Buble potrafią zepsuć najpiękniejsze nawet połowy. Pękające blanki, tnące żyłkÍ przelotki... A nieskuteczne wabiki? Nieodporne na wodę antenki spławików? Znamy to wszyscy. I wszycy chcielibyśmy tego uniknąć...
 

  NR 41      15 MAJA

Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałcz
 
NA ZAMÓWIENIE
     Podobno każdy mężczyzna musi zbudować dom (już prawie mam to za sobą), posadzić drzewo (no, tu wyrobiłem normę 60000 procent, jako leśnik z wykształcenia), spłodzić dziecko (jak wiecie, od jakiegoś czasu mam syna) i... zbudować własną wędkę.

     Do tego ostatniego przymierzałem się dosyć długo, szukając tych elementów w wędzisku, których w seryjnej produkcji mi brakuje. Niebagatelną też okazała się sprawa wyboru zbrojmistrza. Mieszkając w Warszawie byłem w tej komfortowej sytuacji, iż ich prace mogłem obejrzeć niemal w jednym sklepie. Po dłuższym zastanowieniu wybrałem Zbigniewa Kawalca Đ przypadł mi do gustu nie tylko sposób, w jaki wykonuje wędki ale także niezwykła staranność, cechująca jego prace.
     Żeby sobie jeszcze utrudnić życie, blank który wybrałem, był muchowy. To wymagało bardzo lekkiego uzbrojenia i precyzyjnego rozmieszczenia przelotek. Po kilku tygodniach odebrałem kijek i pierwszy raz mogłem mu się przyjrzeć. Zgodnie z ustaleniami uzbrojony został w 10 wysokich przelotek SIC firmy Fuji na pojedynczej stopce. Dzieki takiemu rozwiązaniu kijek nie wpada w niepotrzebne drgania podczas wyrzutów. Jest to jeden z nielicznych kijów do których nie musiałem się "przyzwyczajać". Od początku przynęta trafiała dokładnie tam, gdzie chciałem.
     Rękojeść wykonana jest z wysokogatunkowego korka i, tak jak pozostałe, elementy czyli grafitowy uchwyt pod kołowrotek, pochodzi od Fuji. Rękojeść na wzór karpiówek jest zintegrowana z uchwytem dla kołowrotka co - wydaje się - poprawia czucie przynęty i delikatnych brań.
     Do tej pory stosowałem na tym kijku dwa typy plecionek: 4 lb i 8 lb, które jest wartością graniczną, zalecaną przez twórcę wędki. Mam więc wędkę, w której zalecana linka to maksymalnie 8 lb, masa wyrzutowa od 2 do 12 gr, a długość 2,75 m.

*****

     Pierwszy wyjazd z tym kijkiem przypadł na początek maja, główny więc cel - szczupak - nie za bardzo pasował do założeń, które przyświecały mi przy budowaniu tej wędki. Od czego jednak są okonie... Ponieważ test odbywał się na Wiartlu, gdzie obok okonia licznie występuje także szczupak, przypon mimo delikatności sprzętu był obowiązkowy. Jak słuszne to było założenie, pokazał już pierwszy dzień łowienia...
     Starałem się używać tej wędki w miejscach, gdzie głównie występuje okoń. Nie był to jednak najlepszy czas na okonia, poza sporadycznymi niewielkim rybkami nic nie brało. Wędka znakomicie wskazywała brania i pozwalała na pewne zacięcie.
     Ta cisza w braniach zmusiła mnie do popłynięcia w "bankowe" miejsce na dużego okonia. W trakcie obławiania zwalonych drzew, które tworzą rodzaj portu, w końcu poczułem mocniejsze przytrzymanie. Delikatnie zaciąłem i wędka wygięła się w przyzwoite "C". Ryba gwałtownie płynęła w kierunku gałęzi drzew, a delikatny sprzęt, którego możliwości jeszcze nie znałem, nie za bardzo pozwalał mi na jakieś stanowcze kontry. Mając jednak w perspektywie zrywanie plecionki dokręciłem hamulec. Dopiero teraz wędka pokazała, na co ją stać! Do końca holu nie usłyszałem już hamulca w kołowrotku, a cała pracę "męczenia" ryby załatwiło wędzisko. Moim przeciwnikiem okazał się ładny bo 35 cm okoń, który po krótkim pobycie na łódce wylądował w wodzie.
     "Port" przyniósł mi jeszcze kilka mniejszych okoni, po czym brania ustały. Ponieważ dzień miał być okoniowy, więc - by nie ulegać pokusie - nie wziąłem nic mocniejszego ze sobą (mam na myśli wędkę, rzecz jasna). Jak jednak mogłem sobie odmówić chociaż kilku rzutów w drodze powrotnej w moje ulubione miejsca szczupakowe?

*****

     Na skutki takiego postępowania nie trzeba było długo czekać. Targnięcie, które początkowo uważałem za zaczep, szybko okazało się mieć własne zdanie co do kierunku ucieczki. Już po kilku sekundach wiedziałem, że to nie okoń - a szczupak. W tym momencie wydawał mi się bardzo duży. Delikatna wędka wygięta niemalże do granic wytrzymałości, wizg hamulca w kołowrotku i gdzieś w głowie ulubione powiedzenia Pana RexŐa HuntŐa: " Ty idioto!" Dlaczego nie zmieniłeś plecionki na 8???
     Nic to, następnym razem to zrobię.
     Ryba niewiele sobie robiła z moich wysiłków i parła na środek jeziora. Dokręciłem hamulec... A niech tam! Czas płynął, a ja powoli zaczynam wierzyć w zwycięstwo, powoli odzyskiwałem kolejne metry plecionki i przybliżałem do siebie przewalający się złotawy brzuch w cętki. Szczupak i to już całkiem przyzwoity!
     W ferworze walki zapomniałem poluzować hamulec. Podczas podbierania ryba zdecydowała się na jeszcze jeden rozpaczliwy odjazd... Wędzisko ugięło się i po chwili łagodnie powróciło do poprzedniej pozycji, a ja już bez przeszkód lwylądowałem rybę w podbieraku. Centymetr pokazał 73 cm. To już ładny wymiar! Najbardziej cieszyło mnie jednak, że wędzisko się sprawdziło, a nic tak nie pomaga, jak wiara w to, że sprzęt nas nie zawiedzie.
     Wędzisko robione na zamówienie ma wiele zalet - pod warunkiem, że się wie, czego się od niego oczekuje. Nie jest o jednak zabawa tania, a co za tym idzie, stres, że coś będzie nie tak, też jest duży. Mimo tego już zastanawiam się nad czymś mocniejszym... Może tak co? od 14 do 50 gram ? Zobaczymy, niech tylko finase pozwolą...

Radek Gościmski

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych