Nieczęsto łowi się sumy na żywca. Czasami tylko padnie on na zastawioną na szczupaki żywcówkę, z rzadka uderzy w denkę sandaczową czy kleniową przystaweczkę z maleńką ukleją na haku.
 
  NR 44      WYDANIE SPECJALNE
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 
Kilka słów wyjaśnienia - od 5 lat nie łowię na żywca. Brzydzi mnie ta technika połowów. Optowałem za tym, by wykluczyć jej stosowanie przez członków Klubu Wędkujących Internautów "Rybie Oko"...

Jednak metoda ta nadal pozostaje zarówno dozwolona, jak i popularna. Na żywca - i to z powodzeniem - łowi się także sumy.

Konflikt wewnętrzny wędkarz-dziennikarz zakończył się opublikowaniem tego rozdziału - cóż, niech każdy sam wybiera...
NIE MA JAK ŻYWIEC
     Większość wędkarzy podaje żywca dość głęboko, albo przy dnie, albo najwyżej wpół wody. Tymczasem pobudzony sum staje się rybą wybitnie powierzchniową - krąży nieco poniżej stad wierzchówek, z reguły nie głębiej niż metr, półtora pod lustrem wody.

     Sum jest ogromnym amatorem niewielkich rybek. Mimo wielkości, jest przecież drapieżnikiem, który pożywienie zdobywa w ruchu, potrafi uganiać się za drobnicą niczym niewielki okonek. W ciągu wieczora, nocy i poranka przemierza spore przestrzenie, odwiedza wiele miejsc, w których gromadzi się drobnica.
     Mistrzami w połowie gigantycznych sumów są Ukraińcy znad Dniepru oraz Rosjanie znad Donu i Wołgi, a także Sybiracy znad wielkich rzek północy. Wszędzie tam dzieje się to samo - główną przynętą jest niewielki żywczyk umieszczony na głębokości ok 75 cm pod spławikiem. Tak by pływał kilkanaście, kilkadziesiąt centymetrów niżej niż reszta wierzchówek.
     Odgłosy żerowania i charakterystyczne bełty na powierzchni, to dla wędkarza informacja, że sum zainteresowany jest unoszącą się na powierzchni drobnicą. Że to dobry czas na wędkę żywcową.
     Najskuteczniejszy jest standardowy

zestaw ze spławikiem.

     Jako że rzecz dzieje się najczęściej w nocy, warto zaopatrzyć się w bombkę umożliwiającą osadzenie chemicznego "świetlika". Sam spławik nie powinien być zbyt wielki, wystarczy 15-18 g. Dobrze, gdy będzie wydłużony.
     Najwygodniejsze jest mocowanie przelotowe - ułatwia precyzyjne zarzucanie, nie przeszkadza podczas holu, nie wydłuża o ułamek sekundy zacięcia, zaś zmiana gruntu to wyłącznie kwestia przesunięcia gumowego stopera.
     Używam możliwie najcieńszej żyłki bez żadnego węzła, a więc bez przyponu. Pozwala to na dłuższe wyrzuty, daje lepszy kontakt z przynętą, żyłka lepiej układa się na wodzie. W zupełności wystarcza wysokiej klasy trzydziestka piątka. Problem umieszczenia ciężarka w przypadku korzystania z uklei nie istnieje - znajduje się on tuż przy haku, co zapobiega poplątaniu zestawu przez tę "górującą" rybkę, zaś dla suma wydaje się nie mieć najmniejszego znaczenia. Znam wędkarzy korzystających wręcz z jigowej główki. Wystarczy bowiem, że żywiec "faluje" - nie musi "chodzić", wąchal woli drzemiące w toni ofiary. Obciążnik nie powinien jednak być zbyt duży - stąd wybór małej bombki.
     Montowanie zestawu odbywa się w następującej kolejności: stoper do ustalania gruntu, spławik, ciężarek (8-10 g) kulka lub łezka, cienka igelitowa rurka zapobiegająca "stukaniu" ołowiu o węzeł haka i wreszcie hak z oczkiem. 2/0 w zupełności wystarczy. Sposób mocowania żywca jest obojętny. Ja zaczepiam go za wargę, ale nie jest błędem podczepienie za grzbiet. W przypadku suma nie ma to znaczenia. Sum zgarnia ukleję w mgnieniu oka i natychmiast stara się ją połknąć. Próbuje wypluć tylko wówczas, gdy zakłuje się ostrzem haka, co zresztą udaje mu się niezmiernie rzadko. To podpowiada, że nie ma potrzeby długiego wyczekiwania z zacięciem.
     Sumowego zestawu nie montujemy, oczywiście, na pierwszym lepszym teleskopie. By walka z wąsatym mocarzem zakończyła się sukcesem, trzeba nań zapolować z odpowiednio dobranym kijem. O połamanych wędkach, pozrywanych mocarnych żyłkach i plecionkach słyszy się dużo i często. Sum ma opinię wędkołama i linkorwacza. Tymczasem wcale nie on zasłużył na taką reputację, lecz wędkarze, którzy nie ufają mocy nowoczesnego sprzętu. To właśnie oni - w myśl fizycznego prawa, że akcja budzi reakcję - zmuszają olbrzyma do siłowych zmagań, do maksymalnego wysiłku. Rezultat znany jest z mrożących krew w żyłach opowieści o straconych potworach.
     Nie namawiam tutaj do łowienia sumów na kleniowe czy sandaczowe zestawy, odradzam jedynie zbyt sztywne wędki (np. modne ostatnio wędziska morskie) i przesadnie grube żyłki czy plecionki o wytrzymałości 50 funtów.
     Do zmontowania superżywcowego kompletu sumowego z powodzeniem wystarczy dobra, składana karpiówka o ugięciu 2-3 funtów lub mocny teleskop o średniej zbieżności. Nie powinien - moim zdaniem - mieć akcji szczytowej, lecz środkową; suma zaciąć nietrudno, wnętrze paszczy ma bowiem mięsiste. Podczas holu kij sumowy powinien pracować na całej długości, a więc parabolicznie. Takie ugięcie nie zmusi suma do długich odjazdów, twardego murowania czy histerycznych zrywów. Kołowrotek powienien być solidny, mieć szeroką szpulę i szalenie precyzyjny hamulec. Pożądany dodatkowy drag, którym można rybie popuścić lub ją przytrzymać, w zależności od okoliczności.
     Za dnia

