Przede wszystkim muszkarze wiedzą, że łowić z łbem zanurzonym pod wodą się nie da. Ci, którzy otwarci są na naturę, zagapiają się na nadwodny świat bez względu na uprawianą metodę. Więc trochę o tym, co w pobliżu nas...
 
  NR 43      15 CZERWCA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałcz
 
PTASIA KANIKUŁA
     Wiosna już prawie za nami. Astronomicznie rzecz biorąc. W praktyce bowiem wszyscy wiemy, jak jest - fala upału za falą upału... I lato panuje nam - nie licząc drobnych potknięć - już od połowy maja. W czas kanikuły wylatuje z domów młódź. Na obozy, na kolonie, pod namiot z przyjaciółmi... Zmęczeni rodzice mają chwilę dla siebie. Mogą odsapnąć, poszaleć, a nawet naprawić zniszczenia wynikłe z posiadania młodzi, czyli zrobić remont.

     Nie tylko ludzka to cecha, że wakacje dają dorosłym czas tylko dla siebie. Wraz z ludźmi cieszą się z lata i ptaki.
     Zanim jednak do radości dojdzie, trzeba się nieźle nalatać...
     Najpierw trzeba mieć przecież jakiś dom. Ptaki są jak Amerykanie: nie lubią budowli trwałych, lubią za to nowe... Przyczyna jest prosta: nie od dziś wiadomo, że prawdziwy mężczyzna musi między innymi zbudować dom. A ptaki to widocznie supersamce - budowa gniazda to część ich godowego rytuału.
     Jak wiadomo, gniazdo gniazdu nierówne. Bywa, że jaja składane są wprost na piach, bywa, że ażurowa konstrukcja chwieje się i trzęsie, a bywa, że skrzydlata przyszłość spoczywa w glinianej twierdzy. Sieweczki, mewy i rybitwy kierują się przy budowie warunkami zewnętrznymi. W latach suszy faktycznie nie zawracają sobie głowy robieniem czegokowiek poza dołkiem, gdy jednak przychodzi powódź, jaja spoczywają nawet na ponadpółmetrowych konstrukcjach z patyków, łodyg i traw. I wyglądają o wiele stabilniej od gniaz gołębi, które za dom uznają kilka luźno skleconych ze sobą patyków. Jeśli zadrzemy głowę pod takim gniazdem, bez trudu ujrzymy dwa białe jajka. Ale do czasu. Gdy pojawią się młode, gniazdo zdecydowanie się wzmocni. Pisklęta bowiem, wydalając kał, "murują" jego konstrukcję.
     Na przeciwnym praktykom biegunie znajdują się artyści. Ptaki śpiewające na przykład zawieszają na krzakach koszyczki albo stawiają je bezpośrednio na ziemi. Krukowate tworzą trzywarstwowe budowle, wysłane wewnątrz delikatnymi częściami roślin. Drozdy śpiewaki wręcz je wykleja: gładką, żółtawą substancją przypominającą tekturę, powstałą z próchna i śliny. No, i nie ma większego architekta od remiza. Ptaszek ten buduje gniazda kuliste, zamknięte - ale z korytarzykiem. Całość wisi na końcu cieniutkiej gałązki i jest wyściełana puchem.
     Nie tylko remiz lubi kształt kuli. Preferują go i wróble, i wójciki, i raniuszki, i strzyżyk, który przy okazji jest maksymalistą - ten najmniejszy z naszych ptaszków ma dom wielkości ludzkiej głowy!

RYWALKA W PLASTELINIE

     Pisklaki w naszym klimacie potrafią siedzieć w jajku nawet półtora miesiąca. Na domiar złego, choć samica składa z reguły jedno jajo dziennie - wszystkie młode wylęgają się zazwyczaj równocześnie! I bywa, że matka musi radzić sobie z nimi sama, a niekiedy nawet potomstwo jej narażone jest na wielkie niebezpieczeństwo. Dlaczego? Ano, ma nieszczęście posiadać pisklaki "nieślubne".
     A wszystko przez samczą rozpustę.
     Wszyscy znamy trzciniaka. Ten pospolity ptaszek z rodziny pokrzewkowatych nie umie utrzymać łap z dala od atrakcyjnej kobiety. Zazwyczaj więc na ich terytorium gniazduje po kilka samic, będących partnerkami tego jednego trzciniaka. A że ptaszek to iście niefrasobliwy, bawi się on ze swymi paniami doskonale. Do czasu jednak. Gdy przychodzi czas ojcostwa, wychodzi z trzciniaka jego wygodnicka natura. Jak przedtem chętnie nurzał się w uciechach swego haremu, tak teraz poczuwa się tylko do jednego gniazda. Tego, w którym małe pojawią się jako pierwsze...
     Bardzo to podobne to ludzkich obyczajów... O ile jednak panie człowiecze zazwyczaj cierpią w milczeniu, co najwyżej pobierając od zwolennika braku więzów ekwiwalent za jego nieobecność w gotówce, o tyle panie - trzciniaki są zwolenniczkami posiadania samca za wszelką cenę. I dlatego muszą brać sprawy w swoje skrzydła tak szybko, jak się tylko da - czyli przed wykluciem młodych.
     Jest na to tylko jeden sposób - młode rywalki po prostu wykluć się nie mogą. Jajka "tych drugich" muszą zostać rozbite.
     Przez długi czas jednakże niecnego procederu pań - trzciniaków można się było jedynie domyślać. I pewnie byłoby tak do dziś, gdyby nie szwedzcy naukowcy, którzy postanowili udowodnić samicom pisklakobójstwo również posługując się niekonwencjonalnymi metodami. Sięgnęli do oszustwa. Wiosną, jeszcze przed przylotem trzciniaków, na gniazdowiskach podrzucono gniazda z plastelinowymi jajami. Jeśli teoria była prawdziwa, samice powinny rozprawić się z plasteliną bez pardonu, przy okazji pozostawiając w miękkiej masie wyraźne dowody swoich czynów.
     Panie trzciniaków dały się nabrać na podstęp. Jedna trzecia "lęgów" nosiła ślady ich dziobów.
     Co to zazdrość robi z ptaka...

