Najsłynniejszym europejskim łowiskiem sumów jest znana z pstrągowo - corridowych książek Ernesta Hemingwaya oraz rewolucyjnych pieśni hiszpańska rzeka Ebro. Łowisko to faktycznie godne jest rewolucji...
 
  NR 44      WYDANIE SPECJALNE
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 
TAK DALEKO, TAK BLISKO...
     Swego czasu naturalny zasięg występowania tej wspaniałej ryby kończył się w dorzeczu Renu. Hiszpanie, wrażliwi na wszystko, co może ściągnąć turystów, wsiedlili tego drapieżnika do swoich wód. I po kilkunastu latach dbania o jego populację, Ebro stała się mekką dla europejskich sumiarzy.

     Łowi się tam olbrzymy o wadze 40 kg i to regularnie, niejako na zamówienie. Powstała cała masa wyspecjalizowanych ośrodków żyjących z wędkarstwa, po rzece pływają łodzie z doskonałymi przewodnikami. Jednym słowem: luksus. I wędkarska przygoda na całe życie.

     Od kilku lat drugim kierunkiem wędkarskich wypraw są rzeki Ukrainy i Rosji. To właśnie tam - w Dnieprze, w Wołdze i w rzekach Syberii spotkać można wąsate drapieżniki osiągające swoje graniczne rozmiary - 3 m długości i 300 kg wagi. Co prawda na wędkę nikt takich potworów jeszcze nie wyciągnął, ale w sieciach widywano takie nieraz.

U NAS TEŻ TAKIE SĄ

     Paradoksalne i trochę niesprawiedliwe wydaje się polskim wędkarzom przerzucenie "powietrznego mostu sumowego" nad Polską. Trudno tu, co prawda, znaleźć porównywalne z Hiszpanią luksusy i nastawienie na zamożniejszych wędkarzy, ale sumy jakie żyją w polskich rzekach są o wiele większe niż w słonecznej Iberii.
     Rekordowy sum złowiony na wędkę w 1986 roku mierzył 225 cm i ważył 67,5 kg. Przez kilka lat za rekord uznawana była ryba o 6 kg cięższa, ale okazało się, że rekordzista korzystał z niedozwolonych regulaminem metod... Nie jest to koniec łowieckich możliwości, raczej kres dotychczasowych możliwości sprzętowych. W Polsce nie używa się powszechnie wędzisk, kołowrotków i linek o nadzwyczajnej mocy; wszystkie wielkie sumy padły na sprzęt średniej klasy, z którego korzysta się do połowów innych, o wiele mniejszych ryb.

     Że w Wiśle i w innych rzekach żyją sumy ważące po 150 kg i mierzące pod 3 metry świadczą liczne relacje - zarówno pechowych wędkarzy, jak płetwonurków i ichtiologów - a także świadectwa rybaków, którzy miewali w sieciach takie potwory. Udokumentowane źródło mówi o 128 kg wąsalu złowionym w latach sześćdziesiątych na Wiśle koło Tczewa.

SZOK OSOBISTY

     Autor tej monografii miał na haku, na warszawskim odcinku Wisły, potwornego suma w roku 1994. Ryba wzięła spod powierzchni na 12 cm ukleję. Sprzęt był mocny, istniała więc nadzieja na zwycięski hol. Olbrzym był przy brzegu trzykrotnie, widziała go czterdziestoosobowa grupa kibiców. Rybsko mierzyło dobrze ponad 2,5 m długości. Musiało więc ważyć dobrze ponad 100 kg.
     Po trzech kwadransach holu drapieżnik zniecierpliwił się i zdecydowanie odpłynął skosem w dół rzeki. To była moc nie do zatrzymania. Patrzyłem na kołowrotek, który rzęził na zaciśniętym do końca tylnym hamulcu - najpierw zaczęło się dymić, a potem... stopiła się obudowa. Niczym na filmie animowanym. Szpula się zablokowała, targnęło mną całym i z suma zostało jedynie wstrząsające wspomnienie.
     Poza traumatycznym wspomnieniem wszakże rozbudziły się nadzieje. Że może jeszcze nie raz, nie dwa, uda mi się z takim gigantem zmierzyć, że może będę lepiej przygotowany.

