzienne stanowiska i szuka pokarmu w najbliższej okolicy. To żerowanie bardzo często można zaobserwować. Rozhasany pstrąg, tym razem jeden, oczkuje niczym lipionek. Żeruje także na drobnicy, gotów jest do zaatakowania każdego większego owada opadłego na wodę, przepływającej żabki. Wyskakuje do alarmujących do fal hydroakustycznych z dużej odległości, poza tym z ciemniejących odmętów doskonale widzi na tle nieba każdy spływający obiekt.
    A potem dla wędkarza robi się za późno... Wracamy do domu, Małgosiu.

Nie tylko w dołkach

    Także za dnia zdarza się pstrągowi opuszczać podstawowe stanowisko. Bardzo interesujące są jego, wcale nierzadkie, wizyty na zasobnych w drobnicę wartkich prostkach. Tam zawsze łatwiej o spływającą rybkę, larwę owada, czy słodkowodnego skorupiaka.
    W rzekach o klarownej wodzie można wypatrzyć, że pstrągowi wystarczy na tymczasowe stanowisko byle kamień, kępka roślin, czy wręcz fragment ciemniejszego dna. Zresztą takie miejsce pstrąg opuszcza dużo bardziej ochoczo i często wypływa naprzeciw spływającym larwom owadów i skorupiakom. I generalna uwaga, Gosiu, jeśli zauważysz gdziekolwiek aktywniejszy wypływ wód podskórnych, tworzący wyrazisty strumyczek z czarnym dnem, warto zatrzymać się poniżej i przyjrzeć strefie dna poniżej - taki "wyciek" bywa bardzo często niezwykle żyzny i wynosi do rzeki masę rozmaitych żyjątek.
    Interesujące bywają także dla pstrąga sąsiadujące z głębią równe wypłycenia. Nawet bardzo duże osobniki nie wahają się wpływać na nie i godzinami zbierać pożywienie niesione przez rzekę - głębia tuż za ogonem daje rybom wystarczające poczucie bezpieczeństwa.
    A dlaczego właściwie pstrąg lubi przebywać na płytkiej wodzie? Cóż, mam nieodparte wrażenie, że większość z nich po prostu "lubi" mieć na widoku całą spiżarnię. Mogą spokojnie przycupnąć na dnie i zbierać spływające nimfy, ale nie sprawia im najmniejszego problemu wyjście do powierzchni, jeśli to właśnie tamtędy spływać będzie jakiś przysmaczek.

    Pstrąg zjada właściwie każde żywe lub utopione stworzenie - od komara, po ryjóweczkę, która spadła do wody ze źdźbła trawy. Nie dziwią więc ataki na woblery fluo, na schizofrenicznie malowane obrotówki czy wahadłóweczki. Są jednak miejsca i pory roku, gdzie warto przynęty - lub choćby tylko ich ruch - stylizować na określone żyjątka. Sławne wiosenne żabki na przykład - i tu, Goniu, takie spostrzeżenie: koniec sierpnia, a więc także koniec sezonu pstrągowego, to okres przeobrażeń tysięcy kijanek w tysiące maleńkich żabek. Wówczas także warto spróbować "na żabki".

    Pora podsumować ten rozdział. Da się to zrobić w trzech słowach: pokarm i bezpieczeństwo. I nie ma nic więcej. Bo czas rozrodu, trzecia determinanta pstrągowego życia to czas nie dla wędkarzy, lecz tylko i wyłącznie dla nich, dla pstrągów...
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusOsuszanie budynków - osuszanie ścianOpen source ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany OdooNazwisko.plOsuszanie bydynków - izolacja pionowaeZPublish