Logo Logo
CZAS SZCZUPAKA
    NR 46 - 4 Listopada 2000
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Rybiego Oka
Numery Archiwalne
Numer Aktualny
Rybie Oko
Forum Dyskusyjne

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

    O łowieniu zębaczy w rzekach opowiada Andrzej Trembaczowski.

   Jesień... krótsze dni, mniej czasu, coraz trudniej zorganizować porządną wędkarską eskapadę. Wypady wczesnym świtem już się skończyły. Właściwie pozostały już tylko dni wolne, weekendy. Ile ich jeszcze zostało? Dobrze, że choć pogoda łaskawa tego roku. A kusi ta ładna pogoda i trudno wysiedzieć w mieście!
   Jesień to czas drapieżników. Czas szczupaków, sandaczy, okoni. Dobry czas dla spinningistów. Czas dużych ryb oraz mocnych wrażeń. O tej porze roku znów preferuję szczupaki. Wiosną, latem wolałem inne ryby, teraz szczupaki są rybą numer jeden. Tym bardziej, że teraz, przed zimą żerują intensywnie.
   Szczupak kojarzył mi się ze spinningiem od zawsze. Ze spinningiem i z jesiennymi łowami. Wdzięczna to zdobycz. Znajdziesz go i w dużym jeziorze, i w rzece, i w małym bajorku. By go złowić, nie muszę jechać gdzieś daleko, na koniec świata. Szczupaki mam blisko - w Bystrzycy i w Wieprzu, i w Tyśmienicy. Są w Bugu, w Wiśle i na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim. Nawet w Zalewie Zemborzyckim też na coś można jeszcze liczyć. Z tych wszystkich łowisk najchętniej wybieram rzeki. Nie muszę troszczyć się o pływadełko, a i same łowy w rzece też są ciekawsze. Zresztą, lubię chodzić i właśnie taki spacer ze spinningiem wzdłuż dzikiej rzeki odpowiada mi najbardziej.
   Czyż może być coś piękniejszego, coś wspanialszego dla spinningisty, niż duża rzeka, płynąca własnym, nie zakłóconym biegiem? Rzeka nie ujarzmiona, groźna podczas przyboru i niebezpieczna dla tych, którzy nie szanują jej praw. I Bug i Wieprz są właśnie takie. Szybkie, głębokie, o stromych, urwistych brzegach porośniętych wielkimi drzewami i gąszczem wiklin. Znajdziesz tu i głębokie ploso za zakrętem, i bystrą rynnę, i dół przepastny ze zwalonymi pniakami. Znajdziesz brzeg łagodny, z przyjazną plażą i stromy, niedostępny, z którego nie warto nawet próbować. Znajdziesz obok drzemiące starorzecza pokryte liśćmi. Na łąkach spotkasz sarny, wśród wiklin natkniesz się na ścięte przez bobry drzewo. Być może dostrzeżesz przemykającego chyłkiem lisa. Nie będziesz samotny. Oczywiście, spotkasz też i wędkarzy - gdzie nas nie ma? - ale tu, nad brzegami dużej rzeki, obecność innych nie wadzi. Każdy znajdzie dość miejsca dla siebie.
   Ryb także wystarczy. Bug darzył pięknymi rybami od zawsze. Wieprz, niegdyś silnie zanieczyszczany, prawie martwy, odrodził się. Ostanie lata obfite w wodę bardzo mu w tym pomogły. Ryby więc są i zawsze można liczyć na spotkanie nawet z tym dużym, tym życiowym okazem. Wielkie ryby nie trafiają się jednak często, trzeba mieć wiele cierpliwości i sporo wędkarskiego szczęścia, by trafić dzień, miejsce, przynętę. Potrzeba też nieco umiejętności, by tego szczęścia nie zmarnować.
