Mam przyjaciela, który nie wyobraża sobie weekendu bez machania sznurkiem. Mieszka w Warszawie, jest nauczycielem, wiec nie może co tydzień wyjeżdżać na pstrągowe wody.
 
  NR 43      15 CZERWCA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 
Wszystkie muszki pochodzą z naszego "anglojęzycznego" żartu pt.
"Best on Word Site for Schizophrenic Builders of Flies"
.
O ile jednak nasza "angielszczyzna" to dżołk, o tyle na muchy łowią się wcale niezłe rybki.
MÓJ PRZYJACIEL I RYBY
     Przyjaciel mój wychodzi ostatnio z założenia, że wcale nie te siurki są polem do popisu dla muszkarza. Łowi wszystkie drapieżniki, łącznie z sandaczem, nie ma sobie równych w łowieniu boleni. Poluje głównie na Wiśle, ale żeby nie wydać się dziwacznym, wybiera raczej odludne okolice między Łomną a Kazuniem.

     Wisła bardzo tam przyspiesza. Trudno spinningiscie prowadzić blachę. Natomiast muchę można bardzo precyzyjnie wprowadzić w kliny spokojnej wody tuż przy brzegu, gdzie grasują wcale przyzwoite bolenie. Białego lub czarno białego streamera z metalizującą lametą podaje mój przyjaciel niemal prostopadle do nurtu - i po wyprostowaniu sznura, pływającej siódemki - pozwala musze na długim przyponie dotrzeć w pobliże zastoiska.
     Tuż przed jego granicą zaczyna grać streamerem - wykonuje serię krótkich, 20 cm ściągnięć i odpuszczeń. Jako że na Wiśle nie obowiązują przepisy z wód górskich, pomaga sobie 3 gramową oliwką, założoną tuż przed streamerem, a nawet wiąże muchy na najlżejszych jigowych główkach, "przekręcając" przedtem hak o 180 stopni. To, co prawda, dla muszkarza nie honor, wiec najbardziej ortodoksyjnym można polecić zamiast tego rozwiązania - specjalistyczne linki łososiowe z ołowianą wplątką na końcu sznura lub podobne przypony. Pozwalają one na bardzo dalekie rzuty i prowadzenie streamera tuż pod powierzchnią wody nawet pod silny prąd. Choć przecież rzecz polega na tym samym - u mojego przyjaciela rolę drogiego, specjalistycznego bajeru spełnia przynęta wiązana na jigu.
     Najwspanialsze chwile spędziłem jako kibic

na przykosach wiślanych

przed mostem w Kazuniu. Bywały lata przy niżówkach, że dnia nie wystarczało na brodzenie po łachach, piaszczystych wysepkach, rozlewiskach. Na niektóre dostawaliśmy się pontonem. Raj dla muszkarza, żadnych drzew i krzaków za plecami... To właśnie tu widziałem po raz pierwszy 40 metrowe rzuty rolujące.
     Mój przyjaciel najchetniej stawał na samym przemiale ustalonej przykosy. Podawał kilka razy w górę rzeki, na płyciznę, poza zasięg boleni, po to, żeby wypuścić sznur z kołowrotka na maxa. Właściwy rzut - nieco w górę od kantu. Po wyprostowaniu linki wprowadzał ją w ten niewielki odcinek spowolnienia tuż za przemiałem i z kijem wzniesionym wysoko (ma łososiówkę na blanku talona - 3.60 m, bodaj 9 AFTMA) dość długimi pociągnięciami prowadził streamera wzdłuż kantu. I tu jawiła się pierwsza przewaga "wiślanej" muchówki nad spinningiem. Gruba linka, wprowadzona tuż za przemiał, trzymała się idealnie tego miejsca. Zawsze powstaje tam bowiem miniaturowy bełcik, który linkę przytrzymuje. Wystarczy wiec ściągać streamera, a on penetrować będzie dokładnie tę strefę, w którą biją rapy.
     Inną technika obławiał mój przyjaciel ujścia maleńkich strumyczków, które tworzą się na piaszczystych rozlewiskach. Jak wiecie, zawsze powstaje tam taki kurzawkowy, podwodny półwysep. Stawał na jednym z brzegów takiej przesaczki i podawał streamera na przeciwległy kraniec podwodnego cypla. Potem znów ściąganie i odpuszczanie z wysoko wzniesionym kijem. Streamer przez cały czas powinien znajdować się na samym bystrzu na przemiale. Nawet na dziesięciocentymerową wodę wyjdzie do niego trzykilowa rapa (woblerowcy, to także dla was informacja).
     Niekiedy piaszczyste labirynty tworzą się

wzdłuż szeregu główek.

