Budzi to straszną irytację - idziesz tak sobie wzdłuż rzeki i nie możesz wstrzelić się w dobre łowisko. A tu co kilkadziesiąt metrów siedzi sobie dziadek z bambusówką lub ruskim "gniomem" i dusi leszcze wielkie jak stodoła.
 
  NR 42      1 CZERWCA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałcz
 

Ruchliwość czerwonych robaków jest istotna w każdej porze roku, jednak wiosną pożądana jest szczególnie. Ryby chętniej przyglądają się wędkarskiej przynęcie, jeśli nie wisi ona smętnie na haczyku.

Można znacznie poprawić jędrność, apetyczność i ruchliwość dżdżownic, "przecierając" kupione lub wykopane robaki w drobnym wilgotnym piasku z dodatkiem odrobiny oleju jadalnego. Najlepiej słonecznikowego - ten zapach jest przez ryby uwielbiany i wabi dodatkowo.

Przed wyjściem nad wodę warto do pudełka z robakami dodać fusy z wypitej na śniadanie kawy; jeśli ktoś lubi neskę, to może łyżeczkę wsypać bezpośrednio do piachu. Jak się okazuje, kofeina działa nie tylko na układ nerwowy zaspanego wędkarza, także prymitywne pierścienice po kawie są bardziej ruchliwe i dłużej żyją na haku...
Prostota przystawki sprawdza się na rzekach w bardzo wielu sytuacjach. Tak naprawdę jest to jednak techika wieczorna - na tę chwilę, gdy zmęczone skwarem ryby zaczynają czynnie szukać pożywienia.

Zbliżają się wówczas do brzegów, gdzie bobrują na skrajach nurtu i stojącej wody, czyli w stanowiskach, w których naturalnie osadzają się substancje organiczne.

Przystawka to technika dla wrogów nęcenia, bowiem miejsce, w ktore się ją lokuje, jest niejako naturalnie zanęcone. Tu z pewnością podejdzie leszcz, stado krąpiaków, jaź czy gruntowa płoć.

Na przystawkę łowi się też brzany (oczywiście za miesiąc), certy, niekiedy wcale ładne klenie...
PRZYSTAWIĆ ROBALA
     Ty masz zgrabną wędeczkę dobrej firmy, spławiczek typu trabucco aż wydłubujący oczy barwą antenki, żyłeczkę cieniutką jak talia top-modelki, a złowiłeś tylko jazgarza i krąpia chudego jak emerycki portfel. Przypał, jednym słowem... A przecież wszystko robisz tak, jak wyczytałeś w tekstach największych mistrzów.

     Przepływaneczka doważona jest jak marzenie, na pierwszym stanowisku sondowałeś dno do ostatniego kamyka czy piaskowej muldy, wrzuciłeś zanętę za połowę twojego zaskórniaka...
     A potem szlag cię trafił i poszedłeś sobie wzdłuż rzeki, w co bardziej kuszącym - też wyczytanym - stanowisku spławiając zestaw przez kilkanaście minut.
     A oni tu, w drelichach, z papierochem przyklejonym do warg, w czapkach cyklistówkach, duszą leszcze wielkie takie... A może gdyby podszedł do jakiego sympatyczniej wyglądającego dziadka, gdybyś przyznał, że ci nie wychodzi, gdybyś próbę ponowił zbyty przez pierwszego, dowiedziałbyś się, że leszcze dziś trzymają się dna, że z opadu czy spływu brać im się nie chce, więc trzeba

przystawić robala...

     Przepływanka jest rzeczywiście metodą bardzo skuteczną. Nie wszędzie jednak i nie we wszystkich okolicznościach można ją stosować. Nie lubi nierównego, poszarpanego, sfałdowanego dna, a gdy na dodatek pełno w nim zaczepów, staje się dla wędkarza utrapieniem.
     Niejeden zawodnik, mistrz przepływanki, który źle wylosował stanowisko i trafił na takie dno, najchętniej przeciążyłby lub przynajmniej przegruntował zestaw. Niejeden uczyniłby to chętnie nawet na płaskim dnie, leżąca bowiem przynęta lepiej czasem wabi leszcze, które akurat całą ławicą przekopują dno, idąc pod prąd rzeki i nie dają się sprowokować do zmiany techniki jedzenia żadną zanętą.
     Na przegruntowanie zestawu nie zezwala jednak regulamin. Wyczynowcom robala przystawić nie wolno. Ty jednak możesz to uczynić i spokojnie konkurować z rzecznymi wyjadaczami. W swoim przepływankowym zestawie nie musisz zmieniać

niemal nic...

     Po pierwsze trzeba zaopatrzyć się w kilka, może nawet kilkanaście przelotowych ciężarków o różnej masie - powiedzmy od 5 g do "piętnasteczki". Dobrze, jeśli będą to łezki kalibrowane (z oznaczonym ciężarem) oraz wklejoną w kanalik igelitową koszulką (rureczką). Zakładam, że na przepływankę nastawiłeś się poważnie i dysponujesz spławikami o wyporności 7, 9 i 11 g. Jeżeli nie, to powinieneś je sobie zafundować i... natychmiast popsuć...
     Spławiki do przepływanki mają na ogół długie, metalowe antenki dolne, zwane kilami. Kil - i w spławiku, i w statku czy jachcie - służy do odpowiedniego balastowania, czyli ustawiania w jednakowym położeniu. Uczone księgi podają, że obniża się wówczas środek ciężkości balastowanej jednostki. Ale i sama jednostka - a więc i spławik przepływankowy - staje się cięższa. Przepływance to nie przeszkadza, ba, pomaga wręcz, ale dla przystawki jest zabójcze.
     Przyjrzyj się spławikom rzecznych przystawkarzy - są to najczęściej wycięte z twardego styropianu nieforemne bąble, nawet nie pomalowane. Są jednak cudem skuteczności - nie przytopi ich lada zawirowanie, przy śpieszenie nurtu, czy nawet jakie przepływające zielsko.
     Myślę, że wolisz łowić ładnie, więc po prostu

