Przede wszystkim muszkarze wiedzą, że łowić z łbem zanurzonym pod wodą się nie da. Ci, którzy otwarci są na naturę, zagapiają się na nadwodny świat bez względu na uprawianą metodę. Więc trochę o tym, co w pobliżu nas...
 
  NR 42      1 CZERWCA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałcz
 
NA RYBY PRZEZ KUCHNIĘ
     Ten miesiąc musi się zrewanżować za wiosnę. Inaczej będzie niesprawiedliwie. Przede wszystkim ciepłymi nocami, zamglonymi i bezwietrznymi świtami, parnymi zmierzchami, podczas których życie będzie wrzeć na powierzchni wody. Czerwiec jest miesiącem wędkarskiej wolności, bo choć brzany jeszcze chronione przez trzy dekady, choć kilka gatunków jeszcze się dociera, to przecież można brać na celownik wszystko, co się rusza w wodzie i jest duże.

     Przed wędkarzem noce krótkie niczym ziewnięcie. Biorąc pod uwagę fakt, że nocne spinningowanie, nocne spławikowanie robi się coraz popularniejsze - nie warto wracać do domu. Trzeba zdrzemnąć się w zabezpieczonym od rosy śpiworze, by być nad wodą na przełomie dnia i nocy, w czasie, kiedy szansa na spotkanie z rybą największa.
     Czerwcowe świty umożliwiają przeżycie tej wędkarskiej przygody, o której śnić się będzie za kilka miesięcy, gdy już nadejdzie jesień ze swoją nieprzychylnością dla ludzi wody. To właśnie o brzasku złowić można w godzinę komplet sandaczy, szczupaków czy wiaderko okoni. Zdarzyć się może seans z jaziami czy ogromnym kleniem, który z płycizn schodzi w swoje śródrzeczne pielesze. Dla łowców pstrąga - ryby coraz trudniejszej do podejścia - właśnie przełom nocy i dnia niesie szansę. Rzecz dotyczy także trotki i ryby-ducha: głowacicy.
     Czerwiec jest przychylny nawet tym, którzy nie kochają porannego wstawania. Klenie biorą przez cały dzień - te mniejsze wszędzie niemal, te duże należy podejść, ale nie jest to wcale takie trudne, jak twierdzili autorzy sprzed lat. Także jazie potrafią być głodne w samo południe. Okonia i szczupaka można wywabić z kryjówek także podczas skwaru, nawet rapa, o której mówi się, że trudna jest w czerwcu, potrafi w dobrą wahadłówką bić nawet kilkakrotnie.
     Przed wędkarzami znad większych rzek jest jeszcze janówka, przybór czerwcowy, moment, kiedy ostatnie śniegi przegrywają z latem. Na tym przyborze łowi się wszystko. To czas, kiedy gościem na wędce może być certa, świnka, niebrzydki leszcz czy kilka pod rząd pazernych krąpi. Wędkarze ze zbiorników przy elektrociepłowniach spotykają się z karpiami, jeziorowcy na całego łowią agresywne wzdręgi...
     Czego w czerwcu możemy sobie życzyć? Ano wyrozumiałości rodzin, dobrych współtowarzyszy wypraw, znajomego lekarza od zwolnień lekarskich, podczas których wolno chodzić i pobłażliwości szefów, którzy znoszą nasze niedospanie.

