Co się dzieje nad wodami, co się stało w ostatnich dniach? Rzeki, jeziora, morza... Ryby, wędkarze i inne zwierzęta... Wygrzebane w internecie, w prasie, podsłuchane w mediach i na łowiskach... Czekamy na donosy Czytelników...
 
  NR 42      1 CZERWCA
Wydawca: KROKUS ska z o.o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 

Protesty do planu
Zdaniem bytowskich samorządowców projekt planu ochrony Parku Krajobrazowego "Dolina Słupi" oznacza w praktyce zahamowanie rozwoju gospodarczego gmin, na terenie których park się znajduje. Z tym stanowiskiem nie zgadza się dyrektorka "Doliny Słupi", Bożena Sikora.
Znowelizowana przed kilku laty ustawa o ochronie środowiska narzuca na parki krajobrazowe obowiązek posiadania planu ochrony. Dokument ma moc prawa miejscowego i jest zatwierdzany przez wojewodę. Prace nad projektem planu parku "Dolina Słupi" rozpoczęte przed 2 laty, a kierowane przez Elżbietę Gertsmann z Gdańska, niedawno się zakończyły.
- Po raz pierwszy otrzymaliśmy tak obszerne i szczegółowe dane dotyczące przyrody i dziedzictwa kultury w naszym parku - cieszy się B. Sikora.
Z projektu nie są jednak zadowoleni samorządowcy. "Zatwierdzając projekt ochrony parku, nie wolno (...) pominąć ludzi w nim mieszkających i ich dążeń do rozwoju gospodarczego" - pisze starosta Leszek Pałasz w piśmie skierowanym do wojewody pomorskiego. Stwierdza w nim dalej, że obostrzenia związane z wejsciem w życie projektu to "problem szczególnie ważny dla mieszkańców powiatu bytowskiego. Park Krajobrazowy Dolina Słupi w przeważającej części położony jest na terenie naszego powiatu i zajmuje 23130 ha, co stanowi 54 proc. parku". Starosta wylicza kilkanaście ograniczeń, które jego zdaniem będą miały niekorzystny wpływ na rozwój powiatu.
Dolina Słupi jest jedną z największych atrakcji przyrodniczych naszego terenu.
Dotyczą one głównie gospodarki rolnej, melioracji i ochrony wód. Chodzi np. o bezwzględny zakaz wydobywania torfu, minimum 100-metrową strefę ochronną wokół cieków i jezior w otulinie parku czy choćby zakaz wykonywania melioracji odwadniających. Krytycznie projekt ochrony oceniają też gminy leżące na terenie parku i w jego otulinie. To z ich inicjatywy 17.05. Związek Miast i Gmin Dorzecza Słupi i Łupawy zaprosił dyrekcję Parku Krajobrazowego "Dolina Słupi" na rozmowy do Kołczygłów. - Gdyby lepiej zaznajomiono się z ustaleniami planu i porównano je z aktualnie obowiązującymi przepisami prawnymi, nie byłoby tyle nieporozumień - powiedziała nam B. Sikora. - Atmosferę podgrzewają wyssane z palca plotki, jak choćby ta, że nowy projekt wprowadza zakaz pływania kajakiem po Słupi.
Jaki kształt ostatecznie przybierze plan ochrony, dowiemy się jeszcze w tym roku. Projekt ma być złożony w najbliższych dniach do wojewody. To od niego będzie zależało, które z ustaleń pozostaną, a które zostaną zmienione.
Samorządowcy podjęli działania w ramach Związku, do którego należy 18 gmin, mające uniemożliwić wejście w życie operatu w jego obecnym kształcie. 24.05. w trakcie walnego zgromadzenia w bytowskim zamku organizacja przyjęła przy jednym głosie przeciwnym stosowne stanowisko. W dokumencie czytamy: "Przygotowany przez Instytut Ochrony Środowiska projekt planu ochrony Parku uwzględnia tylko aspekt przyrodniczy. Nie wzięto pod uwagę problemów mieszkańców, ograniczając niemal całkowicie rozwój gospodarczy. Niektóre z proponowanych zapisów ograniczają również rozwój agroturystyki na terenie Parku i jego otuliny. Wszystkie te ograniczenia mają bezpośredni wpływ na zmniejszenie dochodów ludności Parku Krajobrazowego Dolina Słupi, a w przedłożonym projekcie ochrony brak jest jakichkolwiek zapisów dotyczących systemów dotowania lub rekompensat poniesionych strat z tego tytułu".
Stanowisko związku przesłano wojewodzie, gdyż od jego decyzji zależeć będzie ostateczny kształt operatu. Dokument prawdopodobnie wejdzie w życie jeszcze w tym roku.
Kurier Bytowski


Wniosek o 23 mln zł
Związek Gmin Dorzecza Górnej Raby i Krakowa złożył wniosek do budżetu państwa o dofinansowanie 23,45 milionami złotych dalszych inwestycji w ramach "Kompleksowego programu utrzymania czystości wód zlewni Raby od źródeł do zbiornika wody pitnej w Dobczycach".
Tym samym Związek zobowiązuje się do pozyskania we własnym zakresie takiej samej kwoty. Od 1997 roku program jest dofinansowywany w 50 proc. z budżetu państwa (zapis na lata 1997 -2005), a wyżej wspomniana kwota jest przewidziana na 2001 r. Związek liczy w przyszłym roku na wsparcie finansowe Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Także w 2001 r. mają zostać uruchomione pieniądze w ramach przedakcesyjnego programu Unii Europejskiej SAPARD oraz programów aktywizacji terenów wiejskich, finansowanych przez Bank Światowy, którymi to od dłuższego czasu interesuje się Związek. Ponadto Fundacja EkoFundusz wstępnie potwierdziła, że jest gotowa sfinansować do 30 proc. wartości dwóch inwestycji: modernizacji oczyszczalni w Dobczycach i Mszanie Dolnej.
W 2001 roku zaplanowane są następujące inwestycje: kontynuacja budowy sieci kanalizacyjnej w Skomielnej Białej z odprowadzeniem ścieków do ukończonej w 1999 r. oczyszczalni w Rabce, rozpoczęcie kanalizacji Pcimia, modernizacja oczyszczalni w Dobczycach i Mszanie Dolnej, budowa oczyszczalni ścieków i wykonanie I etapu kanalizacji dla wsi Niedźwiedź i Podobin oraz budowa oczyszczalni i kanalizacji dla wsi Rokiciny i Raba Wyżna. W przyszłym roku mają zostać także sporządzone projekty techniczne kanalizacji sanitarnej w pozostałych gminach leżących w zlewni Raby.
Dziennik Polski