   Wybieram się więc dobrze zaopatrzony. Z długim solidnym spinningiem, z podbierakiem, z mocną plecionką i - koniecznie - z metalowymi przyponami. Szkoda zerwanych ryb... A przynęty? Kiedyś preferowałem duże ciężkie wahadłówki - nie było niczego lepszego na szczupaki. To było dawno. Teraz wolę miękkie, gumowe przynęty - duże, kilkunastocentymetrowe rippery i kopyta. Nic lepiej nie naśladuje żywych rybek. Bogata paleta barw pozwala zawsze dobrać odpowiednią do sytuacji - do nasłonecznienia, do przejrzystości wody i... do gustu. Lubię dwukolorowe, chętnie zakładam jasne o ciemnych grzbietach, mieniące się perłowymi bokami, skrzące brokatem. Mogą być biało-czarne, lub biało-niebieskie. Lubię też biało-czerwone, żółto-czarne lub czerwono-żółte - czyli takie jak barwy jesieni. Czasem, dla fantazji, założę coś jaskrawego. Czemu nie? Rzecz gustu. Nie wiadomo - bardziej mojego czy ryby? A może rzecz w tym, by nasze gusta były zgodne? Nie dyskutuje się o gustach, a ryby głosu nie mają... Cóż, jak im nie odpowiada - nie wezmą. Noszę więc przy sobie sporo tych przynęt i zmieniam, dobieram, dopasowuję.
   Od koloru gumowego rippera ważniejszy jest ciężar główki. Tu kryteria są wyraźniejsze - szybka, głęboka rzeka wymusza cięższe, kilkunasto-, a nawet dwudziestogramowe. Lżejsze idą zbyt płytko, nie sięgną dna. Dno usłane drewnianymi kłodami weryfikuje: ciężka główka - więcej zaczepów - więcej straconych przynęt. Ale... być może także większa szansa na drapieżnika przyczajonego gdzieś w rzecznym dole? Tego się nie wie, to jest loteria. To jest ten nigdy nie określony do końca element wędkarskiej sztuki. Trzeba myśleć, trzeba próbować. Gdy trafi się w porę żeru, szczupaki zaatakują przynętę prowadzoną płycej, nawet w pół wody. Gdy nie żerują i siedzą po dołach, to i głęboko poprowadzona przynęta może ich nie poruszyć. Nie ma prostych reguł, nic nie jest określone raz na zawsze. Dobieram więc główki, zaczynam od lżejszych, a gdy szczupaki nie biorą, cięższymi sięgam w głębsze doły. Zresztą, lżejszą przynętę można poprowadzić tak, by zeszła niżej, wystarczy sprowadzić ją z prądem. I odwrotnie, ta cięższa, poprowadzona pod prąd, też nie będzie orała dna. To wszystko oczywiste, dla spinningisty obeznanego z rzeką.
   Właśnie, ważniejsze od doboru przynęty jest jej prowadzenie. Gdzie rzucić, gdzie szukać jesiennego szczupaka? Czy stoi pod brzegiem, pod zatopionymi gałęziami? Może przyczaił się na skraju płycizny i czyha na pluskającą w słonku drobnicę? Może przywarł do resztek rzecznej roślinności? A może odszedł w nurt i zapadł w śródrzecznym dole? Tego także się nie wie. Ryby trzeba szukać, w tym cały urok polowania! I Bug i Wieprz są szerokie, lecz nie na tyle, by nie można było sięgnąć przeciwległego brzegu cięższą przynętą. Rzucam więc zwykle daleko, pod drugi brzeg, nieco skosem, pod prąd. Zamykam kabłąk, staram się, by przynęta padała na wodę cicho, z lekkim pluskiem.
   Ripper pada pod drugim brzegiem obok krzaka. Napięta linka zapewnia mi dobry kontakt, nie przegapię więc natychmiastowego brania. Ripper zagłębia się, woda znosi go, przemieszcza poniżej gałęzi. Może właśnie stoi tam szczupak? Gumowy ogonek wibruje, całkiem nieźle naśladuje małą rybkę, kusi... Nie wziął? Nie ma go tam? Trudno. Przynęta dalej opada i spływa z prądem. Podciągam ją lekko ku sobie, wprowadzam w nurt. Może gdzieś tam, w jakimś zagłębieniu dna siedzi ten gruby? Może dostrzeże gumową rybkę przesuwającą się ponad głową? Zaatakuje... Nie, nic takiego się nie zdarzyło. Silny nurt porywa przynętę, znosi ją w dół, wciska pod zatopione krzaki poniżej mojego stanowiska. Muszę teraz uważać, by nie zaczepić o gałęzie. Przydaje się teraz długi kij. Zwijam powoli, przeciągam pod tymi krzakami, prowadzę na granicy nurtu, czasem pozwalam opaść przynęcie na dno. Nawet nieruchoma, też wabi. Podrywam, przybliżam - nic... Ponawiam potem rzut jeszcze raz i jeszcze raz.