NIE TYLKO WISŁA

     Podobnych doniesień jest sporo. Zarówno znad Wisły, jak i znad Odry. I to z całych zlewni tych rzek. Na Bugu na przykład padały już sumy ważące ponad 50 kg, w okolicach Wyszkowa przez ogromne wąsale stale są niszczone wędki, targane zestawy. Na Narwi w pobliżu Pułtuska łupem spinningistów padają co roku sumy ponadczterdziestokilowe. Nieco mniejsze sztuki notowane są na dolnym Sanie, w Warcie, a także na części kanałów żeglugowych. Na mniejszych rzekach, takich jak Noteć, Oławka, Pilica, Sona, Nida dwudziestokilowe wąsale stanowią standard.

     Z rekordowych połowów słyną także kanały zrzutowe wielkich elektrociepłowni. Sumy ważące pod 50 kg łowiono przy elektrowni Górna Odra, w Połańcu, w Kozienicach, w Rybniku, a także w Kanale Żerańskim i Siekierkowskim w pobliżu ciepłowni ogrzewających stolicę.
     Ostatnie doniesienia o ogromnym, bo ważącym 64 kg i mierzącym 233 cm potworze, datuje się na maj 1998 roku. Złowił go w starorzeczu Odry wędkarz, który natychmiast zgłosił połów do gazet i telewizji. Rzecz jasna łowcę pokazano, pochwalono. Dziennikarze nie mieli bowiem pojęcia, że ryba ta na Odrze jest pod całkowitą ochroną do połowy czerwca. Ba, wędkarz zaproszony został nawet na darmowe łowienie do Szwecji.

     Co prawda, sprawą zainteresowały się odpowiednie organa, a Szwedzi wycofali swoje zaproszenie - tak nawiasem mówiąc, to w Szwecji za podobne przewinienie niemiecki wędkarz natychmiast ukarany został grzywną 5000 DM - ale u nas kłusownictwo rybackie nie jest społecznie potępiane, więc sprawa rozmyła się i zginęła w natłoku innych kolegialnych wykroczeń.
     Ponad rok później podobny potwór "padł" na Zalewie Zegrzyńskim koło Warszawy. Tym razem zgodnie z prawem...

JAK I CZYM

     Wędkarzy nastawionych wyłącznie na łowienie wielkich sumów jest w Polsce niewielu. Popularne na zachodzie kluby łowców okazów zaaklimatyzowały się u nas tylko wśród karpiarzy. Znam jednak kilkunastu ludzi, którzy przynajmniej przez miesiąc, dwa w roku polują wyłącznie na te przepiękne ryby. W całym kraju będzie ich zapewne pięćdziesięciu. Najlepsi z nich rokrocznie mają na rozkładzie od kilku do kilkunastu osobników ważących powyżej dwudziestu pięciu kilogramów.
     Najlepsi specjaliści łowią olbrzymy rozmaitymi metodami. Sum ma bowiem to do siebie, że mimo iż podstawą jego pożywienia są niewielkie ryby, to nie stroni przy tym od innych organizmów. Jada i rosówki, i pijawki, raki, żaby, przepływające drobne ssaki. Potrafi zebrać z powierzchni nieostrożnego wodnego ptaka, czy podjąć kawałek serdelka, który do rzeki trafił drogą, hm, kanalizacyjną.

     Łowi się go więc i na ciężkie wędki gruntowe, i na lekkie przystawki ze spławikiem, poluje się nań przy pomocy spinningu, pewnie można byłoby nać popolować także przy pomocy ciężkiej muchówki na tarpony, gdyby tylko polscy mucharze tak uporczywie nie chowali się w swojej krainie łososi, pstrąga i lipienia.

     Jest więc Polska nieodkrytą jeszcze Krainą Wielkich Ryb. Sum jest tylko jedną z nich. Nasze rekordy krajowe w niejednym przypadku przekraczają znacznie rekordy z państw Zachodu. Żeby tak jeszcze odkryły to biura podróży - to niech się schowa Ebro.
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusFundusz ETF - ciekawe linkiZdjęcia wędkarskieWędkarstwoMetki i wszywki odzieżoweOpen source ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany Odoo