PUK, PUK, TO JA

     Jaja złożone - czas się kluć. Nie jest to proces szczególnie skomplikowany - ot, specjalnym zębem robi się dziurę w skorupie, oddycha przez kilka godzin powietrzem, wresczie wierci sie, wierci i wyłazi - ale za to gadatliwy. Najpóźniej na kilka godzin przed właściwym czasem (a bywa, że na kilka dni) spod skorupki zaczynają dochodzić popiskiwania. Rodzice odpowiadają, więc pisklę znów piszczy. I tak do skutku...
     Pisklak wykluwa się pisklakowi nierówny. Jeden jest opierzony jak trzeba, chwilę po wykluciu wyrywa się z gniazda, biega jak wściekły, i w ogóle jest utrapieniem swoich rodziców, drugie są ślepe, łyse i całkiem niedołężne. Nic dziwnego, że naukowcy podzielili ptaszki na dwie grupy: zagniazdowniki i gniazdowniki. Te pierwsze, to, jak wskazuje nazwa - właśnie te sprawne. Znamy je wszyscy, to choćby nasze poczciwe kaczki, ale nie tylko. Poza nadzwyczajną sprawnością łączy je jeszcze jedno - uznają za rodzica-przewodnika tego, kogo ujrzą koło siebie tuż po wykluciu - psa, kota, człowieka, owcę...
     Zagniazdowniki opuszczają gniazdo tak szybko jak się da, choćby i w kilka godzin po wykluciu, jak małe kuraków albo następnego dnia, jak małe perkozy, żurawie i siewki. Niektóre, jak małe mewy i rybitwy, trzymają się wprawdzie w pobliżu gniazda-stołówki, ale całkowicie nie przeszkadza im to samodzielnych kąpielach...
     Gniazdowniki - kraski, dudki, dzięcioły, zimorodki, gołębie czy wróble - mają zupełnie inaczej. Są ślepe i nagie - więc nie wyjdą z gniazda. mają za to doskonały słuch i wrażliwość. Nie tylko usłyszą najlżejszy szmer, ale i cień padający na ich dziuplę czy gniazdo! A wtedy... Nie, nie, nie atakują. Nie potrafią przecież. Wtedy dostają... przypływu apetytu i, wyciągając w górę wielkie dzioby, czekają, aż smakowity kąsek wpadnie im od rodziców. Trwa to tak długo, aż urosną, opierzą się i będą gotowe do poznania zewnętrznego świata.
     Istnieje także wśród ptaków forma pośrednia: półgniazdowniki. To ptaki brodzące, drapieżne, sowy... Choć wykluwają się ślepe, szybko otwierają oczy, na dodatek przychodzą na świat pokryte puchem, potrafią bronić się przed wrogiem, a pokarm rodzice mogą im po prostu wrzucić do gniazda - nie trzeba ich karmić.

SZKOŁA LATANIA

     Pisklęta gniazdowników przez pierwsze dni życia poza skorupą zachowują się dość monotematycznie: rosną, rosną, rosną... Głównie w nogach. Wystarczy pięć dni, by maluchy były nie do ruszenia - gdy zacisną paluchy na wyściółce, niestraszny im nawet największy wiatr. Potem zaczynają także widzieć. Mniej więcej po 12 dniach niektóre z nich - jak na przykład małe wróblowate - są gotowe do opuszczenia gniazda.
     Przychodzi czas nauki.
     Na szczęście ptaki - rodzice nie muszą uczyć swoich dzieci dosłownie wszystkiego. Małe - wbrew temu, co się pwszechnie sądzi, potrafią doskonale latać, trafić na zimowisko. Trzeba je tylko podszkolić, pokazać różne kruczki, jak szybowanie i inne akrobacje. Prawdziwym wyzwaniem jest czynność zdałoby się, prozaiczna - jedzenie. Bo jedzenie przestaje przychodzić do maluchów. To maluchy muszą po nie pójść.
     To naprawdę prawdziwa sztuka. Dość powiedzieć, że w tym czasie ginie nawet połowa młodych, a bywa (na przykład wśród kosów) że liczba sięga 70 procent... A potem - cóż. Potem kończy się dzieciństwo. A dla rodziców zaczynają się wakacje...

Gośka Jurczyszyn

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusSklep wędkarskiSystemy CMSOpenERPOsuszanie bydynków - izolacja pionowaFishing