zadbaj o wyporność

estetycznie wykonanego spławika przepływankowego.
     Bardzo ostrożnie - za pomocą szczypiec lub niewielkich kombinerek - bez żadnych ruchów na boki, ograniczając się jedynie do kręcenia korpusem, usuń metalowy kil. Jeżeli tego nie potrafisz, to po prostu utnij go pół centymetra pod korpusem.
     To sposób "na leniucha"... Jeżeli jednak wyjmiesz drut, to z twardego, okrągłego drewienka (np. wykałaczki) wykonaj krótką dolną antenkę i wciśnij w korpus, smarując przedtem klejem "Kropelka" czy "Super Glue". Dopasuj potem igelitową koszulkę i twój przystawkowy spławik będzie gotów do sygnalizowania brań leszczy wielkich jak stodoła.
     Przystawka nie wymaga ciągłego

trzymania wędziska w dłoni,

chociaż z pewnością ręka na dolniku znacznie przyśpieszy zacięcie. Ileż razy martwota spławika, rozleniwienie powodują, że przegapia się potężne branie ryby życia, wiedzą ci, którzy na ryby uciekają przed prozą życia i codziennością - czyli praktycznie wszyscy. Ot, posiedzieć nad wodą, zagapić się na drugi brzeg... Ryby? To nie aż tak ważne...
     Ale przecież nawet czysto relakacyjna strona wędkarstwa, nawet skrajne "no kill" nie wymagają, by być wędkarzem niesprawnym, nieskutecznym. Nie każą czynić tego, co skuteczność eliminuje...
     Stare wędkarskie porzekadło mówi: "machaj wędą, ryby będą". To proste, ale mądre przysłowie. Trzymanie wędziska w dłoni i baczenie na to, by żyłka między spławikiem a szczytówką nie tworzyła zbyt wielkich łuków, by nie szlajała się po wodzie, jest sprawą dla twoje skuteczno ci niezmiernie istotną. Dobry wędkarz - i pamiętaj o tym zawsze - kontroluje swój zestaw od dolnika po grot haka. Samo wślepianie się w spławik czy inny sygnalizator nie wystarczy. Nawet celne podcięcie może skończyć się utratą ryby, jeżeli zapomni się o jakimś elemencie - może przeszkodzić w szczęśliwym lądowaniu pętelka na kołowrotku, zbyt mocno zaciśnięta śrucina, zadzior na przelotce czy po prostu źle wyregulowany hamulczyk szpuli.
     Wędzisko w dłoni jednak to nie tylko możliwość błyskawiczej reakcji na branie. To także

kwestia świadomego doboru

czy wyboru sprzętu. Marzenie o długim kiju może skończyć się nawet zapaleniem mięśni, jeżeli złapie się za najdłuższy teleskop, nieodpowiedni do sylwetki czy wagi wędkarza. Nie bez kozery najlepsi wędkarze pokreślają, że najważniejszą cechą dobrego kija - i dobrego sprzętu w ogóle - jest wygoda, komfort, przyjemność podczas łowienia. Nawet najwspanialsze, najdroższe wędzisko może okazać się narzędziem tortur, jeżeli będzie zbyt ciężkie, jeśli będzie miało zbyt długi dolnik, czy za nisko umieszczony uchwyt kołowrotka.
Jeśli po godzinie zachce ci się odłożyć kij, to będzie oznaczać, że daleko ci do miana dobrego wędkarza, że źle dobrałeś sprzęt. Nic takiego się nie stanie, masz prawo do błędu. I do poznania na własnej skórze, że prawdę prawi inne powiedzenie, głoszące: "łowić zaczyna się już w domu..."
     Sama

zasada wędkowania

prostsza jest od tabliczki mnożenia. Chodzi otóż o to, by... przystawić robaka. Przynęta musi na stałe spoczywać na dnie i nie być porywana przez nurt. Pamiętaj o tym, że rzeczne leszcze lubią przepływ wody i bardzo rzadko zapuszczają się stadnie w zastoiska. Sposób jest jeden - grunt należy tak ustawić, by był większy od głęboko ci łowiska. O ile?
     Nie ma niestety matematycznego wzoru, który za wędkarza odpowiadałby na to pytanie. Odpowiedzią natomiast jest zwykłe, ludzkie wygodnictwo. Najwygodniej jeżeli przynęta znajduje się już w nurcie, zaś spławiczek śpi sobie spokojnie na stojącej wodzie. Przypadkiem, wygodnictwo jest w całkowitej zgodzie z wędkarską wiedzą i praktyką - leszcze uwielbiają poruszać się wzdłuż granicy nurtu i spokojnej wody. Po prostu właśnie tam osadza się na dnie najwięcej smakołyków. I tam właśnie trzeba przystawić robala.

(jaj)

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusZdjęcia rybWszywki i metki odzieżoweForum wędkarskieMetki odzieżoweStowarzyszenie Wędkarzy Internautów