SUROWA POSPOLITOŚĆ

     Wyrozumiałość rodzin można sobie zapewnić zawczasu. Starym, wypróbowanym wczesną wiosną sposobem. Trzeba mianowicie wywieźć naszych najbliższych do lasu, na grzyby... Oczywiście, do takiego, który leży nad wodą. I nic to, że będzie to ich pierwsze czy drugie grzybobranie w życiu. Są grzybki, których nie sposób pomylić z innymi.
     Na przykład... purchawki. Tak, tak, te brązowe, wyschnięte worki na zarodniki doskonale nadają się do jedzenia. Rzecz jasna, nie w stadium zworkowacenia, lecz gdy są młode, jędrne, białe. W tym stadium smaczne są nawet na surowo, czarując podniebienie smakiem lekko... orzechowym. Jeszcze lepsze są smażone, można je także gotować, a następnie zastosować jako składnik sałatek, potrawek mięsnych czy nawet twarogu.
     Gatunków purchawek jest wiele. Należą one do kilku rodzajów kurzawek, czyli byczych jaj, czasznic i innych. Niektóre z nich osiągają rozmiary sporego grejpfruta czy nawet - jak purchawica olbrzymia - dyni. Ta ostatnia jest zresztą pod ochroną i zrywać jej nie wolno.
     Na giganty jednak czas przyjdzie później: latem, jesienią. Teraz, w czerwcu, zadowolić się trzeba "drobnicą" - czerniejącą Bovista nigrescens, malutką Bovista pusilla czy czasznicą workowata Calvatia excipuliformis. W ciągu lata i na jesieni można zbierać już wszystkie gatunki.
     A jeśli rodzinkę mamy konserwatywną i na purchawki namówić się nie da - też nic straconego. Pokazują się już w lesie pierwsze gołąbki, grzybki dobre tak dla początkujących, jak i dla wytrawnych zbieraczy. Wystarczy spróbować na miejscu, by ocenić, czy dany gołąbek nadaje się do jedzenia: osobniki niejadalne mają zawsze piekący smak. Z wczesnych gołąbków warto pochodzić za modrożółtym i błotnym. Ich kapelusze - pierwszy zielonkawy, miejscami podbarwiony żółto i niebiesko, drugi ceglasty - mogą osiągać nawet rozmiary dłoni! I znaleźć je można praktycznie wszędzie, modrożółty upodobał sobie bowiem lasy liściaste, błotny zaś iglaste i pełne wrzosów.

NOBLESSE OBLIGUE

     No tak, ale kapelusze gołąbków są pod spodem blaszkowate... Niektórzy ludzie wyznają zaś zasadę, że wszystko, co ma blaszki - to wróg. Cóż, pozostaje im współczuć (gołąbek jest naprawdę pysznym grzybkiem) i zaproponować wyjście ultraszlachetne. Borowika oraz jego krewnych i znajomych.
     Na typowego borowika szlachetnego natknąć się będzie jeszcze trudno. Ale w lasach rośnie już jego bliski kuzyn - borowik usiatkowany, dający tyle samo frajdy, a może nawet więcej. Nie dość bowiem, że owocuje wcześniej, to i owocniki ma okazalsze... Trzeba jednak uważać, by nie pomylić go (ani innych prawdziwków) z zakałą grzybiego rodu, goryczakiem żółciowym, który po mistrzowsku prawdziwki udaje. Na szczęście nie do końca udał mu się kamuflaż: nasz goryczak ma na trzonie brunatną siateczkę, na starość różowieją mu pory, no i jest wściekle gorzki w smaku. A autentyk - wiadomo: siateczka jasna, pory żółkną, smak zachęcający...
     Nie da się też pomylić goryczaka z piaskowcem modrym, najbardziej chyba niedocenianym przez grzybiarzy borowikowatym. Kapelusz i trzon ma piaskowiec w kolorze - a jakże - piaskowym, w górze trzonu zauważyć można niewielkie zwężenie, zaś wnętrze grzybka jest watowate, z pustymi komorami. A gdyby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości - wystarczy grzybka zranić. Uszkodzone miejsce stanie się natychmiast granatowe. Nie na darmo niektórzy zwą go pieszczotliwie siniaczkiem... A inni zaś właśnie przez tę cechę wystrzegają się smakołyku, sądząc, jakoby zabarwiał potrawę na granatowo. Nie zabarwia, o czym naprawdę warto się przekonać, dusząc go na patelni z cebulką...
     Maniacy marynat też znajdą teraz coś dla siebie - powolutku zaczyna się czas maślaków. Na początku czerwca spotkać można w lesie maślaka zwyczajnego, tego z osłonką pod kapeluszem, i ziarnistego: bez osłonki, ale za to z kropelkami soku. Szkoda tylko, że na najpiękniejszego z nich, żółtego czyli tzw. strojnego, trzeba jeszcze trochę poczekać... Ale jest na co! Nie darmo po łacinie grzybek ten zwie się Suillus elegans. Elegans ma żółtopomarańczowe owocniki i osłonkę pod kapeluszem, a jako miejsce owocowania i nie tylko upodobał sobie modrzewie. Do tego stopnia, że obecnie dąży się do sprzedaży sadzonek tego drzewa wraz z grzybnią maślaczka. Ponoć w jego towarzystwie o wiele lepiej rosną...

JEŚLI NIE LAS, TO...