   Bywa, że szczupak jest agresywny i ruszy z daleka. Bywa, że celnie podana gumka przejdzie mu tuż przed pyskiem - capnie wtedy natychmiast. A czasem ruszy się dopiero za drugim, za trzecim lub za kolejnym razem. Koniecznie więc trzeba rzut powtórzyć i każde miejsce obłowić dokładnie. Wpierw płycej, potem nieco głębiej, tuż przy dnie. Czasem trafiam w zatopiony karcz - tępy, nieruchomy zaczep, na którym przyjdzie mi stracić przynętę. Trudno, taki los spinningisty. A czasem... nie, nie napiszę, że "zaczep ożywa nagle". To brzmi zbyt banalnie. Ale to najtrafniejsze określenie tego, co się czuje, gdy szczupak chwyci gumową przynętę! Żadne "walnięcie", "szarpnięcie", "uderzenie", jak podczas łowienia twardymi przynętami. Nagle czuje się żywy, pulsujący ciężar na drugim końcu wędki. Oj, robi się wtedy gorąco!
   Szczupak chwyta miękką przynętę ufnie, całą gębą. Nie wyczuwa oszustwa, nie wypluwa jej, póki nie poczuje haka. Wtedy zaczyna potrząsać na boki łbem, co dobrze odczuwa wędkarz z drugiej strony linki. Koniecznie trzeba zaciąć! Miękkie przynęty nie są przecież tak silnie zbrojone i zamiast kotwiczki, mamy do dyspozycji tylko jedno ostrze haka. To wystarczy, jeżeli nie popełni się błędów podczas holu. Zacięty szczupak przez chwilę próbuję sięgnąć dna, a potem zwykle dość łatwo pozwala przybliżyć się do brzegu. I wtedy, właśnie wtedy, najłatwiej go stracić! Ryba jest w pełni sił a przy brzegu wpada w panikę. Odbija wstecz nagłym zwrotem, wali w przybrzeżne chaszcze lub strzela świecą w powietrze. A dzieje się to tak nagle, tak nieoczekiwanie i z taką siłą, że często coś wtedy pęka: żyłka, przypon, agrafka. Czasem haczyk wypada z pyska podczas wyskoku nad wodę. I zostajemy z głupią miną...
   Zaciętego szczupaka koniecznie trzeba umęczyć, nim się pozwoli zbliżyć mu do brzegu. Jak to zrobić, gdy nie zapiera się, nie ucieka? Gdy sam pcha się pod nogi? Zwyczajnie - skierować go w bok. W lewo, w prawo, byle nie do siebie. Oczywiście tak, by nie utracić nad nim kontroli, by nie szurnął w zaczepy. Tu znów długi kij jest bardzo przydatny. Po kilku minutach ryba osłabnie i wtedy możemy skierować ją do brzegu. Już wcześniej warto zastanowić się i wybrać stosowne miejsce. Nie wszędzie brzeg jest łatwy i nie z każdego miejsca uda nam się szczupaka chwycić ręką. Najlepiej skierować rybę wprost na zanurzoną obręcz podbieraka. Tak jest lepiej i dla ryby, i dla wędkarza. Szczupak ma ostre skrzela, niejeden pechowiec pokaleczył dotkliwie rękę. O niebezpieczeństwie zsunięcia się ze stromego brzegu nie wspomnę. To już nie byłby pech, lecz skutek głupoty. Obszerny podbierak na długim trzonku naprawdę jest niezastąpiony.

   

Andrzej Trembaczowski
Linia
WYDAWCA:
Krokus Sp. z o.o.
ul. Jaracza 76
90-251 Łódź, POLSKA
Telefon:
+48 42 678-15-90
+48 42 630-59-85
+48 42 639-84-12
Fax:
+48 42 678-15-99
E-Mail:
biuro@krokus.com.pl
office@krokus.com.pl

TYMCZASOWE KOLEGIUM REDAKCYJNE:
Sławek i Kama Bocheńscy
Radek Gościmski
Wojtek Górny
Piotrek Onikki-Górski
Michał Sopiński
Andrzej Trembaczowski




OPRAWA INTERNETOWA:
Janusz Dymidziuk

Š 1999-2000 Wszelkie prawa zastrzeżone dla Krokus Sp. z o.o.
Teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych.


Reklamy KrokusKominiarki strażackieMetki i wszywki odzieżoweSklep wędkarskiOpen source ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany OdooUbrania strażackie