EFTTEX '2001

St. Croix reprezentował sam szef firmy





Michał zakochał się w klejonkach...



Waga na marlina?
Proszę bardzo!





prowadzi:
 Michał Sopiński

 Nr 52 - 31 maja 2001
 Nr 51 - 31 stycznia 2001
 Nr 50 - 29 grudnia
 Nr 49 - 5 grudnia
 Nr 48 - 20 listopada
 Nr 47 - 9 listopada
 Nr 46 - 4 listopada
 Nr 45 - 25 października
 Specnumer - SUM
 Nr 43 - 15 czerwca
 Nr 42 - 1 czerwca
 Nr 41 - 15 maja
 Nr 40 - 3 maja
 Nr 39 - 15 kwietnia
 Nr 38 - 3 kwietnia

 ARCHIWUM TW














OPRAWA INTERNETOWA:
Krokus

PROJEKT
Krztysztof Urbankiewicz
 
WYDAWCA:
Krokus Sp. z o.o.
ul. Jaracza 76
90-251 Łódź, POLSKA
Telefon:
+48 42 678-15-90
+48 42 678-15-95
Fax:
+48 42 678-15-99
E-Mail:
biuro@krokus.com.pl
office@krokus.com.pl

Rodzi się nowe!
Specjalna relacja z targów wędkarskich w Amsterdamie- EFTTEX '2001

   Już niemal od dwudziestu lat targi wędkarskie Efttex są najważniejszym wydarzeniem w europejskim kalendarzu międzynarodowych imprez poświęconych szeroko rozumianemu wędkarstwu. Rewia sprzętu, rewia firm produkujących, sprzedających, pośredniczących wreszcie rewia aktualnych tendencji, zamierzeń i oczekiwań związanych z pasją, której na imię wędkarstwo - to jest właśnie Efttex. Taki był 15 lat temu, taki jest obecnie i wszystko wskazuje na to, że również taki pozostanie w przyszłości.

U Hirschfelda jak zwykle wiele ciekawego sprzętu

   A przyszłość europejskiego rynku wędkarskiego zbyt różowo obecnie nie wygląda i jest on poddawany ostrym wstrząsom połączonym często z końską kuracją. Również Efttex, impreza w swym pierwotnym zamyśle poświęcona przede wszystkim europejskim firmom i europejskim producentom sprzętu wędkarskiego, znalazł się w poważnym impasie. Dlaczego? Wyjaśnienie jest szalenie proste - gdzież obecnie są "europejscy" wytwórcy i które firmy są rzeczywiście "europejskie"? Prawda jest taka, że głównym producentem sprzętu wędkarskiego jest Daleki Wschód, a prawdziwa "kasa", czyli kapitał sterujący całością i ustalający warunki gry, znajduje się w Ameryce. Mówiąc lapidarnie i skrótowo, pogłębiający się proces globalizacji spowodował, że wiele skądinąd znanych i zasłużonych firm europejskich zostało zmiecionych z rynku, a generalnie europejski rynek wędkarski zatracił swą dawną wyraźną autonomię. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, nastąpiła silna polaryzacja.

Na każdym kroku amerykańskie akcenty

Niektórzy, nie mogąc się pogodzić z obecną sytuacją, marzą wyłącznie o starych czasach i starych układach i głośno mówią o restrykcjach, barierach zaporowych nawołując jednocześnie do likwidacji imprez typu Efttex, jako szkodliwych, promujących wyłącznie firmy pozaeuropejskie. Druga grupa, złożona przede wszystkim z realistów, zdających sobie sprawę, że wędkarstwo jest pasją, która zawsze się obroni, a przed postępem nie ma ucieczki, śmiało stara się przystosować do obecnych realiów. I właśnie ostatni Efttex, który miał miejsce w upalnych dniach 6-8 lipca, w Amsterdamie, udowodnił, że trzeba być realistą, że europejskie targi wędkarskie są potrzebne, że wędkarstwo to rzeczywista potęga. Targi zakończyły się sukcesem, były arcyciekawe, a międzynarodowe władze EFTTA podjęły także ważkie decyzje, co do przyszłości imprezy: w roku 2002 Efttex odbędzie się w Mediolanie, w 2003 tradycyjnie znów w Amsterdamie, a w 2004, uwaga (!!!) w Polsce, w Warszawie! Dobre wieści? Dobre, wręcz doskonałe! Dobre wieści dotyczą także strony organizacyjnej przyszłych imprez. Efttex pozostanie targami europejskimi, najważniejszymi w roku, ale nie będzie ograniczeń w stosunku do wystawców - wszyscy, którzy mają coś do zaoferowania europejskim wędkarzom, bez względu na to czy wytwarzają sprzęt w Grenoble, czy w Szanghaju, mogą zaprezentować swoją ofertę.
   A jaka jest tegoroczna oferta, jakie są najważniejsze nowości, kto zaprezentował się doskonale, a kto słabo? Przejdźmy zatem do szczegółów Efttexu '2001.