Planowa ochrona
Opracowywany plan zagospodarowania przestrzennego terenu wokół jez Jeleń ma zapewnić mu lepszą chronę.
- Generalnie będzie ograniczał swobodę inwestowania. Dopuszczalne będą jedynie takie przedsięwzięcia, które nie szkodzą środowisku - wyjaśnia Wiesław Ulatowski, kierownik wydziału gospodarki przestrzennej i ochrony środowiska Urzędu Miejskiego w Bytowie. Plan uwzględniać będzie turystyczny charakter terenu. Z drugiej strony jasno określi co przy jez. Jeleń będzie mogło się znaleźć, by nie zaszkodziło jezioru.
Prace nad dokumentem trwają od roku. 2 tygodnie temu jego projekt trafił do Urzędu Miejskiego w Bytowie. - Na jednym z najbliższych posiedzeń Zarząd Miejski zdecyduje, czy należy wprowadzić do niego jakieś korekty - powiedział nam W. Ulatowski. Następnie projekt będzie uzgadniany z kompetentnymi instytucjami i wyłożony do wglądu mieszkańcom. - Jeżeli nie będzie do niego zarzutów i protestów, jeszcze w tym roku mógłby być zatwierdzony przez Radę Miejską. Jeżeli jednak ktoś złoży skargę do Naczelnego Sądu Administracyjnego, to uchwalenie planu może się przeciągnąć nawet o 2-3 lata - dodaje kierownik.
Kurier Bytowski


Porządki po burzy
Burza nad Warszawą trwała zaledwie kilkanaście minut, a dostarczyła roboty służbom miejskim na przynajmniej trzy dni. Ciężko ranny został 11-letni chłopiec. Spadł na niego obłamany konar drzewa. W Wiśle o mało nie utopił się wędkarz.(...)
- Dostaliśmy informację, że na wysokości parku Młocińskiego wywróciła się łódź - opowiada podinsp. Zbigniew Falana, szef rzecznej policji. - Gdy dopłynęliśmy na miejsce, nieostrożny wędkarz wciąż trzymał się łodzi. Policjanci wyciągnęli z wody mężczyznę, potem zabrali jego łódź. Na szczęście oprócz tego, że był cały mokry, nic poważnego mu się nie stało.
SuperExpress


Włamanie do jeziora?
Ktoś kradnie wodę z Jeziora Pątnowskiego - denerwują się konińscy żeglarze. W ciągu ostatnich dni poziom wody opadł w nim o kilkanaście centymetrów. Regionalna Dyrekcja Gospodarki Wodnej z Poznania uspokaja, że to z powodu majowych upałów.
Żeglarze z Konina są przekonani, że wodę ktoś kradnie. - To niemożliwe, żeby stan wody tak się obniżył tylko z powodu suszy albo tego, że właściciele działek, sadów czy plantacji używają jej do podlewania - tłumaczy Dariusz Zbierski, prezes Okręgowego Zarządu Związku Żeglarskiego w Koninie. Zarówno on, jak i reszta wodniaków nie wyklucza, że woda z Jeziora Pątnowskiego może być zrzucana do Gopła, które leży znacznie niżej niż Pątnowskie, a które łączy się z nim poprzez kanał Warta-Gopło. A że Gopło też ma obniżony poziom, więc być może ktoś po cichu w ten sposób uzupełnia jego zasoby. - Domyślamy się też, że wodę mogą podbierać gospodarstwa wodne znajdujące się w pobliżu jeziora - dodaje. (...)
Roman Wiliński, zastępca dyrektora do spraw technicznych Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Poznaniu uspokaja. - To wysoka temperatura powietrza i związane z nią zwiększone parowanie wody spowodowało obniżenie poziomu wody w tym jeziorze - wyjaśnia. Zapewnia, że stan minimalny, którego RZGW musi pilnować, nie został przekroczony. - To minimum wynosi 252 centymetry na wodowskazie w Gawronach na Kanale Ślesińskim, a 29 maja wynosił 257 - przytacza dane. Przyznaje jednak, że ostatnio poziom wody obniża się średnio o centymetr na dobę, więc jeśli nic się nie zmieni w ciągu 2-3 dni, to wodę trzeba będzie dopompować z Warty. - Podniesienie stanu wody w jeziorze o kilka centymetrów oznacza przepompowanie setek tysięcy metrów sześciennych wody. To kosztuje 50 tys. zł.
Gazeta Wielkopolska, dodatek do Gazety Wyborczej