     A jeśli za współtowarzysza mamy osobnika nie dość, że nastawionego antywędkarsko, to jeszcze za nic nie wchodzącego samemu do lasu? Ano, wtedy przed wędkarskim polowaniem wypychamy go delikatnie na pola i łąki. Zaczynają się już pokazywać pierwsze pieczarki...
     Pieczarek jest około 60 gatunków, od bardzo małych do wielkich. Rosną wszędzie: od wspomnianych pól i łąk, przez zarośla, parki, miejskie trawniki aż po lasy. Niektóre z nich pachną pięknie... pieczarkami, jak pieczarka polna czy anyżkiem, jak biaława polna.
     Wszystkie pieczarki mają trzonki z pierścieniem, ale - uwaga - nie wyrastającym z pochwy, oraz blaszki początkowo różowiejące, a potem nawet brązowe. Gdy się spojrzy na nie w ten sposób, widmo pomyłki z muchomorem sromotnikowym zniknie. Ten ostatni ma trzon wyrastający z pochwy i zawsze białe blaszki.
     Niektóre pieczarki nie nadają się do jedzenia. Łatwo je jednak odróżnić od dobrych, przywodzą bowiem na myśl aptekę: wydzielają obrzydliwą woń, coś jakby połączenie karbolu z jodoformem. Brrr. Nie sądzę, by ktoś przy zdrowych zmysłach pokusił się o taki łup i tak woniejącą w efekcie potrawę...
     A gdy nie będzie pieczarek, zawsze zostaje grzyb - pewniak, smaczny, choć wredny grzybek abstynentów - czernidłak kołpakowaty. Gdy pogoda jest mniej więcej normalna, przeoczyć go nie sposób. Gdy panuje susza, warto poszukać go przy martwych drzewach, przy pieńkach i przy kłodach. Zmurszałe drewno zatrzymuje wilgoć i wystarczy nawet kilka kropel, by pojawił się tam czernidłak i malutka kruchaweczka zaroślowa. Drobne to grzybki, ale smaczne. Nadają się do sałatek, zupy, smażenia i duszenia z cebulą...

POTRAWA DLA ZUCHWAŁYCH

     Na koniec coś dla odważnych. Wyprawa na muchomory.
     Muchomor czerwonawy jest gratką dla zbieracza. Amanita rubescens (nie mylić z czerwonym Amanita muscaria) rośnie zazwyczaj okazały i trudno go pomylić z innymi muchomorami - za trującego muchomora plamistego wziąć go można, i to z pewnym trudem, dopiero wtedy, gdy rośnie w wyjątkowo niesprzyjających warunkach. Rubescens ma zawsze odcień różowy, szczególnie widoczne jest to na miąższu u podstawy trzonu, oraz drobno, pionowo rowkowany pierścień na trzonie. Kapelusz naszego przysmaku ma barwę czerwonawo-szaro-brązową, popstrzoną, jak na muchomora przystało, jaśniej ubarwionymi kropkami. Nic bardziej różnego od popstrzonego na biało brązowego kapelusza muchomora plamistego czy jaskrawoczerwonego kapelusza w białe kropki muchomora czerwonego.
     Amanita rubescens rośnie na jasnych miejscach, głównie w lasach iglastych. Potrzebuje kilkunastominutowego gotowania lub smażenia, lecz nie trzeba przy tym odlewać wody. Doskonale smakuje lekko podgotowany, a następnie smażony - bez panierki lub w panierce, jak kto woli. Dobry jest też duszony. Wymaga kilkuminutowego gotowania lub smażenia, lecz bez odlewania wody. Doskonały jest smażony bez panierki lub panierowany, lecz po uprzednim podgotowaniu. Smaczny jest też duszony. Innym interesującym kulinarnie muchomorem jest mglejarka, zwana inaczej panienką. Na trzonie nie ma pierścienia, wyrasta on jednak z wyraźnej pochwy. Kapelusz może być brunatny, zółtobrunatny lub białawy i tak delikatny, że na jego brzegu przebijają blaszki. Lubią być gotowane, a w tej postaci służą jako dodatki do rozmaitych potraw lub same stają się potrawą, na przykład w sosie beszamelowym.
     Połamania kija i smacznego zarazem.

Gośka Jurczyszyn, (jaj)

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusWędkarstwo morskieAukcje wędkarskieOpenERPSystemy CMSmetki tekstylne i żakardowe