WOBLERY
NR 49 - 5 GRUDNIA 2000
Wydawca: KROKUS sp. z o. o. oraz Zespół Rybiego Oka
Numery Archiwalne
Numer Aktualny
Rybie Oko
Forum Dyskusyjne

 

 


 

Po apelach na forum wpadłem na pomysł żeby opisać i podzielić się z wami moimi doświadczeniami w produkcji woblerów. Są na tyle sprawdzone, że mogą się przydać każdemu, kto chciałby zacząć wyrób swoich przynęt.


Produkcja woblerów

MATERIAŁ

Dobór odpowiedniego materiału odgrywa istotną rolę z tego względu, że rodzaj drewna (moje maleństwa są wykonane właśnie z drewna) zasadniczo wpływa na komfort i czas wytwarzania. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że rodzaj drewna nie powinien mieć znaczenia. Jednak już po pierwszych próbach widać, że drewno dębowe raczej nie znajduje tu zastosowania - jest zdecydowanie za twarde. Ja używam drewna lipowego - jest ono dość miękkie, a co za tym idzie jego obróbka w warunkach domowych jest stosunkowo łatwa. Jednocześnie jest ono na tyle twarde i trwałe, że woblerki podczas użytku nie są narażone na większe uszkodzenia mechaniczne.
Zdobycie drewna (fot.1) nie powinno stanowić większego problemu. W drewno można zaopatrzyć się w niemal każdym zakładzie stolarskim, często bezpłatnie. Można po prostu pozbierać ścinki, które pozostają po pracach stolarskich. Nawet, gdy trzeba zapłacić - koszty są minimalne. Potrzebny nam jeszcze jest ostry nóż, pilnik oraz papier ścierny.

OBRÓBKA

Zgromadziliśmy już potrzebne materiały, więc możemy zabrać się do pracy. Zanim jednak zaczniemy cokolwiek strugać powinniśmy zastanowić się nad kształtem prototypu. Tu nie obowiązuje żaden styl. Kiedy nic nie przychodzi nam do głowy, proponuję wybrać się do sklepu wędkarskiego i pooglądać kształty oraz barwy (o tym będzie mowa w dalszej części). Mój pierwszy "killer" (fot.2, w renowacji) ma kształt podobny do woblerów gębali, jest mocno zgarbiony i ma długość 3,5 cm. Okazał się zabójczą bronią na okonie żyjące w wodach mocno zarośniętych z kilkunastocentymetrową warstwą wolnej wody pod powierzchnią. Już przy pierwszym, inauguracyjnym rzucie wyciągnąłem okonia. Emocji po prostu nie da się opisać.
Podczas ciosania naszego kawałka drewna nie można się spieszyć. Należy to robić powoli i dokładnie. Nie odcinać zbyt dużych kawałków, bo przez swoją nieuwagę można odciąć za dużo i całą pracę trzeba zaczynać od nowa.
Kiedy kształt jest już dopracowany a nasze cudo jest już wyszlifowane papierem ściernym, przychodzi pora na mocowanie "kręgosłupa" oraz steru. "Kręgosłup" będziemy mocować po stronie brzusznej. Będzie nim cienki drucik (dental lub każdy inny odpowiadający średnicą nacięciu), do którego będziemy mocować kotwiczkę oraz żyłkę (fot. 3). Wzdłuż brzuszka (od "ryja" aż do ogonka) robimy piłką, najlepiej do metalu, lekkie nacięcie głębokości ok. 2-3 milimetrów, w które później włożymy odpowiednio uformowany "kręgosłupik". Wcięcie powinno być wykonane również w miejscu, w którym zostanie zamontowany ster. Kiedy kręgosłup jest już dopasowany możemy go zamontować. Wkładamy go w nacięcie, zaś szczelinę wypełniamy mieszanką wiórków pozostałych podczas szlifowania z klejem WIKOL i odstawiamy na 12 godzin do wyschnięcia.

STER

Nacięcie, w które będzie włożony ster, wykonuję mniej więcej na wysokości oka ryby. Kąt nacięcia zależy od tego, na jaką głębokość ma schodzić wobler. Jeżeli chcemy, aby pracował przy powierzchni to kąt powinien być zbliżony do pionu, (fot. 4) jeżeli chcemy by schodził głębiej, analogicznie powinien być on zmniejszany w kierunku poziomu. Ja ster wykonywałem wycinając go z pudełka po tic-takach. Kształt steru jest zbliżony do kształtu balonika (fot.5). Wielkość również powinna być proporcjonalna do wielkości woblera. Podczas wklejania musimy bardzo uważać, by zrobić to dokładnie. Ster musi być wklejony równo, aby praca naszego woblera nie była zakłócona. Oczywiście pracę tą można korygować poprzez wyginanie oczka, do którego przywiązana będzie żyłka. Jeżeli wobler będzie skręcał w lewo to oczko przeginamy w prawo i odwrotnie wobler - w prawo, oczko - w lewo (fot.6). Doskonałym miejscem do takich eksperymentów jest wanna.