Zaskoczyło ich lato
Pod koniec ub.r. było głośno o przyjętej przez radnych w Bytowie uchwale o ochronie jezior lobeliowych. Jeziora lobeliowe w gminie Bytów uznane za użytki ekologiczne: Jeleń, Płoczyca, Rekowskie, Gubisz, Ząbinowickie, Stary Staw (Kupiec), Leniwe, Wiejskie (w Rekowie) i Mała Boruja. Wygląda jednak na to, że łatwiej było na papierze umieścić szczytne zapisy, niż teraz przestrzegać ich realizacji.
Ochrona wiąże się z wprowadzeniem zakazu kąpieli poza wyznaczonymi miejscami, zakazu pływania ze sprzętem płetwonurków i używania łodzi motorowych z wyjątkiem uprawnionych do tego służb. Postanowiliśmy sprawdzić na przykładzie jez. Jeleń, jak wygląda wdrażanie w życie uchwały.
Po wjeździe na teren ośrodka bezskutecznie szukaliśmy tablic informujących o nowych zasadach korzystania z jeziora. A w niedzielę 30.04. nad wodą wypoczywało sporo ludzi. Na tzw. dzikiej plaży, tuż przy wodzie, rozłożyli się samochodem płetwonurkowie z Warszawy. W pobliżu rodzina z Bytowa rozpalała grill obok auta stojącego na plaży. W sąsiedztwie stały jeszcze dwa inne pojazdy. Kiedy zwróciliśmy uwagę płetwonurkom, że w jeziorze obowiązuje zakaz pływania, spotkała nas krótka riposta: - Skąd to wiadomo? O Jeleniu mówili nam płetwonurkowie z Bydgoszczy. Jeszcze 15 minut temu tu byli.
Tymczasem Urząd Miejski nie wie nawet, kto wykona tablice i jaka będzie ich treść. Jak nam powiedziano, będą gotowe najpóźniej do końca czerwca, bo taki ostateczny termin zakłada harmonogram EkoFunduszu, który w kwocie 4 tys. zł sfinansuje ich postawienie. Ludzie jednak kąpią się nie czekając na tablice i działania urzędników. - Anomalia pogodowe nas zaskoczyły. Nie spodziewaliśmy się, że o tej porze roku będzie tylu kąpiących - przyznaje Tomasz Zdanowicz z wydziału ochrony środowiska UM. Nie usprawiedliwia to jednak faktu, że nikt należycie nie interesuje się tym, co się dzieje nad Jeleniem.
Dlaczego patrole policyjne nie karzą łamiących zakaz wjazdu kierowców? - Nie jesteśmy w stanie postawić w każdym miejscu policjanta - zasłania się podkomisarz Rafał Burnicki, rzecznik prasowy policji w Bytowie. Nie trzeba chyba jednak dużej wyobraźni, by w gorący weekend wysłać patrol nad jezioro. Wieść o wlepionych mandatach szybko by się rozniosła wśród kierowców.
Wiele do życzenia pozostawia czystość turystycznej wizytówki Bytowa. Kiedy wybraliśmy się na krótki spacer wzdłuż brzegu, bez trudu znajdowaliśmy w wodzie i na ziemi puszki po piwie, potłuczone szkło i papiery. Czy tak powinno wyglądać jezioro otoczone ochroną? Wina jednak spoczywa nie tylko na odpowiednich służbach, ale na nas samych. Nie potrafimy dbać o to, co mamy najlepszego. - Jeśli chodzi o mój ośrodek, teren jest sprzątnięty. Nad jeziorem są kosze, do których powinny trafiać śmieci - twierdzi dyrektor MOSiR-u, Andrzej Doleciński. Jeleń jednak nie sprowadza się tylko do ośrodka. Mankamentów jest więcej. Zagrożeniem dla kierowców i rowerzystów są głębokie wyrwy na drodze prowadzącej do jeziora. - O ich naprawę zwróciłem się do władz miejskich - zapewnia A. Doleciński. Jak nas poinformował Ryszard Onyszko z UM, dziury znikną jeszcze w tym miesiącu.
W związku z uchwałą o ochronie jezior lobeliowych w Urzędzie Miejskim ustalono właściwie tylko, że kąpiel nad Jeleniem będzie dozwolona na bosmance, basenie i dzikiej plaży. Również na pozostałych jeziorach oficjalnymi kąpieliskami będą służące do tego wcześniej miejsca. Zapytaliśmy jednak, kto i w jaki sposób będzie nakładał kary od opornych. - Mam możliwości karania. Jednak nie otrzymałem polecenia od władz miejskich do kontrolowania jeziora. Sprawą powinna się również zająć policja - usłyszeliśmy od T. Zdanowicza.
Wiele wskazuje więc na to, że wszystko zostanie po staremu, a uchwała będzie tylko papierowym straszakiem.
Kurier Bytowski


Świadome macierzyństwo
Najlepszą matką pośród ryb jest najpotężniejsza ze słodkowodnych Arapaima, która opiekuje się ikrą, broni jej przed wrogami, a potem, po wykluciu rybek się, nosi je w pyszczku. Instynkt samicy delfina podpowiada jej zachowania zgodne z zaleceniami popularnych wśród tych ssaków "szkół rodzenia". Przyszła matka delfinka np. setki razy dziennie z przejęciem powtarza ćwiczenia rozciągające. Takie zachowanie jest nie do pojęcia dla jętki jednodniówki, która rodzi w locie i jakby od niechcenia. Pozbywa się balastu i leci dalej - korzystać z dnia.
Ośmiornica za swoje dziecko oddałaby życie. Najpierw troszczy się ona, nic w tym czasie nie jedząc - czyli o samej wodzie - o swoje ukochane sto tysięcy jaj, a potem o całą chmarę bezwzględnych, stale na nią kiwających bachorków. W końcu umiera z wyczerpania. Matki niektórych owadów powinny dostać medal za ofiarność i odwagę. Samica kostarykańskiej żabki zwanej szklaną, jako jedna z nielicznych żabich matek interesuje się losem skrzeku. Ma zwyczaj długiego wpatrywania się w galaretę, którą zostawia na dłużej tylko pod opieką samca. Samiec siada wówczas przy krawędzi skrzeku, trzymając na jego powierzchni jedną łapkę.
SuperExpress


Z pytonem w ręku
Metrowej długości żywym pytonem sterroryzował złodziej w australijskim Melbourne pracownika stacji benzynowej - poinformowała tamtejsza policja.
Do napadu rabunkowego doszło w sobotę wieczorem. Młody człowiek wszedł do sklepu przy stacji, wybrał kilka czasopism i napojów, po czym zaczął groźnie wymachiwać wężem. Pracownik stacji zdrętwiał z przerażenia, a złodziej wyszedł, nie płacąc.
Nie zatrzymano go dotychczas, chociaż kamery systemu bezpieczeństwa utrwaliły na kasecie wideo zarówno jego, jak i "broń", którą się posłużył.
Pyton nie jest jadowity; swe ofiary dusi. Dorosłe okazy osiągają kilka metrów długości.
PAP
Wspólne wysypisko
Gmina Koronowo chciałaby wywozić swoje śmieci na wysypisko w podbydgoskim Żółwinie-Wypaleniskach. Władze Bydgoszczy nie mówią nie. - W ten sposób ochronimy Brdę przed zanieczyszczeniami - tłumaczą.
Na razie sprawa jest na etapie rozmów między gminami. Zarządowi Bydgoszczy pomysł się jednak spodobał. Zobowiązał już urzędników do przygotowania umowy z Koronowem. - Wysypisko w Srebrnicy, na które teraz wywozi śmieci nasz sąsiad, znajduje się w strefie ochrony pośredniej ujęcia wody na Czyżkówku - wyjaśnia Włodzimierz Ciepły, dyrektor wydziału ochrony środowiska Urzędu Miejskiego. - A nawet najlepsze składowisko odpadów ma negatywny wpływ na otoczenie - mówi.
Srebrnica leży zaś nieopodal Zalewu Koronowskiego. Żeby nadal składować tam śmieci, Koronowo musiałoby rozbudować wysypisko. - Po co wykonywać kolejną kwaterę? Lepiej je zamknąć i dogadać się z Bydgoszczą. Nam też zależy przecież na czystości Brdy - twierdzi burmistrz Zygmunt Michalak. - Tym bardziej że wywozimy niewiele odpadów. Raptem przyczepę dziennie - dodaje. Miesięcznie daje to ponad 500 ton. Bydgoszczanie produkują w tym samym czasie ok. 12 tys. ton śmieci.
Jeśli umowa zostanie podpisana, Koronowo będzie partycypować w kosztach rozbudowy i eksploatacji wysypiska w Żółwinie-Wypaleniskach.
- Takie międzygminne przedsięwzięcia są teraz dobrze widziane. Łatwiej pozyskać na nie środki choćby z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska - uważa Michalak.
Gazeta w Bydgoszczy, dodatek do Gazety Wyborczej