    Wystawcy
   

W sumie zaprezentowało się ponad 200 wystawców, w zasadzie ze wszystkich kontynentów naszego globu. Generalnie, poziom targów, poziom wystawianego sprzętu wędkarskiego należy ocenić jako bardzo wysoki. Nie sposób jednak nie zauważyć kilku ważnych nieobecnych.

Thomas & Thomas nie zawiódł, ale te twarze jakby skądś znajome

Po pierwsze, trochę dziwne przesunięcie terminu targów, niemal w ostatniej chwili (uzasadniane brakiem miejsc hotelowych w Amsterdamie?!), spowodowało rezygnację dużej grupy firm amerykańskich, które 11 lipca miały wielkie krajowe targi w Las Vegas. Szkoda, w Amsterdamie nie było m.in. takich firm jak Orvis, Scott, Scientific Anglers, Winston, Penn, Ross, Abel, Tibor, zaś Sage i Loomis pokazały jedynie wąski wycinek swej oferty poprzez europejskich dystrybutorów. Wszystkie wymienione firmy to autentyczni liderzy pośród producentów i ich nieobecność była zauważalna. Zauważalna, i to szczególnie, była nieobecność dwóch największych gigantów światowego przemysłu wędkarskiego - Shimano i Daiwy. O ile samobójcza polityka koncernu Daiwa, polegająca na ignorowaniu największej europejskiej imprezy w imię specyficznie pojmowanych "twardych" zasad działania zaczyna zbierać już plony - firma znalazła się na granicy bankructwa, o tyle zdziwienie zaczyna budzić równie nierozsądna polityka lansowana "konsekwentnie" przez Shimano. Obie firmy po prostu lekceważą europejskich wędkarzy, a to niczego dobrego nie wróży. Wdrożona przez Daiwę i Shimano doktryna maksymalnego windowania w górę cen doprowadziła do załamania na ich rodzimym, japońskim rynku, co tak boleśnie teraz obie firmy już odczuwają. Zdaje się jednak, że w obu przypadkach mamy do czynienia z syndromem Titanica - na dno przy dźwiękach orkiestry!

   A świat naokoło zmienia się. Na pewno przyjemnym zaskoczeniem tegorocznego Efttexu była oferta chińskich wytwórców. Nastąpił w tym przypadku radykalny skok w jakości oferowanych wyrobów. To naprawdę zaskakuje. Można jasno skonkludować - tandeta, tak wszechobecna jeszcze dwa, trzy lata temu, zaczyna znikać. I to jest bardzo dobry prognostyk dla nas, dla wędkarzy, dla użytkowników sprzętu.