ustawia się żywcówkę

nad sumowymi dołami, w strefie spowolnień za główkami, w prądach krążących za i przed przeszkodami wybiegającymi w nurt - nie mogą to być miejsca zbyt odległe od głównego nurtu rzeki. Jeśli tylko kiedykolwiek widzieliśmy w tym miejscu suma z mordą na wierzchu, to w końcu - po tygodniu, po dwóch, po miesiącu wreszcie - połknie on naszą małą ulejkę lub kiełbia.
     Grunt ustala się tak, by przynęta znajdowała się w pół wody. Sum miewa dość często niewytłumaczalne kaprysy nakazujące mu opuścić schronienie i wyskoczyć na małe co nieco. Potrafi to uczynić nawet w upalne południe. Szczególnie kuszące dla wędkarza miejsce, to wsteczne, krążące prądy za główkami, naturalnymi ujażdżkami, cyplami, zwalonymi drzewami. Spławik może długo i bez interwencji krążyć nad dzienną ostoją suma. Późnym wieczorem warto jednak przestawić wędkę na skraj dołu, a nawet oddalić się od niego znacznie. Sum wychodzi wówczas na kant, a nawet na płycizny. Trzeba jednak pamiętać, że sumowa płycizna to minimum metr wody - sum musi mieć możliwość nabrania rozpędu przy ataku i choćby niewielkiego ruchu w górę.
     Koledzy, którzy mają możliwość poznania łowiska, powinni odszukać miejsca, w których na noc gromadzą się stada drobnicy i podawać żywca od strony pełnej i głębszej wody. Dobrze jest tak ustalić grunt, by przynęta znajdowała się nieco poniżej ławicy. Przyjęło się, że w bardzo ciepłe i bezwietrzne noce wystarczy głębokość 50-70 cm, w chłodniejsze do metra.
     Nie ma podbieraka, w który wlazłby okazowy sum. Jeżeli więc sumowe wyprawy odbywamy samotnie, to trzeba oddać honor osęce, choć narzędzie to i cie rzeźnicze i katowskie. Lepiej jednak zabić suma, niż samemu się utopić. Najlepiej jednak - wzorem wschodnich sąsiadów i łowców zachodnich znad Ebro i Padu, nauczyć się podbierania sumów przez włożenie kciuka (w rękawicy) do rybiej mordy, zaciśnięciu uchwytu na dolnej żuchwie i wyrwaniu go na brzeg. Olbrzym tak chwycony staje się zupełnie bezradny. Nie ma strachu, górną szczęką się przecież nie kłapie.
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusWszywki odzieżoweZdjęcia rybSystemy CMSWędkarstwoKominiarki strażackie