Biologiczny zanik
Znaczne ilości groźnych ścieków wraz z osadem przedostały się do rzeki Prosny pod Kaliszem z części biologicznej oczyszczalni uruchamianej w pobliskich Kucharach.
Jakub Kaczmarek z działu inspekcji kaliskiej delegatury Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu poinformował , że stężenie zawiesiny, która dostała się do rzeki przekroczyło trzy kilogramy w metrze sześciennym wody. Dopuszczalna norma nie powinna przekraczać 50 gramów.
Według niego, odpowiedzialnym za zanieczyszczenie Prosny jest projektant budowanej oczyszczalni, który nie doszacował ilości ścieków oraz ich stężenia. Inspektorat ochrony środowiska zamierza wystąpić w tej sprawie do organów ścigania - zapowiedział Kaczmarek.
Spływ dużej ilości ścieków przy bardzo niskim stanie wód w Prośnie spowodował "zanik życia biologicznego organizmów wyższych" - głównie małych ryb. Sytuacja poprawiała się jednak z godziny na godzinę i praktycznie nie istniało zagrożenie dla Warty, do której wpada Prosna - dodał Kaczmarek.
PAP


Odra pochłonie miliardy
Rada Ministrów zatwierdziła strategię zagospodarowania dorzecza Odry, nosi ona nazwę "Program dla Odry 2006". Jeśli program zostanie zrealizowany, pochłonie gigantyczne pieniądze - nie mniej niż 8,4 mld nowych złotych (wg cen z 1998 r.). Tyle będzie kosztować tylko polska część przedsięwzięcia, bowiem zagospodarowanie dorzecza Odry obejmie nie tylko teren pięciu odrzańskich województw, ale również Czechy i Niemcy.
Program ma zostać zakończony w 2012 roku, a jego celem jest budowa systemu zintegrowanej gospodarki wodnej dorzecza Odry. Ma on uwzględniać m.in. potrzeby zabezpieczenia przeciwpowodziowego, ochronę środowiska i rozwój transportu. Co szczególnie interesuje mieszkańców Opolszczyzny, program przesądza definitywnie budowę zbiornika retencyjnego w Raciborzu, którego brak przyczynił się do olbrzymich strat podczas katastrofalnej powodzi w 1997 roku. Oprócz tego w naszym województwie nastąpi odbudowa i modernizacja wałów przeciwpowodziowych - w Opolu, Nysie, Kędzierzynie-Koźlu, Krapkowawicach i Brzegu. W ramach programu mają też zostać wybudowane poldery w rejonach Koźle-Rogów, Dąbrówka-Opole i w Chróścicach. Planuje się również przebudowę i modernizację jazów na Odrze w Chróścicach, Lipkach i Rogowie.
- Cieszymy się bardzo - mówi Józef Kałuża, szef opolskiego inspektoratu inwestycji Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu - bo robiliśmy przygotowania kolejnych zadań, a wciąż brakowało decyzji na "tak" dla programu. Dla ludzi związanych z gospodarką wodną to będzie przełom.
Przełom może być dla wszystkich - ogrom środków zaangażowanych w przedsięwzięcie napędzi rozwój gospodarczy na obszarach położonych w dorzeczu Odry. A już prawdziwy boom czeka branże związane z ochroną środowiska; w polskim dorzeczu Odry planuje się modernizację 83 istniejących oczyszczalni ścieków i budowę 36 nowych.
Budżet państwa nie podołałby tak kolosalnej inwestycji, dlatego będzie ona finansowana również ze środków samorządowych, prywatnych oraz UE, EBOiR i Banku Światowego.
Nowa Trybuna Opolska


Karpiowe psychotropy
Trzynaście karpi o łącznej wadze ponad 78 kilogramów i konkurencja skapitulowała przed Sobiesławem Metzgierem.
Na wyrobisku pożwirowym "Dębowa" w Reńskiej Wsi pod Kędzierzynem-Koźlem zakończyły się II Otwarte Mistrzostwa Polski Karpiarzy. Impreza, w której startowało stu zawodników, trwała nieprzerwanie od minionego czwartku. Zwycięzcą tego maratonu i zdobywcą tytułu został Sobiesław Metzgier z koła PZW przy Zakładach Azotowych w Kędzierzynie-Koźlu. W sumie złowił on trzynaście karpi o łącznej wadze 78,4 kg. Tym samym aż o 28 kilogramów wyprzedził sklasyfikowanego na drugiej pozycji Jana Loranca z Bielska-Białej. Zanosiło się, że na podium stanie jeszcze jeden zawodnik reprezentujący Opolszczyznę. Tymczasem Henryka Rudolfa z Reńskiej Wsi w ostatniej chwili pozbawił trzeciego miejsca warszawianin Przemysław Mroczek. Nagrodą za największego karpia mistrzostw, lustrzenia ważącego 12,8 kg, uhonorowano Zbigniewa Zaczeka z Rybnika.
Metzgier przewodził stawce już na półmetku. - To zasługa dobrego stanowiska - zwierzył się skromnie "NTO". Wylosowane przez niego łowisko leżało naprzeciwko wyspy, dookoła rozciągały się wypłycenia, na które lubi wychodzić żerujący karp. Metzgier obficie podnęcił te miejsca. Wsypał do wody ponad dwanaście kilogramów specjalnie spreparowanych zanęt i dorzucił dodatkowo cztery kilogramy kulek proteinowych. Kosztowało to grube pieniądze, lecz czego się nie robi, by wygrać takie zawody. Nawet nie zauważył, iż podczas nęcenia stąpnął bosą nogą na szkło i szpetnie skaleczył palec. - Sobek okupił tytuł własną krwią - skomentowali potem żartobliwie jego koledzy.
Nowo kreowany mistrz łowił sprzętem Shimano. Wędki z serii "Century", kołowrotki "Bait runner", wszystko wspomagane elektroniką, która nie pozwala przegapić ani jednego brania. Jako przynęty używał początkowo konserwowej kukurydzy. Ale łakomiła się na nią drobna ryba, taka do trzech kilogramów. Przeszedł więc na kulki proteinowe nasączone specjalnym ekstraktem, rzekomo z muszli małża. I wtedy się zaczęło. Karp za karpiem, a największy ważył 7,3 kg. Wszystkie, zgodnie z regulaminem, po otaksowaniu przez sędziów wróciły z powrotem do wody.
Atraktory miodowe, o smaku truskawki, orzecha, ekstrakt ze ślimaka - czego to wędkarze nie wymyślą, by pozyskać rybę? A ponoć niektórzy spośród startujących na Dębowej mogli się pochwalić nawet absolutną nowością w arsenale przynętowym. Były nią kulki proteinowe nasączone substancją psychotropową, oddziałującą bodźcowo na system nerwowy karpia. Autorem receptury jest Anglik Red Hatkinson, a owa mikstura zmusza wręcz ryby do żerowania nawet wtedy, gdy nie mają na to ochoty; za ampułkę w sklepach na Zachodzie trzeba dać 120 dolarów. Mistrz Metzgier nie chciał zdradzić, czy posługiwał się tym wynalazkiem.
Sympatycznym akcentem zakończonej wczoraj imprezy było uhonorowanie prezeski opolskiego okręgu PZW, Haliny Wróbel, tytułem "Wędkarza 50-lecia PZW". Zarząd Główny tej największej w kraju organizacji wędkarskiej przyznał tylko cztery takie tutuły, a jeden otrzymała właśnie Wróblowa, była mistrzyni Polski kobiet w wędkarstwie spławikowym.
Nowa Trybuna Opolska