Kolorowo i wiele nowości

Dobry prognostyk to także lansowana polityka cenowa - tu, na Efttexie, powiedziano wyraźnie: jeżeli interes ma się kręcić, jeżeli wędkarze mają procesy globalizacji przyjmować pozytywnie, przy zachowaniu wysokiej jakości ceny muszą iść w dół. Muszą iść w dół, innej drogi nie ma. Kto tego nie zrozumie, kto nie dostosuje się w miarę szybko do nowych reguł, ten wypada z gry. A jeśli chodzi o odczuwalne przykłady globalizacji, te bardzo pozytywne, to proszę bardzo: kilku najwyższej klasy wytwórców grafitowych blanków jest w stanie, na zamówienie każdej firmy, wykonać ściśle według dostarczonej specyfikacji niemal każde wędzisko. Wytwórnie mieszczą się w różnych krajach, ale nie ich lokalizacja jest najważniejsza. Najważniejsze, że oferowane wędziska są przyzwoitej jakości i arcyważne jest to, że są niedrogie! Naprawdę, czasami szokuje, że wędzisko zbliżonej klasy, jakie znana firma z najwyższej półki oferuje w detalu za 500 dolarów, można kupić za 150, tylko sygnowane nazwą innej, czasami mniej znanej firmy. Prawda jest taka, że wytwórcy, którzy bazują na technologii sprzed 5-6 lat i starają się utrzymać ceny na stałym wysokim poziomie, skazani są na klęskę. Ta technologia stała się już tak popularna, że inni wykonają podobne wędzisko i oferują je za nieraz trzykrotnie niższą cenę! Obecnie, aby być liderem, a jednocześnie dyktować wysoką cenę, trzeba mieć najnowocześniejszą technologię, trzeba w nią inwestować ogromne pieniądze. Dlatego jesteśmy świadkami łączenia się firm, powstawania nowych kolosów kapitałowych - rynek żąda postępu, a autentyczny postęp dzisiaj bardzo drogo kosztuje. Niemal zamknięte koło...

Ten dżentelmen też znajomy!

   Rapala, Pure Fishing - to są typowe przykłady obecnych gigantów na rynku wędkarskim. Pure Fishing, holding skupiający takie firmy jak Fenwick, ABU, Berkley, Mitchell, Johnson, Coleman, wcale nie zamierza tylko na tym poprzestać. Chodzą słuchy, że przymierza się do kupienia kolejnej firmy, i to nie byle jakiej. Największa europejska legenda, czyli Hardy, stoi już w kolejce. Rapala też nie zasypia gruszek w popiele. Po Stormie, VMC-Water Queen, przyszła kolej na wielkie zakłady z Dalekiego Wschodu i też na tym się nie skończy! Co najważniejsze, takie działania przynoszą korzyści, także dla wędkarzy. Zarówno Pure Fishing jak i Rapala doskonale pokazują na czym obecnie polega postęp na polu sprzętu wędkarskiego, ich wyroby są nowatorskie, doskonałe jakościowo, a ceny utrzymywane na przystępnym pułapie.

   Mniejsze firmy łączą się, szukają dostępu do znaczącego kapitału, starają się zabezpieczać swoją rynkową przyszłość. Doskonałym przykładem jest niezwykle prężny tandem amerykański Orvis - Redington. Orvis był, co prawda, nieobecny, ale Redington po raz kolejny okazał się jedną z największych rewelacji targów, prezentując sprzęt muchowy, i nie tylko, na najwyższym poziomie, poziomie w zasadzie nieosiągalnym obecnie dla innych. Świetnie zaprezentowała się także firma Tica, która dysponując wyśmienitą technologią powoli staje się jednym z kluczowych światowych wytwórców kołowrotków, nie zapominając również o ciekawych wędziskach.


   Technologia plus dostęp do kapitału, to okazuje się pewna recepta na sukces w wędkarskiej branży początków nowego stulecia. Najlepszym przykładem jest grupa firm amerykańskich reprezentowanych przez korporację Hirschfelda - St.Croix, Lamiglas, Penn. Ich pozycja na światowym rynku uległa bardzo wyraźnemu wzmocnieniu. Wszystkie wymienione firmy oferują nowoczesny, dopracowany sprzęt, w zakresie przystępnych cen, a niektóre z ich wyrobów, jak na przykład spinningi Elite i Avid produkowane przez St.Croix, czy wędziska Titanium proponowane przez Lamiglasa, to sam top światowego przemysłu wędkarskiego. Gorzej z konkurencyjnością ze strony firm o korzeniach europejskich. Ogólnie, globalizacja w Europie zachodzi wolniej i stąd jej efekty pozostają w tyle za Ameryką i Dalekim Wschodem.

