Trzy są momenty związane z największą rybą polskich rzek, które odbierają dech w piersiach, sprowadzają na wędkarza osłupienie. Niezapomniany to widok - straszna gęba zniknęła już w toni, ale sum nadal trwa...
 
  NR 44      WYDANIE SPECJALNE
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 
KWOK, KWOK, KWOK...
     Najtwardszego nawet macho wytrącić musi z równowagi odgłos sumów żerujących o zmierzchu i w pierwszych godzinach nocy. Słychać wówczas niezwykle plastyczne odgłosy zbierania przez drapieżców drobnicy zastygającej w pierwszym śnie. Gdzieś na tle jaśniejszego nieba widać kręgi po uderzeniu. Czasem rozpędzone rybsko trzepie się o wodę potwornym uderzeniem - jak gdyby wielki kamień ktoś zrzucił z wysokiego mostu.
     Na ogół słychać jednak dźwięk, który wędkarze zza naszej wschodniej granicy nazywają kwokaniem. To głośne mlaśnięcie, cmoknięcie, całus, który sumy kradną powierzchni rzeki. Wychodzą z głębiny w sam środek stadka drobnicy, tuż pod wierzchem zasysają wodę wraz z rybkami, łapią haust powietrza. Czasem po ułamku sekundy powtarzają atak, niczym okonki-patelniaki...
     Kwok, kwok, kwok - niesie się w nocnej ciszy...
     Zaczyna się od pojedyńczego suma, który oto w spokojnej wodzie zastoiska znalazł łup i wypełnić może wielkie brzucho. Kwok, kwok, kwok... Odgłos żerującego suma ma niską częstotliwość, a ta odbierana jest przez ryby szczególnie dobrze i z wielkiej odległości.
     Kwok, kwok, kwok... Z całej okolicy w dobre żerowisko ściągają sumy. Kwokanie się dubluje, za chwilę słychać je potrójnie, poczwórnie... I nie wiadomo już, ile wąsali uwija się pod drobnicą, ile zaczyna

wpełzać na płycizny.

     "Wpełzać" to dobre słowo. Jęzor przykosy odgradzającej od nurtu kończy się niezbyt ostrym spadem, zamienia w płyciznę nie mierzącą więcej niż pół metra wody. W rozjaśnieniach, jakie widać jeszcze na zachodzie, pojawia się na rzece ślad, odkos, farwater. Istna łódź podwodna, ogrom, potęga. Wyrwane ze snu rybki pędzą niemrawym wachlarzem. Niektóre w panice wyskakują na piasek.
     Kwok, kwok, kwok - dzieje się tuż przy brzegu. Widać wielki łeb. Wagabunda zapędził się za daleko. ma problemy z powrotem. Woda burzy się, w księżycowym świetle zmienia kolor. W wirze pełno jest piachu.
     Bełt znika po chwili, fale rozpraszają się. Trwa sumowa noc, nieczęsta nawet latem, ale i nierzadka. Nawet niedzielnemu wędkarzowi, jeśli tylko lubi nocne wyprawy, przytrafi się w sezonie kilka takich spektakli. Kwok, kwok, kwok...
     Inna chwila zapierająca dech w piersiach... Ujrzeć to można za dnia, w południe nawet. Najczęściej dzień jest mglisty, niebo zasnute cienką warstwą chmur.
     Niezapomniany to widok - woda otwiera się bezgłośnie, wzburza i nad powierzchnią zaczyna ukazywać się

czarne cielsko suma.

     Straszna gęba niknie po sekundzie w toni, ale sum trwa - najpierw przesuwa się nagi kark, potem zaznaczy się kikutek pierwszej płetwy grzbietowej, zacznie druga... Jeszcze tylko machnięcie śmiesznie małym, nieprzystającym do olbrzyma, ogonkiem i na wodzie zostaje rozprzestrzeniający się ślad.
     Ten widok poraża niekiedy w rozgwieżdżone noce, osobliwie na tle księżycowej smugi. Poraża wędkarza. Największe wrażenie robi jednak cisza towarzysząca wyłożeniu się wąsatego drapieżcy.
     Nie tylko noc jest jednak świadkiem takich spektakli. Utożsamiamy suma z ciemnością, ale jest to ryba wychodząca ze swojej jamy także w ciągu dnia, nawet w najbardziej skwarne południe. Nie wiadomo, co wygania ją z ostoi - wiadomo jednak, że nagłe skoki ciśnienia, szczególnie burzowe fronty, nagłe zachmurzenia, niezwykła duchota czy nagłe orzeźwienie wyganiają sumy z kryjówek i wywołują ich niesamowitą ruchliwość. Wąchale, mimo swej wielkości i pozornego niezgulstwa, są najbardziej aktywnymi wędrownikami pośród drapieżczej rodziny. W zwyczajnym, przedzmierzchowym napadzie głodu, a także w tym przedświtnym, przemierzają płycizny, kanty i rzeczne blaty, nabijając przy tym kilometry całe. Napełniają

swe przepastne żołądki

głównie drobnicą - jak wykazały badania ichtiologów potrafią połknąć wówczas kilkadziesiąt rybek, głównie uklejek lub kotłującego się pod powierzchnią narybku innych gatunków.
     Dzienne ożywienie sumów trudno przegapić. Fakt, że większość wyłożeń odbywa się bezgłośnie, jest bez znaczenia. Sum ma w sobie coś, co każe wędkarzowi skierować wzrok w miejsce spławu. Takie samo coś mają sowy i nietoperze - niby są bezszelestne, a jednak instynkt nakazuje człowiekowi dostrzec te stworzenia...
     Sumy nie zamieszkują rzeki w zgodzie ze statystyką. Są odcinki, w których nie ma ich w ogóle, są natomiast fragmenty, gdzie można ich spotkać nad wyraz wiele. Uwielbiają urozmaicenie - miejsca, gdzie głębokim dołom, wyrwom przybrzeżnym, jamom, plosom o minimalnym przepływie towarzyszą rozległe płycizny, blaty, bystrza nad płytami iłowymi i kamiennymi rafami. Właśnie wzdłuż tych raf, płyt i blatów, po krawędzi nurtu poruszają się sumiska. Czasem dosłownie jeden za drugim.
     Żerowe wędrówki są nadzwyczaj metodyczne - płynące pod prąd wielkoryby odwiedzają każdą niemal zatoczkę, wpływają w strefę spowolnień i wstecznych prądów na łukach rzek, za i przed główkami. I właśnie tam

pokazują się wędkarzom.

     Po dobrnięciu do granicy rewiru - zapewniają najznamienitsi znawcy sumich obyczajów - wybierają strefę średnio bystrego nurtu i spływają leniwie do swojej ostoi, nie gardząc przy tym wypatrzoną na tle nieba zdobyczą. Czasami płyną tak blisko powierzchni, że zostawiają na wodzie wyraźny ślad, odkosy w kształcie litery "V".
     Trzecia chwila, która zatyka, poprzedzona bywa zazwyczaj długim wysiłkiem fizycznym. Ma miejsce w tej fazie holu, gdy wielka ryba zaczyna poddawać się mocy wędziska, żyłki i nieustępliwości wędkarza. Zastrzyk adrenaliny, jaki wstrzyknięty bywa do krwioobiegi człowieka w momencie, w którym po raz pierwszy zobaczy wielkie cielsko połączone z jego żyłką, z jego wędką, z jego jestestwem - nie daje się porównać z niczym...
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusPozycjonowanie stron WWWSystemy CMSOpenERPWdrożenia OpenERPPozycjonowanie