Artykuł, który poprzednio napisałem dla Tygodnika Wędkarskiego, jest tylko zaczątkiem tego, co pragnąłbym Wam opowiedzieć o kanadyjskim wędkowaniu. Dzisiaj chciałbym się podzielić moimi wyprawami na pstrągi. Ale nie tylko...
 
  NR 43      15 CZERWCA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 
BOW RIVER PO POLSKU
     Zacząć trzeba jednak od tego, jak to się dzieje, że w moim mieście są tak wspaniałe wędkarsko tereny. Rybność naszych łowisk to przede wszystkim efekt bardzo dokładnej i długoletniej kontroli rybostanu. Co rok, co miesiąc, a nawet codziennie każdy odcinek rzeki jest skrupulatnie badany, a wyniki tych badan widać w... corocznych zmianach w regulaminie. Są one zaś tak dokładne, że dotyczą półkilometrowych odcinków wody.

     A wszystko to po to, by nie przeszkadzać rybom w rozmnażaniu. W tym roku na przykład szokującą zmianą w regulaminie jest miesięczny zakaz łowienia na jeziorach i rzekach, nie dotyczący jedynie kilku odcinków na rzece Bow River. Ten właśnie zakaz sprawił, iż zacząłem się bliżej interesować pstrągami. Nigdy wcześniej nie przypuszczałem, że łowienie pstrągów może być tak pasjonujące... Czytając artykuły i wypowiedzi ludzi z Forum Wędkarskiego Rybiego Oka skompletowałem sprzęt (duża w tym zasługa Wojtka Kasiora). Moich kilka kopyt i woblery Salmo szybko zaczęły owocować. Już dziś mam na koncie kilka ładnych pstrągów. Rozmowy - przede wszystkim z ludźmi, którzy uprawiają fly fishing - doprowadziły mnie zaś do odkrywania coraz to nowych łowisk, których tutaj nie brakuje.
     Ostatnia wyprawa w nieznane, bo tak nazywam wyjazdy do miejsc, do których jeżdżę po raz pierwszy, zaniosła mnie 40 km od Calgary, do ujścia rzeki Highwood River do rzeki Bow River. Był to test nie tylko łowiska, ale i nowego sprzętu, ponieważ pierwszy raz łowiłem w spodniobutach. Obawa, towarzysząca mi przy wchodzeniu do rzeki, szybko prysła. Lodowata woda stała się przyjazna, a buty, podbite filcem, pozwoliły bezpiecznie i cicho poruszać się po kamienistym dnie. Pozostało obserwować i przyjąć taktykę.
     Stanąłem jakieś sto metrów za ujściem Highwood River. Niopodal wędkowało kilku muszkarzy. Woda głęboka i mocno mętna, od czasu do czasu widać było ataki pstrągów, lecz efekty były mizerne. Na cztery osoby z mojego brzegu ani jednego pstrąga. Po drugiej stronie łowiło przynajmniej ośmioro muszkarzy. Stanęli w połowie rzeki i rzucali swoje muchy w nurt, posługując się malutkim, okrągłym spławikiem. Metoda była skuteczna, pozwalała wyciągnać pstrągi jeden za drugim. Założyłem 5-centymetrową Rapalę Shad Rap i także posłałem ją za mętną wodę, w najszybszy nurt.
     Na efekt nie trzeba było czekać długo. Mocne uderzenie na środku rzeki, które wyraźnie odczułem na Lamiglasie, wywołało na mojej twarzy szeroki uśmiech. I choć ryba, zorientowawszy się w pomyłce, walczyła zacięcie, kombinacja Lamiglas - Daiwa, była nie do przejścia. Kilka odjazdów i ryba wylądowała na brzegu.
     Odhaczam rybę, wyciągam metr, mierzę - 50 cm. Nie jest to rekord, ale - naprawdę ładny pstrąg. Proszę obserwującego obok wędkarza o zrobienie zdjęcia i wypuszczam rybę do wody. Spokojny i zadowolony wracam na stanowisko, kilka rzutów i... nic. Zmieniam więc wobler na ośmiocentymetrowe kopyto. Nie mam przy sobie żadnej innej gumy, która potrafiłaby pracować w tak szybkim nurcie. Posyłam wabik kilka razy w wodę, wreszcie - ponowne uderzenie. Tym razem o wiele mocniejsze. Po paru sekundach czuję, że jest to mniejsza ryba. Szybki hol na wspaniale pracującym Lamiglasie, kilka terkotów hamulca i zdobycz ląduje na kamyczkach. Ponowne zdjęcie i pstrąg odzyskuje wolność.
     Wędkarscy sąsiedzi zaczynają się dopytywać o moje przynęty. Zaczynam opowiadać o polskich gumach i woblerach. Musze przyznać, że trudno jest tutejszych ludzi namówić do łowienia na coś innego, potrzebne są do tego dobre argumenty... Ja miałem takowe: dwie ryby.
     Nieraz byłem już w podobnej sytuacji i cieszę się z tego, że polskie wędkarstwo jest na wysokim poziomie. To dzięki właśnie Wam i waszym artykułom mogę doskonalić i osiągać coraz to lepsze wyniki. I dlatego chciałbym wszystkim serdecznie podziękować, powiedzieć Wam jak ważna jest dla kogoś wasza praca i wasze artykuły. Chciałbym także Wam powiedzieć, że jest w Calgary facet, który czyta, obserwuje i dopinguje Was wszystkich. Wiec jeżeli chociaż trochę podoba Wam się moje bazgranie, to na pewno napiszę do Was jeszcze nie raz. Może o moich wyprawach na jesiotry...?
     Jeżeli ktoś ma jakieś uwagi, sugestie lub chciałby się czegokolwiek dowiedzieć, może do mnie napisać na adres: mkkusinski@3web.net

Mario Kusiński

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusOdzież strażackaFundusz ETF - ciekawe linkiŻbikowskiŚwiat DrukuOpen source ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany Odoo