Polscy wystawcy też robili interesy

Upadł DAM, dogorywa Cormoran, chyba jedyną firmą niemiecką, która dzięki mądremu zarządzaniu daje sobie radę na rynku, pozostał Sportex. Symptomatyczny jest krach niemieckiego sektora zajmującego się produkcją żyłek. Na tym polu wyrosła potęga, o której głośno w całym wędkarskim światku - Sufix. Kto chce mieć dobrą żyłkę, niedrogą żyłkę, o najlepszych parametrach technicznych, składa zamówienia w Sufixie. Wyjątkowa jakość i doskonałe ceny - to okazało się kluczem do wielkiego sukcesu rynkowego amerykańskiego (a może raczej już międzynarodowego) koncernu. Kluczem, który jednocześnie pogrążył jeszcze nie tak dawnych liderów na tym polu, czyli wytwórców niemieckich. Słabo w Niemczech, niewesoło u Hardy'ego, ale jednocześnie zauważyć należy dużą prężność młodych firm skandynawskich, które stały się jednym z jasnych punktów amsterdamskiej imprezy. Vision, Svendsen, Guideline, Scierra, Solvkrokken to bardzo pozytywne przykłady nowoczesnego działania firm z branży wędkarskiej w Europie. Mają nowoczesną technologię, mają dobre produkty i mają atrakcyjne ceny, więcej nie trzeba! Anglicy, postrzegani z reguły jako konserwatyści, też udowodnili, że potrafią zaskoczyć. Snowbee pokazało, że dużo lepsze od muchówek za 300 funtów, są czasami kije tylko za "stówę", a jeśli chodzi o jakość sznurów muchowych zapędzili w kozi róg nawet część amerykańskiej konkurencji.

A jak zaprezentowały się polskie firmy? Jeśli chodzi o ilość, to bardzo dobrze. Gorzej z formą prezentacji i generalnie, z podejściem do całej imprezy. Niestety, wydaje się, że ambicją kilku polskich wystawców było wyłącznie oferowanie sprzętu na rynki za naszą wschodnią granicą. Z rozrzewnieniem wspominają czasy kiedy zjawiał się Rosjanin z połową miliona dolarów w gotówce, zamawiał, płacił i brał co mu zdołano wcisnąć.

Oczy trzeba dobrze chronić

A tymczasem czas nieubłaganie pędzi naprzód, rynki za wschodnią granicą okrzepły i handlowcy z tamtych stron zamiast kupować wyprodukowany w Chinach i Korei sprzęt od Polaków, sami bezpośrednio zamawiają, pod swoją nazwą, w tych samych fabrykach. Takie "nostalgiczne" spoglądanie na wschód spowodowało, że niektóre polskie firmy przegapiły okazję jaka powstała na rynkach Europy Zachodniej. Okazuje się, że właściciel sklepu z Anglii, czy też z Niemiec bardzo chętnie zakupi towar od polskiej firmy. Oczywiście nie za setki tysięcy dolarów, z reguły chodzi o sumy dużo, dużo skromniejsze, ale jak takie okazje pozbiera się, to w sumie portfel zamówień może być już całkiem znaczący. A najważniejsze, że jest szansa autentycznego udziału w dostępie do bogatego rynku europejskiego. No, ale na takie działania trzeba być przygotowanym, trzeba wydać katalog w angielskiej wersji, trzeba zestawić atrakcyjną ofertę, trzeba popracować nad estetyką stoiska. Ci, co należycie przygotowali się, między innymi BIS, Salmo, Spinex, nie narzekali na kryzys i nie wspominali starych czasów, po prostu robili normalne, dobre interesy. Znając jednak w sumie bardzo pozytywne mechanizmy stymulujące działalność polskich firm wędkarskich, należy wierzyć, że właściwe wnioski zostały wyciągnięte i już za rok, w Mediolanie, łatwo będzie się o tym przekonać.

Piotr Sierputowski


Ciąg dalszy reportażu z Amsterdamu (m.in. opisy najciekawszych kołowrotków, wędzisk, akcesoriów, nowości) w kolejnym odcinku!

©1999-2001 Wszelkie prawa zastrzeżone dla Krokus Sp. z o.o.
Teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych

Fatal error: Call to undefined function virtual() in /home/services/httpd/html/fishing-tygodnik/53/index.html on line 388