     Choćby taka Odra... Ta rzeka to przede wszystkim ostrogi, tam piaszczystych rajów niemal tam nie uświadczysz... Mój muchowy przyjaciel nigdy nie wchodził na szczyt ostrogi. Zawsze zatrzymywał się kilka, kilkanaście metrów poniżej. Stawał na zapływie i podawał streamera w najszybszy nurt kilka metrów powyżej. I znów kij wysoko i znów "pompowanie" sznurem, przecięcie warkocza i długie ściągnięcia na wsteczce. Potem rzuty dłuższe, wypuszczanie sznura, niekiedy aż do pokładu. Linka tworzy piękny luk - trzyma ją wsteczny prąd przy czole główki, a resztę wysnuwa nurt. Sznur to nie żyłka 0.18, opór jest sztywny, wiec nawet na największym łuku zacięcie jest pewne, pewniejsze niż na spinningu.
     Tuż przed osiągnięciem podkładu wyrywał przyjaciel linkę z wody, przekładał ja w zastoisko, pozwalał sznurowi (znów szczytówka wysoko) na wyprostowanie i ściągał streamera długimi odcinkami, ale miedzy nimi robił dość długie, kilkusekundowe przerwy. Odnosiłem wrażenie, że właśnie wówczas podpływała do przynęty zaciekawiona rapa i gapiła się na opadające dziwadło. Ściągnięcie, ruch i atak. Kiedy na haku siadła ładna sztuka, darliśmy się obaj. On, bo ją miał, ja, bowiem czterokilowy boleń - a na końcu warkocza siadają właśnie takie - z miękką muchówką wyczynia rzeczy, od których kibicowi zamiera krew w żyłach.
     Na pstrągowe wody nie muszą wyruszać także ci, którym los nie dał w darze Wielkiej Rzeki. Wystarczy rozejrzeć się nieco po okolicy... Wszędzie tam, gdzie w "Informatorze" nie znajdzie się wód krainy pstrąga i lipienia, zaś te, które w nim są, już dawno zdechły lub zabił je człowiek, znaleźć można zupełnie

niewielkie i średnie rzeki,

w których mieszka kleń. Mają warszawiacy swoje Liwce, Mienie, Wkry czy Świdry, mają ludzie z Kujaw swe Notecie, piotrkowianie Grabię, mieszkańcy wyżyn Wisłokę, dolny San z dopływami, Wieprz... Gdy tak się rozejrzeć po najbliższej okolicy wszędzie, od Bałtyku po Tatry, zawsze znajdzie się piękną, naturalnie płynącą rzekę, w której wciąż jest zupełnie przyzwoita populacja zupełnie przyzwoitych kleni.
     To inna ryba od swoich pobratymców z rzek dużych czy nawet z powolnie toczących swe wody "średniówek". To ryba, która czuje swój dom, ma swoje miejsca, swoje ulubione potrawy. I bardzo na siebie uważa. To ten kleń, o którym stary mistrz Wyganowski pisał, że i czołgać się poń nie zawadzi. To ryba, która ani na jotę nie zmieniła się od czasów, gdy nasi dziadowie kleili muchówki z tonkinu.
     Gdzie szukać klenia? Nic prostszego pod słońcem. Ano, dokładnie tam, gdzie szukalibyśmy kropkowańca, gdyby takowy naszą rzeczkę zasiedlał. Kleń charakter ma identyczny, jak jego kropkowany kolega, kleń też kocha jeść jętkę, kleń nie lubi, gdy tupie mu się nad głową i łomoce po domu. My home is my castle - zdaje się mówić. Więc zakręty, przełomy, zwaliska, głazy, podmyte burty, dołki, korzenie olch i wierzb... Więc gałęzie zwisające nisko nad wodą, gdzie rzeka ukradła kawałek lądu dla siebie, głaszczące wręcz spowolniony w takich miejscach nurt... Te wirki, bełty, mikropłanie, bystrza, ten szum, ten zapach... I ta nadzieja, że oto zaraz walnie w kij, że pójdzie w zawady, że zamłynkuje... Szkoda tylko, że klenie - w przeciwieństwie do pstrągów - bardzo rzadko wykonują napowietrzne ewolucje. Ale jednak wykonują przecież...
     A przynęty, a wędzisko, a sznur - zapyta ktoś? Cóż, mamy już lato. Roi się jeszcze gdzieniegdzie jętka, fruwają nad wodą wszelkie inne robaczki... I fruwać będą przez inne ciepłe miesiące. Więc - sucha mucha. Duża sucha mucha, średnia, całkiem malutka, kacze zadki i inne wynalazki, białe, żółte, różowe, czarne, pastelowe i fluo... Spuszczane z prądem, drżące na sznurze, jakby miały za chwilę jednak zerwać się do lotu, wprowadzane pod gałęzie delikatnym łukiem, by po chwili zatonąć i odpłynąć, zupełnie niezgodnie z prawami Natury, pod wodą i pod prąd, wprost pod nogi stojącego na środku ciurka wędkarza...
     Na którą z nich połaszczy się czające się pod nawisem gałęzi klenisko, czy wolał będzie fluo czy kolorki stonowane, czy naturalny bieg rzeczy czy muszkę pseudomokrą - odpowiedź znajdziemy dopiero nad wodą. Być może na żadną - ale to nic straconego. Może zamiast klenia walnie w naszą muchę piękna, waleczna, zbierająca właśnie z powierzchni smakowite owady świnka?
     Tyle, że to już temat na następną opowieść...

Jacek Jóźwiak, mj

Tytuł tego tekstu nie został wymyślony przez nas. Zaczęrpnęliśmy go z okładki cudnej książki Kornela Filipowicza, zawierającej jedne z najpiękniejszych opowiadań wędkarskich, jakie ujrzały i przeczytały ludzkie oczy... - mj.
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusCMS eZ PublishWędkarstwoWszywki tekstylneOpenERPHydroizolacja - Izolacje fundamentów