DOCIĄŻENIE

Nasz wobler powinien być tak dociążony, aby 3/4 woblera schowane było pod powierzchnią wody. Ja swoich nie dociążam, ponieważ w przypadku lipy jest to po prostu nie potrzebne.

MALOWANIE i LAKIEROWANIE

Wobler jest już uzbrojony tzn. ma ster oraz uszka do mocowania kotwiczek i żyłki. Oznacza to, że nadeszła pora na pomalowanie naszego maleństwa (jak ktoś chce, może pomalować swoje dziecko, ale ja mam na myśli wobler). Moim zdaniem jest to najtrudniejsza chwila całego procesu produkcji. Ja do tego celu używam farbek modelarskich. Farbki można niedrogo kupić w sklepach z artykułami modelarskimi. Paleta barw jest naprawdę duża i z wyborem nie powinno być problemu. Na pewno powinniśmy zakupić podkładówkę (biała matowa), która zawsze powinna być pierwszą farbą jaką pomalujemy nasz wobler w całości (fot.7), reszta farbek też powinna być raczej matowa. W żadnym wypadku nie powinniśmy mieszać farbek modelarskich z innymi farbami czy lakierami do paznokci (ich też można używać), ponieważ najczęściej w takich sytuacjach następuje "gryzienie się" farb - zachodzą różne reakcje, których efekt jest raczej niepożądany. Jeżeli już musimy coś wymieszać ze sobą, to powinniśmy najpierw zrobić mały test na kartce papieru czy jakimś kawałku drewna. Szata graficzna to już indywidualna sprawa każdego z nas. Proponuję - tak jak przy wyborze kształtu - wybrać się do sklepu wędkarskiego, podpatrywać i podglądać gotowe wyroby z półek. Gwarantuje, że wraz z doświadczeniem będziecie mieli coraz to nowe pomysły.
Ciekawym urozmaiceniem, które naśladuje łuskę, jest stosowanie srebrnego pazłotka, które znajduje się w każdej paczce papierosów. Ja naklejam wycięte paski po bokach woblera i muszę przyznać, że wygląda to interesująco, a co najważniejsze - sprawdziło się nad wodą.

Podczas malowania pośpiech również nie jest wskazany. Musimy pamiętać o tym, że każda warstwa farby przed nałożeniem następnej powinna schnąć, co najmniej 3-4 godziy. Podobnie sytuacja jest z lakierowaniem. Ja wykorzystuje samochodowy lakier z utwardzaczem w sprayu. Nanoszę 3 do 4 cienkich warstw(każda w odstępie 12 godzin).

Po zakończeniu tych wszystkich czynnosci, kiedy nasze dzieło jest już gotowe, pozostaje tylko chwycenie wędki w rękę i wypróbowanie tego co stworzyliśmy. Wszystkim Wam życzę, abyście przeżyli to co ja przeżyłem w chwili kiedy poczułem pierwsze uderzenie we własnoręcznie wykonanego woblera.

Wszystkich których zainteresował ten artykuł i którzy mieliby jakieś pytania, oraz tych, którzy chcą przedstawić swoje doświadczenia, zapraszam do dyskusji na forum lub do e-mailowej korespondencji.

Z wędkarskim pozdrowieniem

Marcin Duluk

 

WYDAWCA:
Krokus Sp. z o.o.
ul. Jaracza 76
90-251 Łódź, POLSKA
Telefon:
+48 42 678-15-90
+48 42 630-59-85
+48 42 639-84-12
Fax:
+48 42 678-15-99
E-Mail:
biuro@krokus.com.pl
office@krokus.com.pl

TYMCZASOWE KOLEGIUM REDAKCYJNE:
Sławek i Kama Bocheńscy
Radek Gościmski
Wojtek Górny
Piotrek Onikki-Górski
Michał Sopiński
Andrzej Trembaczowski

OPRAWA INTERNETOWA:
Maciek Jałkowski

PROJEKT
Janusz Dymidziuk

© 1999-2000 Wszelkie prawa zastrzeżone dla Krokus Sp. z o.o.
Teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych
.

 

 


Reklamy KrokusEtykiety samoprzylepneForum wędkarskieŻbikowskaUrlop: wy-Wczasy.plPozycjonowanie stron WWW