Przez tydzień Dni Wisły
Niezwykle bogato zapowiadają się Dni Wisły - Kazimierz 2000, tygodniowa impreza, na którą złożą się festyny, pokazy, parady, wystawy, konkursy i sesje naukowe. - Chcemy przypomnieć, że Wisła to oś, wokół której kształtowała się przestrzeń kulturowa. Chcemy, aby placówki naszego muzeum pokazały, jak są ważne w promowaniu miasta i kultury oraz w działalności edukacyjnej - mówią organizatorzy z Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym.
Dni Wisły odbędą się w Kazimierzu i Janowcu od 5 do 11 czerwca. Rozpoczną się sesją muzealną "Muzea na szlaku Wisły" z udziałem przedstawicieli muzealnych placówek od Wieliczki i Bochni po Malbork i Gdańsk. - Rzeki wracają do zainteresowań. Muzea nad Odrą już powołały Przestrzenne Muzeum Odry - mówi dyrektor Muzeum Przyrodniczego w Kazimierzu Dolnym Wiktor Kowalczyk.
Nie jest przypadkowa obecność na sesji przedstawicieli Muzeum Żup Krakowskich: 9 czerwca przybije do Kazimierza barka z solą z Wieliczki, a dzień później od godz. 10 oglądać będzie można, jak warzono sól metodami z czasów od neolitu do średniowiecza. Tegoż dnia odbędzie się też całodzienny festyn historyczny "Płynie Wisła - płynie czas", a w jego ramach m.in. pokazy dawnych zawodów (bicia monet, szewstwa, kowalstwa, bednarstwa itp.), strojów, umiejętności łuczniczych, pokazy walk rycerzy i występy zespołów. Różnorodny jest program sportowo-rekreacyjny: będą m.in. biegi terenowe, pokazy lotniarskie, mecz piłki nożnej, zawody wędkarskie, wyścigi rowerowe, zawody strażackie - i oczywiście: rejsy statkami. Oprawę dla Dni stanowić będą wystawy etnograficzne, fotograficzne i prac dzieci. Na statku spotkają się radni z Kazimierza i Janowca.
Gazeta w Lublinie, dodatek do Gazety Wyborczej


Rowerem wzdłuż rzeki
Powalczmy o łódzkie rzeczki, które jeszcze żyją - namawia prof. hydrologii Paweł Jokiel. "Gazeta" razem z profesorem zachęca łódzkich urzędników, by przy rzeczkach utworzyć ścieżki rowerowe.
Dwie łódzkie rzeczki - Sokołówka i Olechówka - jeszcze płyną. Ale jeśli nikt się nimi nie zajmie, spotka je los rzeki Łódki. Przypominamy, że w ubiegłą środę na posiedzeniu Rady Miejskiej jej przewodniczący Grzegorz Matuszak nazwał Łódkę "śmierdzącym ściekiem, wyschniętym rowem i kanałem z kratką". Swoją wypowiedź zakończył apelem: - Musimy pomóc łódzkiej przyrodzie, renaturyzujmy Łódkę!
Ale hydrolodzy z Uniwersytetu Łódzkiego mają wątpliwości.- Łódkę już w latach trzydziestych włączono w system kanalizacji miejskiej. Dziś jest zwykłym kanałem ściekowym. Nie ma w niej wody i żadnego życia biologicznego - mówi prof. Paweł Jokiel.
Przywrócenie Łódki do życia wymaga rozbicia betonowego koryta, którym płynie. Potrzeba na to ogromnych pieniędzy. - Ale po co ratować rzekę, z której i tak nic już nie będzie - zastanawia się prof. Jokiel. - Powalczmy lepiej o rzeki, które jeszcze żyją, czyli Olechówkę i Sokołówkę. Wzdłuż ich biegu mogą powstać piękne ścieżki rowerowe. (...)
Ścieżka mogłaby mieć 15 kilometrów i biec z Olechowa przez piękne stawy na Młynku, aż do stawów Jana na Chojnach. Tam, na wysokości Carrefoura, na zmęczonych rowerzystów czekałby leśny ogródek, w którym mogliby odpocząć i napić się. Pomysł profesora i "Gazety" jest całkiem realny. Na Olechowie jest już fragment takiej ścieżki - od ul. Rokicińskiej do ul. Bolka Świdnickiego. Wystarczy ją przedłużyć i poprowadzić wzdłuż doliny rzecznej.
Włodzimierz Kralkowski, architekt miasta, sprawdził na planie zagospodarowania przestrzennego, czy pomysł jest realny. - Nie ma żadnych przeciwwskazań. Na tych terenach nie będzie żadnych inwestycji. Doliny rzeczne można zagospodarować tylko dla potrzeb rekreacyjnych i turystycznych.
Pomysł spodobał się też w wydziale ochrony środowiska Urzędu Miasta Łodzi. - To pierwszorzędne miejsce na ścieżki - zapewnia Jan Diehl, dyrektor wydziału. - Ale nie ukrywam, że będzie trudno. Tereny, przez które płyną Olechówka i Sokołówka, należą także do prywatnych właścicieli. Potrzebne są pieniądze na ich wykupienie. Negocjacje zresztą już trwają, bo przecież przeprowadzamy właśnie renaturyzację Sokołówki. Rozważymy pomysł.
Gazeta Łódzka, dodatek do Gazety Wyborczej


