Logo Logo

MUCHOLIZA

   NR 45 - 19 Październik 2000
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół RO
Numery Archiwalne
Numer Aktualny
Rybie Oko
Forum Dyskusyjne

Łowienie na muchę jest jak narkotyk, jak nieuleczalna choroba. Wiedzą o tym ci, którzy spróbowali. Wędki do innych metod odstawiane są w kąt i pokrywają się warstewką kurzu. Brzmi to niewiarygodnie, ale tak to działa. Czemu? Nie wiem. Ale gdy jadę na sandacze muszę muchówkę zostawić w domu. Inaczej będę łowił klenie.

 

W życiu każdego... Taaak... Ale oryginalnie zacząłem! A miało być o tym jak wpadłem w nałóg muchowania. A wszystko zaczęło się od okoni w Brajnikach czyli SWI BO 2000.

 

Postanowiliśmy z żoną wyjechać z Brajnik wcześniej i obejrzeć polecany przez Janusza Barczyka ośrodek wypoczynkowy. Po drodze było łowisko specjalne z pstrągami i karpiami. Rodzina zamówiła sobie po rybce, a że okonie nie dopisały... Po uiszczeniu opłaty zająłem najdogodniejsze stanowisko, czyli stanąłem tam gdzie było najwięcej miejsca, a pod nogami nie szwendały mi się dzieci z dyndającą na karpiowych haczykach kukurydzą. Na pierwszy ogień poszła obrotóweczka. Bez efektu. Potem woblerek i... jest! siedzi! Może nie okaz, ale sztuka zaliczona. Delikatny spinning o ciężarze wyrzutu do 12 gramów bez problemów poradził sobie z pstrągiem.

 

Zacząłem kombinować z przynętami. Chciałem się pobawić, zmieniałem miejsca, ale brania się skończyły. Ku mojemu zaskoczeniu na "komercjuszu" pojawili się nowi desperaci. Rozpoznałem w nich znajome twarze uczestników BO 2000. Większość z nich uzbrojona była jednak nie w spinningi a muchówki. Michał Sopiński z perfidnym uśmiechem podsunął mi pod nos muchówkę i zapytał czy nie mam ochoty spróbować . Oczywiście miałem ochotę. Wziąłem "bat" do ręki, wykonałem kilka kontrolnych wymachów pod czujnym okiem Michała i zacząłem łowić a właściwie rozplątywać sznur i przypon, które z niewidomych przyczyn uparły się oplatać mi wokół szyi. Nic, tylko się powiesić. No tak, to przez wiatr. Przynajmniej miałem na co zwalić winę. Znowu pokaz, potem kolejna samodzielna próba zakończona "pełnym" sukcesem. Zestaw wylądował w wodzie..., ale w drugim stawie, za moimi plecami. Instruktor bredził coś o zbytnim pochylaniu wędki i o godzinach 11-tej i 13-tej. Mądrala. Zebrałem się w sobie, skoncentrowałem, aż pot wystąpił mi na czoło. Kurczę, zrobiłem pięć wymachów i jeszcze o nic nie zaczepiłem. Delikatnie położyłem sznur na wodzie, tyle, że 20 centymetrów od brzegu. Reszta ułożyła się w efektowne esy-floresy. Dobra, jeszcze raz. Znowu o nic nie zaczepiłem i sznur wylądował na środku łowiska czyli jakieś 4-5 metrów ode mnie. Super, ale... co dalej? Łowiłem streamerem, wytłumaczono mi więc, iż muszę wybierać linkę krótkimi szarpnięciami, jednocześnie utrzymując sznur i wędkę w jednej linii. Jakoś poszło. Tyle, że machałem niemal minutę a ściąganie zajęło mi kilka sekund. To niesprawiedliwe. Zacząłem dochodzić do wprawy. Kolejne rzuty były coraz dłuższe, zbieranie linki coraz płynniejsze. Nagle szarpnięcie! Siedzi! Ale jazda, pstrąg niewiele większy od tego na spin ale wrażenia zupełnie inne. Kto ukradł hamulec z kołowrotka? Co...? Ręką...? Podszedł Michał i pomógł podebrać MOJĄ pierwszą zdobycz na muchę. Nie byłem pewien czy nie przesadziłem. Nie było osoby, która byłaby w stanie wyrwać mi muchówkę z rąk. Zresztą właściciel wcale się o nią nie upominał. Łowiłem już prawie cztery godziny. Dowiedziałem się, że streamer to taki muchowy spinning, a prawdziwa frajda to sucha muszka. Nie ma sprawy - dawajcie suchą. Wlepiłem wzrok w popielaty paproszek na powierzchni wody. "kibice" mówili coś na temat "baku oznak żerowania powierzchniowego" a żona o czekającej nas podróży powrotnej. Racja, czas uciekał. Poprosiłem o zmianę przynęty na pijawkę (typ czarnego streamera) i dołowiłem zamówione pstrągi. Tyle, że tym razem sam musiałem je sobie podebrać a podbierak, który dostałem był wielkości paletki do ping-ponga. Ostatni pstrąg był największym i na delikatnym sprzęcie pokazał co to znaczy muchowanie. Pora było wracać do domu.

 

W poniedziałek pracę rozpocząłem od przeglądnięcia ofert sprzętu muchowego. To jest jednak zaraźliwe. Ale choroba, nie powiem, przyjemna.

 
Radek Gościmski
Linia
WYDAWCA:
Krokus Sp. z o.o.
ul. Jaracza 76
90-251 Łódź, POLSKA
Telefon:
+48 42 678-15-90
+48 42 630-59-85
+48 42 639-84-12
Fax:
+48 42 678-15-99
E-Mail:
biuro@krokus.com.pl
office@krokus.com.pl

TYMCZASOWE KOLEGIUM REDAKCYJNE:
Sławek i Kama Bocheńscy
Radek Gościmski
Wojtek Górny
Piotrek Onikki-Górski
Michał Sopiński
Andrzej Trembaczowski

OPRAWA INTERNETOWA:
Janusz Dymidziuk

© 1999-2000 Wszelkie prawa zastrzeżone dla Krokus Sp. z o.o.
Teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych.


Reklamy KrokusZdjęcia wędkarskieDTPeZ PublishUrlop: wy-Wczasy.plGetSimple