Ryby się schowały
6 szczupaków, 50 okoni i 1 leszcza złowiło 108 wędkarzy biorących udział w zawodach Fart 2000. Połów, choć niewielki, nie zmącił uczestnikom dobrego humoru.
13.05. na jez. Obrowo Duże k. Soszycy można było zobaczyć różne sztuczne przynęty: błystki wahadłowe i obrotowe, wippery i twistery. Oprócz wędkarzy z Ziemi Bytowskiej nad wodą zjawili się spinningowcy z Gdańska, Lęborka, Kartuz, Kościerzyny, Łubiany, Turska, a nawet Iławy i Bielska-Białej. Po raz pierwszy na starcie stanęły też 2 kobiety. Po 4-godzinnym połowie komisja sędziowska pod przewodnictwem Romana Felskowskiego przystąpiła do ważenia ryb. Pracy nie było wiele. Prawdopodobnie na mizerny połów miały wpływ dwie poprzedzające zawody zimne noce.
Zwyciężył Mirosław Jabłonowski z Bytowa, który złowił 2 szczupaki o długości 47 i 59 cm i łącznej wadze 2095 g. - Miałem jeszcze 2 brania, ale zerwały mi się szczupak i okoń - mówi triumfator, który w nagrodę otrzymał puchar, medal, dyplom, wędkę węglową i woblery Manns ufundowane przez bytowski sklep wędkarski "Fart". Drugie miejsce przypadło Arturowi Cywińskiemu z Nożyna, który złowił największą rybę zawodów - szczupaka o wadze 1750 g. Oprócz nagród za 2 miejsce wędkarz, który rekordowy okaz złowił już 10 minut po rozpoczęciu zawodów, otrzymał kołowrotek ufundowany przez posła Jerzego Barzowskiego.
Trzecia lokata przypadła Kazimierzowi Maciaszkowi z Czarnej Dąbrówki, który pochwalić się mógł szczupakiem o wadze 1070 g. Kolejne miejsca zajęli Marek Kulaszewicz z Bytowa (szczupak o wadze 580 g) i Władysław Dyjas z Motarzyna (4 okonie - 525 g). Na 6 pozycji sklasyfikowano bytowiaka Piotra Kulaszewicza, który złowił największego okonia o długości 29 cm. W nagrodę otrzymał wędkę węglową ufundowaną przez hurtownię "Bis" z Bielska-Białej. Specjalne wyróżnienia trafiły też do Gintera Benzingera z Modrzejewa, któremu wręczono kołowrotek ufundowany przez firmę "Cormoran" z Iławy, i najlepszej drużyny. Okazała się nią ekipa z Nożyna, otrzymując w nagrodę kołowrotek od starosty bytowskiego. Wśród 17 juniorów wygrał Marcin Wolny z Motarzyna, wyprzedzając Sławomira Ewerta z Bytowa i Andrzeja Orłowskiego z Łubiany.
Na zakończenie imprezy wędkarze raczyli się kiełbaskami z grilla i piwem ufundowanym przez Dom Handlowy "Szulta G.". Głównym organizatorem i sponsorem zawodów był Ryszard Morzuch, właściciel sklepu "Fart". Miłośnikowi wędkarstwa, jakim jest pan Ryszard, niełatwo chyba było stać z boku. - Jeszcze tego dnia z bratem pojechaliśmy na ryby - wyjawia. - A potem w niedzielę.
Już dziś R. Morzuch zaprasza miłośników wędkarstwa spławikowego na zawody, które 17.06. zostaną rozegrane na Jez. Niezabyszewskim.
Kurier Bytowski


Ropa w Kaliningradzie
Ponad 32 kilometry wybrzeża Bałtyku w rejonie Kaliningradu, głównie przy Mierzei Kurońskiej, zostało zanieczyszczonych przez plamę ropy - podały władze moskiewskie.
Pas ropy o szerokości około pół metra rozciąga się od miejscowości Rybaczij do Kulikowa - poinformował w czwartek rano rzecznik rosyjskiego ministerstwa ds. sytuacji nadzwyczajnych.
Zdaniem resortu, ropa wyciekła prawdopodobnie ze zbiorników statku. Nie podano żadnych szczegółów.
PAP


Mazut w Renie
Około 10 tys. litrów mazutu dostało się do Renu wskutek awarii, do jakiej doszło w piątek w porcie w Bazylei - poinformowały w sobotę władze tego szwajcarskiego miasta. Zdaniem władz, ilośc mazutu, jaka przedostała się do wody nie grozi skażeniem środowiska.
Do wypadku doszło w momencie, gdy mazut był przepompowywany z tankowca do zbiornika na brzegu. Ruch wody, spowodowany przez inny statek, przepływajacy obok, spowodował zerwanie stalowej cumy tankowca, który odsunął się o kilka metrów od brzegu. Zniszczony został wąż, doprowadzający mazut z tankowca do zbiornika, wskutek czego poliwo zaczęło wlewać się do rzeki.
PAP


Na Mazurach bezpiecznie
Rozpoczyna się sezon turystyczny na Mazurach. Wojewódzki Inspektorat Sanitarny w Olsztynie sprawdził 260 kąpielisk. Tylko w trzech z nich kąpiel i uprawianie sportów wodnych jest zabronione.
Okazuje się, że w tym roku turyści bez obaw mogą korzystać z większości mazurskich kąpielisk. Senepid sprawdził 260 zalewów, jezior oraz rzek. Stwierdził, że korzystanie z trzech z nich jest groźne dla zdrowia. Zabroniona jest kąpiel i uprawianie sportów wodnych na Zalewie Wiślanym w Nowej Pasłęce i Suchaczu, rzece Pasłęce w Braniewie oraz na jeziorze Suskim w Suszu. Powodem jest bakteriologiczne skażenie wody. Senepid ostrzega przed kąpielami w okresie silnych zakwitów glonów. Może to spowodować podrażnienia skóry, dolegliwości układu oddechowego i pokarmowego.
Gazeta Współczesna


Cisza czasem nie wystarcza
Jednorazowo Suwałki są w stanie przyjąć 465 przyjezdnych. Tyle bowiem jest w mieście miejsc noclegowych i nic się pod tym względem nie zmieniło od ub.r. Trochę lepiej jest z jedzeniem. Bary, restauracje i puby mogą pomieścić 1200 gości i taka liczba jest wystarczająca. W tym sezonie nie powinno zabraknąć poza możliwością spędzania czasu nad wodą również innych atrakcji, w tym Ń kulturalnych.
W ostatnich latach prawdziwą furorę robi agroturystyka, kojarzona jeszcze z dawnymi "wczasami pod gruszą".
Ń Suwalska Izba Rolniczo-Turystyczna przygotowała 122 kwatery, liczące 1154 miejsca Ń poinformowała prezes Izby, Elżbieta Niedziejko.
Gospodarze coraz częściej zapewniają, oprócz dachu nad głową i wyżywienia, przejazdy bryczką, naukę jazdy konnej, wędkowanie, łowiectwo. Chętni mogą przyłączyć się też do prac w gospodarstwie. Tę formę wypoczynku preferują rodziny z dużych aglomeracji, głównie z Warszawy. Najwięcej kwater agroturystycznych jest w gminach położonych na północ od Suwałk. Wynajmowanie pokoi stanowi istotne źródło dochodów wiejskich rodzin.
Ń Aby powstało gospodarstwo agroturystyczne musi być zachowany odpowiedni standard: łazienki, prysznice, komfort. Cisza i spokój to niezbędny dodatek, który sam czasem nie wystarcza Ń stwierdził niedawno publicznie wójt Jeleniewa, Kazimierz Urynowicz.
Wielu gości chce zerwać z wypoczynkiem, polegającym na wylegiwaniu się godzinami na słońcu, popijaniu piwa i jedzeniu smażonych ryb. Stąd zainteresowanie tzw. turystyką aktywną lub kwalifikowaną. Np. PTTK proponuje piesze wędrówki na szlakach, liczących w sumie około 1200 km (tylko na Suwalszczyźnie), ogólnopolski rajd po Wigierskim Parku Narodowym (konno, na rowerze, na piechotę i kajakiem Ń już w tej chwili) oraz liczne imprezy żeglarskie. Przygotowano też 11 propozycji tanich, jednodniowych wycieczek krajoznawczych dla dzieci i młodzieży. Oddział Polskiego Towarzystwa Schronisk Młodzieżowych zaprasza na osiem rajdów pieszych pn. "Suwalszczyzna -moja mała ojczyzna". Wspomniana już SIRT zamierza jeszcze w czerwcu udostępnić modelowy ośrodek wiejskiej bazy noclegowej "Maniówka" w Nowej Wsi koło Suwałk. Ośrodek będzie przystosowany do obsługi osób niepełnosprawnych. W planach jest m.in. hipoterapia.
Wigierski Park Narodowy można zwiedzać po wytyczonych ścieżkach przyrodniczo-edukacyjnych Ń "Las", "Suchary" i "Płazy". Nad Zatoką Słupiańską na jez. Wigry, organizowane są już "zielony szkoły". Centrum Promocji Suwalszczyzny proponuje spływy kajakowe i obozy wędrowne. Suwałki starają się też dogonić Giżycko i Augustów pod względem różnorodności i ważności imprez kulturalnych. W tym roku można spodziewać się m.in. festiwali: międzynarodowego Ń ludowych zespołów tanecznych "Młodzież dla Europy", "Wiosło Jaćwinga", pieśni chóralnej, XX Suwalskiego Lata Muzycznego i... koncertu muzycznego z okazji 100. rocznicy powstania Banku Spółdzielczego.
Gazeta Współczesna


Na Rekowskim szlaku
W lipcu turyści będą mogli podziwiać urocze zakątki w okolicach Jeziora Rekowskiego i Płoczycy poruszając się po specjalnie wytyczonych szlakach.
Turystów w te miejsca przyciągają nie tylko jeziora lobeliowe, ale i torfowiska z unikatową roślinnością. W obawie jednak przed degradacją cennych przyrodniczo terenów Urząd Miejski w Bytowie zlecił opracowanie programu ich ochrony. Połowę środków w wysokości 126 tys. zł przekazał na ten cel EkoFundusz.
Program jest już gotowy, a 16.05. w okolicach jezior przeprowadzono wizję lokalną. W jej czasie ustalono, którędy będą przebiegać szlaki dla turystów. Z myślą o nich powstaną dwie ścieżki o łącznej długości 15 km oraz punkt informacyjny. Ukażą się również specjalny, 30-stronicowy folder i półgodzinny film przeznaczony na pokazy na targach turystycznych i dla szkół. - Rekowo ze swoim bogactwem przyrodniczym jest ewenementem w skali europejskiej - mówił nam autor programu, Zygmunt Wacławczyk z Uniwersytetu Gdańskiego.
W połowie czerwca kontrolerzy z EkoFunduszu ocenią sposób, w jaki wykorzystano ich pieniądze. Jeżeli wydadzą pozytywną opinię, jest szansa na kolejne dotacje. Szlaki wokół Rekowa mają być udostępnione turystom na początku lipca.
Kurier Bytowski

Wielorybia tragedia
Ponad 60 wielorybów poniosło smierć w Zatoce Meksykańskiej, kiedy zagubiły się u wybrzeży regionu Campeche - poinformowały miejscowe władze. Specjaliści uważają, że wieloryby straciły orientację po śmierci przewodnika stada lub też padły ofiarą pasożytów, które zaatakowały ich organy słuchu. Zapuściły się one do strefy, gdzie normalnie wieloryby nigdy nie pływają.
Miejscowi rybacy próbowali ocalić zwierzęta - było ich ogółem około 80 - i w ciągu 48 godzin udało im się skierować na pełne morze 19 wielorybów.
Na przestrzeni około 10 kilometrów znaleziono ciała 60 zdechłych wielorybów, które rozkładając się mogą zatruć wody przybrzeżne.
PAP


Ciuchcią przez puszczę
Dyrekcja Wigierskiego Parku Narodowego, wspólnie z prywatnym inwestorem, przygotowuje uruchomienie kolejki wąskotorowej. Wagoniki będą wozić turystów na trasie z Płociczna do Bryzgla. Trwa porządkowanie starego, od lat nie używanego torowiska.
Kolejkę wcześniej wykorzystywali leśnicy. W ostatnich czasach szyny rdzewiały lub były rozkradane przez złomiarzy. Jeszcze nie wiadomo, czy suwalska ciuchcia już w tym sezonie wyruszy na trasę.
Ń I dyrekcja parku, i lasy państwowe popierają inwestycję. Na szczęście, ocalały lokomotywa i wagoniki. W tej chwili są remontowane w Hajnówce. Obawiam się jednak, że nowy właściciel kolejki nie zdąży przed wakacjami. Ale w przyszłym roku wszyscy chętni będą mogli kupić bilet i podróżować ciuchcią po puszczy Ń mówi Zdzisław Szkiruć, dyrektor Wigierskiego Parku Narodowego. (...)
Z myślą o wczasowiczach administracja WPN angażuje się w modernizację istniejącej bazy PTTK w Starym Folwarku i Gawrych Rudzie. Mieszkańcy okolicznych wsi mogli uczestniczyć w kursach przewodników. Trwają prymiarki do utworzenia Muzeum im. Alfreda Lityńskiego. We współpracy z instytucjami rządowymi i samorządowymi powstanie Ośrodek Rozwoju Zrównoważonego i Centrum Energii Odnawialnych.
Park, to także 190 km oznakowanych szlaków turystycznych. Odpowiedzialni za ich utrzymanie tradycyjnie narzekają na wandali. Przy szlakach postawiono wieże widokowe w Gawrych Rudzie, Starym Folwarku i Tartaku; kolejne budują się w Nowej Wsi i Wiatrołuży. Urządzono trzy ścieżki edukacyjne o nazwach Las, Suchary i Płazy. Park współorganizuje popularne nie tylko w regionie imprezy, m.in. rajdy i regaty.
Gazeta Współczesna


Wypłynęła barka solna
W 700-kilometrowy rejs w dół Wisły szlakiem historycznych spławów solnych wypłynęła w niedzielę z Krakowa specjalna barka. Na jej pokładzie zaprezentowano wystawę "Sól dla Rzeczypospolitej".
Ekspozycję pokazującą dzieje polskiej soli, związanego z nią przemysłu i handlu będzie można oglądać po drodze w dziesięciu miastach. Barka zacumuje w Niepołomicach, Sandomierzu, Zawichoście, Kazimierzu Dolnym, Puławach, Warszawie, Płocku, Nieszawie, Toruniu i Bydgoszczy.
Wystawa pokazuje rozmach produkcyjny i organizacyjny żup krakowskich, w skład których wchodziły kopalnie i warzelnie soli w Wieliczce i Bochni. Było to największe przedsiębiorstwo dawnej Rzeczypospolitej z siecią ponad czterdziestu królewskich składów solnych.
Na barce obejrzeć można m.in. okazy solne, oryginalne narzędzia górnicze i formy handlowe soli (jak np. bałwany i sól krucha beczkowana), model kieratu służącego do wydobywania soli z kopalni oraz modele statków rzecznych.
Spław potrwa do 26 czerwca.
PAP


Port się czyści
Zanieczyszczenia ze statków są utylizowane w nowej oczyszczalni na Ostrowie Grabowskim. Inwestycja składa się z dwóch odrębnych ciągów technologicznych służących do oczyszczania zanieczyszczeń ropopochodnych oraz ziarnistych pochodzących z mycia ładowni statków. Aby umożliwić przyjmowanie zanieczyszczeń ze statków, wybudowano przystań dla barek oraz stanowisko odbiorcze dla autocystern. Przepływ ścieków z barek i autocystern do oczyszczalni podlega komputerowej rejestracji.
Odseparowany w wyniku procesu oczyszczania olej zabierany jest do rafinerii w Jedliczach do dalszego przerobu i uszlachetnienia.
Łączny koszt instalacji wynosi 9,4 mln zł. Oczyszczalnia powstała dzięki środkom funduszu PHARE, Szwedzkiej Agencji Rozwoju SIDA, Wojewódzkiego Funduszu Rozwoju Środowiska w Szczecinie oraz spółki Międzyodrze.
Gazeta na Pomorzu, dodatek do Gazety Wyborczej


W lesie i nad wodą
Ziemia Bytowska oferuje turystom kilkanaście ośrodków wczasowych i kilkadziesiąt gospodarstw agroturystycznych. Standard jest różny, ceny również.
Ośrodek "Kłączno" zaprasza gości na 2-tygodniowe wczasy za 700 zł. Podczas pobytu organizuje disco-dancingi, ogniska z pieczeniem barana, przejażdżki konne, zawody sportowe oraz inne atrakcje. "Kaszubski Bór" w Sominach poleca głównie 2-tygodniowe kolonie za 880 zł. Opłaty za indywidualny pobyt wahają się od 600 do 1 tys. zł w zależności od komfortu. Ośrodek oferuje przede wszystkim wczasy w siodle. Goście wypoczywający w Sominach mają do dyspozycji sprzęt wodny, mogą też uczestniczyć w zajęciach teatralnych, pokazach rycerskich. W somińskim "Uroczysku" można wypocząć już za 38 zł za dobę. Szczególną atrakcją są imprezy przy piecu chlebowym, dla gości otwarta jest też galeria. "Miechowice" w Kłącznie polecają wczasy dla osób prywatnych w cenie 52 zł za dobę (z wyżywieniem) oraz kolonie dla grup zorganizowanych - 35 zł. Wczasowicze mogą skorzystać z boiska bądź popływać kajakiem czy rowerem wodnym.
Pobliski "Elektromontaż" oferuje wczasy za 74 zł za dzień z pełnym wyżywieniem. Poza czystym powietrzem i wodą do dyspozycji jest sprzęt sportowy. Ośrodek "Shipcontrol" w Studzienicach pensjonariuszom udostępnia na 14 dni drewniane domki w cenie 1,4 tys. zł (bez wyżywienia). "Grzybia Dąbrowa" w Czarnej Dąbrowie dysponuje 2-, 3- i 4-osobowymi pokojami o różnym standardzie. Turyści chcący tutaj spędzić urlop zapłacą od 412 do 756 zł za dwa tygodnie. "Skierka" w Grabowie organizuje dla letników zawody sportowe, konkurs tańca oraz ogniska. Oferuje wszelkiego rodzaju sprzęt wodny pod nadzorem bosmana i ratownika. Pełna stawka za dobę wynosi 68 zł. "Dal-Sol" we Frydrychowie poleca 2-tygodniowe kolonie za 720 zł. Inni turyści wypoczną tu w cenie od 690 do 800 zł.
Coraz bardziej popularną formą wypoczynku jest urlop w gospodarstwach agroturystycznych, gdzie letnicy mogą w pełni korzystać z wiejskiego klimatu. Każde z takich gospodarstw stara się przyciągnąć gości czymś szczególnym. Np. jeden z gospodarzy z Kłączna swoim letnikom organizuje koncerty, na których występują kapele: żydowska, ukraińska i oczywiście kaszubska. W ofercie ma też spływy kajakowe. Widać ta forma rozrywki się podoba, bo nie dysponuje już wolnymi miejscami na tegoroczny sezon. Z kolei jedno z gospodarstw agroturystycznych z Rokit poleca ryby. Jego specjalnością jest pstrąg. Można tam również pojeździć konno na oklep i bryczką. Koszt pobytu waha się od 20 do 40 zł za dobę.
Kurier Bytowski
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusPrzynęty wędkarskieSystemy CMSPozycjonowanie stron WWWStowarzyszenie Wędkarzy InternautówSznury galowe OSP